piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział XIII - Nowy wróg, stary przyjaciel


Czasami osoba, szukająca zemsty jest najgroźniejszym przeciwnikiem.

Pi pi-usłyszałam odgłos nadajnika.

-Jesteś tam, Blackstar-zapytał Ratchet.

-Jestem doktorku, jestem. Coś się stało, że tak wcześnie dzwonisz?

-O tak-te słowa bardzo mnie zaniepokoiły.

-Mów, szybko.

-Niedawno wykryliśmy dwa statki zbliżające się do ziemi. Próbowaliśmy się z nimi skontaktować, ale na próżno.

-To cony?

-Tylko jeden z nich. Parę minut temu rozbiły się niedaleko twojego położenia. Udało nam się przechwycić obraz z kamery w tym miejscu i właśnie wtedy odkryliśmy że jeden ze statków należy do Autobota.

-Otwórz mi most to zaraz dołączę do reszty.

-Niestety mamy małe problemy z mostem ziemnym. Drużyna już jedzie ale ty będziesz tam szybciej. Statki rozbiły się naprawdę blisko ciebie.

-To dawaj dokładne współrzędne i jazda!

-Przesyłam-po chwili otrzymałam współrzędne od Ratcheta. Statki rzeczywiście rozbiły się bardzo blisko. Kiedy właśnie chciałam ruszać do garażu weszła Fly.

-Zawieziesz mnie do szkoły-zapytała.

-Nie mogę Fly, muszę gdzieś szybko pojechać.

-Co się stało?

-Później ci wytłumaczę. Teraz musz...

-Czego mi nie mówisz-przerwała mi Fly.

-Potem naprawdę ci wszystko wytłumaczę, ale teraz nie mam czasu-odpaliłam silnik i ruszyłam.

Nie minęły trzy minuty, a już dotarłam na miejsce.  Od razu zauważyłam wielki budynek z napisem "Szkoła publiczna w Jasper", oraz dwa statki, wbite w niego. Całą okolicę zniszczyło lądowanie robotów. Na ulicach nie było żadnego człowieka. Jednak nie zauważyłam też pasażerów pojazdów. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu jakichkolwiek robotów, ale na próżno. Nie wykrywałam też ich sygnatury energii. Gdzie więc się podziały te roboty?

Po paru minutach poszukiwań na miejsce dotarły Autoboty.

-Gdzie są pasażerowie-zapytała Arcee.

-Nie znalazłam ich. Gdy tu dotarłam, statki były puste. Nie wykrywam też ich sygnatury energii.

-Nie mamy tu więc co robić-powiedział z lekkim niezadowoleniem Wheiljack.

-Nie do końca-tu Optimus wskazał na budynek szkoły-tam mogą być ludzie.

-Optimusie, inni ludzie im pomogą. Wiesz dobrze że oni nie powinni o nas wiedzieć-powiedziała Arcee.

-Inni ludzie boją się tu przyjechać. Zanim tu dotrą, ci w budynku zginą.

-Optimus ma rację-dołączyłam się do dyskusji-jeśli im nie pomożemy, to oni zginą-wszyscy spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo.

-Arcee, Wheiljack, Bumbelbee, spróbujcie wyciągnąć ludzi przez okna na drugim i trzecim piętrze-rozkazał Optimus-Blackstar, ty wyciągnij ludzi z pierwszego piętra. Ja sprawdzę czy za szkołą nikogo nie ma-gdy Optimus skończył, wszyscy wzięliśmy się do pracy. Zaczęliśmy wyrywać okna i drzwi ze ścian budynku. Na szczęście było jeszcze bardzo wcześnie i w szkole byli głównie nauczyciele i pracownicy szkoły.

Gdy wyciągnęliśmy już wszystkich, zaczęłam wykrywać sygnaturę, najpierw Autobota, potem Decepticona.

-Uważaj Blackstar-wykrzyknął jackie, ale za późno bo niespodziewanie dostałam prosto w twarz. Uderzenie było tak silne, że odleciałam chyba na parę metrów. Gdy się podniosłam zobaczyłam postać kierującą się w moją stronę. Spodziewałam się jakiegoś wielkiego i masywnego cona, podczas gdy napastnikiem okazałą się być fembotka. Nie znałam jej. Była szaro-czarna, ze skrzydłami. Jednak największą uwagę poświęciłam jej oczom. Były bardzo niebywałe. Jedno z nich było czerwone, a drugie żółte. Decepicony mają zwykle całe czerwone oczy, nigdy żółte. Widać było że ta fembotka była inna niż wszyscy.

-Kim jesteś-zapytałam.

-Nazywam się Greystar. Przebyłam bardzo dużo lat świetlnych by odnaleźć zabójcę mojego brata.

-A kim jest twój brat?

-Powinnaś o tym dobrze wiedzieć, córko Prima-spojrzałam pytająco na Greystar-to on powinien przewodzić Decepticonom.

-Ale kto-wykrzyczałam. Miałam już serdecznie dość jej gadaniny.

-Starscream, ten którego zabiłaś! A teraz ja zabiję ciebie-Greystar rzuciła się na mnie ale była strasznie przewidywalna. Zrobiłam unik, a ona wpadła na jakiś budynek. Już chciała ponowić atak, kiedy ktoś uderzył ją w bok twarzy, a ona odleciała parę metrów dalej. Tym kimś była osoba, którą dobrze znałam. Była czarna, z szarymi i niebieskimi wstawkami, oraz specjalnymi „goglami”. Miała również bardzo ciekawą broń-laserowe ostrza. Poznałam ją jeszcze jako mały bocik, a nazywała się, Laserwave.

-Zły pomysł Greystar. Nie wolno atakować córki Prima-powiedziała Laserwave.

-Nie będziesz mi mówić co mogę, a co nie Laserwave.

-Odejdź stąd-powiedziała stanowczo Laserwave. Greystar już chciała zaatakować, kiedy nad nami pojawił się statek Decepticonów.

-To na razie ofermy-Greystar odpaliła silniki i poleciała na statek Decepticonów, który zaraz potem odleciał. Potem reszta botów do nas dołączyła. Z całej drużyny Prima tylko ja i Optimus znaliśmy Laserwave, więc musiałam dużo o niej opowiadać. Zanim jednak zaczęła się rozmowa, Ratchet otworzył nam most ziemny. Nie wiedzieliśmy dlaczego właśnie teraz. Potem zrozumieliśmy, że ludzkie wojsko się nami zainteresowało.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział XII - Magiczne zdolności


Czasem, najlepiej pogodzić się z prawdą i iść dalej.

Powoli lądowałam przed bazą z małą Fly. Dziewczyna nadal się nie budziła. Szybko ruszyłam prosto do Ratcheta. Gdy dotarłam do głównego pomieszczania cała drużyna spojrzała na mnie pytająco. Szybko wyjaśniłam im wszystko i położyłam Fly na dużym łóżku operacyjnym, znajdującym się w pomieszczeniu obok. Tam Ratchet dokonywał różnych zabiegów i eksperymentów.

-Myślisz że mogę jej pomóc-zapytał Ratchet-to przecież człowiek.

-Ale chyba możesz spróbować?

-Dlaczego nie zaniosłaś jej do szpitala?

-Niby jak? Zostawiłabym ją pod drzwiami? Nikt by nie wiedział co jej się stało, a ja nie mogłabym im tego wyjaśnić.

-Ale ja nie wiem ja jej pomóc!

-Chociaż spróbuj-Ratchet wreszcie się poddał, ale kiedy już miał zacząć zajmować się Fly, ta niespodziewanie się obudziła

-Nic ci nie jest Fly-zapytałam-wszystko dobrze?

-To nic. Po prostu zemdlałam.

-Co to było? Jak ty to wtedy zrobiłaś?

-Nie wiem, naprawdę. Pierwszy raz mi się coś takiego przytrafiło.

-Może ona nie jest stąd-wtrącił się Ratchet-z tej planety.

-To niemożliwe-zaprzeczyła nastolatka-moi rodzice są ludźmi, ja też!

-Spokojnie mała, nikt jeszcze nie twierdzi że nie jesteś człowiekiem-uspokoiłam dziewczynę-może to po prostu magia.

-Proszę cię, Blackstar. Magia nie istnieje-zaprzeczył Ratchet.

-Może w naszym świecie nie, ale na ziemi? Nie znamy całkiem tej planety. Może Fly jest czarodziejką. To wyjaśniałoby jej zdolności.

-Niestety, ale Ratchet ma chyba rację-powiedziała Fly-na ziemi nie ma czegoś takiego jak magia.

-Fly, a czy ludzie nie myślą że jesteście sami we wszechświecie-zapytałam-przecież my dla was nie istniejemy, tak samo jak magia.

-Ale skoro wy istniejecie, to magia też może-Fly zamknęła na chwilę oczy-czyli jestem czarodziejką?

-Niewykluczone-powiedział Ratchet-jak znam życie, to wkrótce się tego dowiemy-Fly uśmiechnęła się pierwszy raz od ostatniego wydarzenia. Po chwili jednak uśmiech znów zniknął z jej twarzy.

-Czy coś nie tak-zapytałam.

-Nic tylko-Fly ucichła na chwilę-możemy porozmawiać na osobności Blackstar?

-Jasne-i ruszyłyśmy w stronę Sali treningowej.

Gdy upewniłyśmy się że nikt nie poszedł za nami zaczęłyśmy rozmowę.

-Ja nie wiem czy jestem czarodziejką.

-Ja też nie, ale to jak na razie chyba najprawdopodobniejsze wyjaśnienie.

-Pamiętasz jak opowiadałam ci o Raven-przytaknęłam-właśnie ona ma takie moce. Takie jak ja.

-Co chcesz przez to powiedzieć?

-Może rzeczywiście nie jestem z tej planety? Może moja moc polega na kopiowaniu zdolności innych.

-Ale sama mówiłaś że Raven to fikcja.

-Może mojej mocy wystarczy moja świadomość?

-Może, ale tego nie wiemy.

-Możemy to sprawdzić-Fly wzięła głęboki wdech, zamknęła oczy i uniosła rękę. Po chwili otworzyła oczy, które tym razem zaświeciły się na kolor niebieski. Przez moment nic się nie działo. Po chwili jednak ręka Fly zmieniła się w miecz, a potem znów przybrała normalną formę.

-Widzisz-zaczęła Fly-teraz skopiowałam twoje zdolności-dziewczyna przeczesała ręką włosy i usiadła na podłodze. Parę łez wypłynęło z jej oczu.

-Nie płacz-próbowałam ją pocieszyć-wszystko będzie dobrze.

-Kim jestem?

-Dowiem się. Obiecuję ci to-usiadłam koło Fly, a ona przytuliła się do mojej dłoni i zaczęła płakać jeszcze bardziej.

Po paru minutach, Fly wreszcie otarła łzy i wstała z podłogi.

-Chcę wam pomóc.

-Co-zapytałam zdziwiona.

-Widzisz ile potrafię. Mogłabym walczyć z conami, razem z wami.

-O nie, to zbyt niebezpieczne.

-A zobacz, sama pokonałam ich wtedy.

-Nie panowałaś nad tamtą mocą a potem straciłaś przytomność. Nie pozwolę ci się tak narażać.

-Bo wtedy nie byłam przygotowana. Nad mocą Raven panują emocje. Ona musi długo medytować by mieć pełną kontrolę. Jeśli i ja tak zrobię, będę mogła wam pomóc.

-Sama nie wiem…

-Proszę cię.

-Zobaczymy jak będzie ci szło opanowanie tej mocy.

-Dziękuję ci! Tak bardzo ci dziękuję-nastolatka przytuliła się mocno do mojej nogi-od jutra będę ćwiczyć i zobaczysz że mi się uda.

-Już dobrze, dobrze. Teraz muszę cię odwieźć do domu.

-No właśnie, dom! Tata będzie wściekły.

-No to chodź już szybko-zmieniłam się w motor, a Fly od razu na mnie wsiadła.

Po paru minutach jazdy, dotarłyśmy do domu Fly. Znajdował się od na końcu miasteczka. Był nie durzy, ale zadbany. Pomalowany na niebiesko, dwupiętrowy. Podczas gdy Fly schodziła drzwi do jej domu otworzyły się. Wyszedł z nich wysoki, starszy mężczyzna. Miał brązowe włosy, oraz wąsik. Podszedł do dziewczyny i zaczął ją pouczać.

-Wiem że jest Halloween, ale dziesiąta w nocy to chyba przesada!

-Tato, mam szesnaście lat! Nie możesz mi…

-I jeszcze na motorze-przerwał nastolatce ojciec-ile razy o tym rozmawialiśmy?

-Tato!

-Pożyczył ci go ktoś czy ukradłaś?

-Dostałam, od przyjaciółki.

-Jutro masz go oddać.

-Nie zmienisz zdania-Fly popatrzała błagalnie na ojca.

-Zobaczymy. Na razie wstaw go do garażu.

-Dobrze tato-na twarzy dziewczyny pojawił się malutki uśmieszek. Fly otworzyła drzwi do garażu i wprowadziła mnie tam-będziesz tu musiała zostać na noc.

-Nawet przytulnie. Miłej nocy mała.

-Dobranoc Blackstar-i dziewczyna zaczęła iść w stronę drzwi. Teraz zostałam sama w jej garażu. Cieszyłam się że nic jej nie jest, ale z drugiej strony trochę martwiłam. Nie sądzę aby Optimus pozwolił jej walczyć razem z nami. A ona, też raczej nie odpuści.

środa, 2 lipca 2014

Rozdział XI - Kolejne pytania i zagadki do rozwiązania


Co cię zrani dzisiaj, jutro uczyni cię silniejszym

 

Minęło już parę dni od śmierci Clifjumpera. Zdążyłam się już z tym pogodzić tak jak poradzili mi przyjaciele. Decepticony też nie pojawiły się od wypadku. Może bardzo poważnie zraniłam Megatrona, a może go zabiłam? Nie, to niemożliwe. Tyle razy był bardziej ranny, a nadal żyje.

Dowiedziałam się od Fly że dziś jest święto zwane Halloween.

-W Halloween-zaczęła rozmowę Fly- dzieci przebierają się za potwory i przychodzą do domów dorosłych po cukierki. Muszą powiedzieć cukierek albo psikus i wtedy dorośli dają cukierki.

-A jak nie zechcą dać to co? Zabijacie ich?

-Nie-zaśmiała się Fly-nie wiem. Zawsze dostawałam cukierki ale myślę że wtedy robi im się jakiegoś psikusa.

-W takim razie to święto jest nudne - Fly znów się zaśmiała ale dużo głośniej.

-Tak czy inaczej pojedziesz ze mną dzisiaj zbierać słodycze czy tego chcesz, czy nie.

-Dobra, a wiesz już za co się przebierzesz?

-Jasne, wiem już od paru miesięcy-Fly wzięła swoją torbę i wyciągnęła z niej jakiś fioletowy materiał. Była to peleryna. Zaraz potem wyciągnęła długie czarne rękawiczki bez palców. Potem body na ramiączkach w takim samym odcieniu fioletu jak peleryna. Na sam koniec dziewczyna wyciągnęła długie, czarne buty na obcasie i czarną maskę-sama go uszyłam. Przypomina strój mojej ulubionej bohaterki, Raven.

-Kogo?

-Raven, to taka czarodziejka tylko nieprawdziwa, stworzona komputerowo.

-A czemu ty ją tak lubisz?

-Bo ma magiczne moce i jest naprawdę super. O, a jej ojcem jest demon.

-Jak można lubić córkę demona-dopytałam.

-Ona nie jest taka jak on.

-Niech już ci będzie. To, o której wyjeżdżamy?

-O dziewiętnastej.

-Dobra-zaczęłam odchodzić od Fly i kierować się w stronę Ratcheta, który stał przy głównym komputerze-jakieś ślady deceptów?

-Żadnych, tak jakby w ogóle ich nie było na tej planecie-przez chwilę nic nie mówiliśmy. Postanowiłam zadać jednak Ratchetowi pytanie, które już od dawna siedzi mi kością w gardle.

-Powiedz mi Ratchet, skoro mamy Gwiezdne Ostrze, to dlaczego Optimus go nie używa-Ratchet spojrzał na mnie ale nic nie odpowiedział-Ratchet?

-Bo od czasu gdy pierwszy raz je odłożył, nie podniósł go już drugi raz-zdziwiłam się trochę. Przecież Optimus to Prime. Dlaczego więc nie mógł unieść tego ostrza-Optimus sądzi że Gwiezdne ostrze jest przeznaczone tobie.

-Mnie?!

-Owszem.

-Ale ja nie jestem Primem.

-Może ty tak myślisz, ale prawda jest inna - odeszłam od Ratchet już nic nie mówiąc. Zaczęłam iść w stronę sali treningowej. Chciałam trochę poćwiczyć i przemyśleć całą sytuację.

Nadeszła dziewiętnasta. Po długim treningu poszłam w stronę wyjścia. Fly czekała już przy głównym komputerze. Miała na sobie swój strój i szczerze, świetnie w nim wyglądała. Body było dopasowane do jej szczupłego ciała, tak samo jak buty sięgające aż za jej kolana i rękawiczki sięgające jej ramion. Peleryna była długa, kończyła się przy jej kostkach. Maska także była dopasowana. Wspaniale zakrywała część twarzy nastolatki. Zobaczyłam także pas, którego wcześniej nie widziałam . Był czarny i luźny, założony na skos. Zaczynał się na jej biodrach a kończył na nodze.

-Zrobiłam go na szybka-powiedziała Fly-możemy jechać?

-Jasne-zmieniłam się w motor, a dziewczyna na mnie wsiadła. Założyła kask i ruszyłyśmy. Zauważyłam jeszcze jedną rzecz u nastolatki. Zwykle jej czarne, długie włosy były spięte. Dziś jednak je rozpuściła. Były jeszcze dłuższe niż mi się wydawało. Sięgały aż do końca jej pleców.

Po paru minutach jazdy dojechałyśmy do miasta. Teraz wyglądało ono inaczej niż zazwyczaj. Wszystkie budynki były ozdobione podobiznami potworów, pajęczynami i innymi dekoracjami. Po ulicach chodziły dzieci w różnym wieku, wszystkie poprzebierane. Jednak szesnastoletnia Fly wyglądała na najstarszą. Zatrzymałyśmy się na parkingu, a Fly zeszła ze mnie.

-Nie będę długo chodziła. Wrócę za jakąś godzinkę.

-Baw się dobrze-Fly odeszła a ja zostałam sama. Oglądałam jak dzieci chodziły od domu do domu w poszukiwaniu cukierków. Sprawiało im to tyle radości. Na Cybertronie nigdy nie mieliśmy takiej zabawy.

Po niecałej godzinie Fly wróciła.

-I jak było?

-Super! Zebrałam tyle cukierków że chyba starczy mi na rok-Fly otworzyła swoją torbę i pokazała tonę cukierków-w to Halloween ludzie się przygotowali.

-Możemy już teraz wracać?

-Jasne-nastolatka wsiadła na mnie i ruszyłyśmy w stronę jej domu. Znajdował się niedaleko, więc podróż nie powinna trwać długo.

Gdy byłyśmy mniej więcej w połowie drogi odczułam sygnał Decepticona.

-Chwila.

-Co się stało Blackstar?

-To cony, niedaleko.

-Wezwiesz wsparcie?

-Mam im oddać całą zabawę-ruszyłam w stronę sygnatury i już po chwili zobaczyłam około trzydziestu Decepticonów.

-Może jednak wezwiesz wsparcie-zapytała dziewczyna.

-Dam radę sama-Fly westchnęła i zeszła ze mnie, a ja natychmiast zmieniłam się w robota-zostań tu-nastolatka kiwnęła głową. Zmieniłam swe dłonie w blastery i ruszyłam na cony. Te szybko się zorientowały co się dzieje. Ruszyły w moją stronę i zaczęły strzelać. Nic im to jednak nie dało. Celnie trafiałam jednego po drugim. Gdy została jakaś dziesiątka poczułam że oberwałam od tyłu. Upadłam i zobaczyłam stojącego nade mną cona. Szykował się do ostatniego strzału kiedy wszyscy usłyszeliśmy kroki. Była to Fly.

-Uciekaj stąd.

-Nie mam zamiaru cię zostawić-wtedy jakiś Decepticon podszedł do niej i zapytał:

-Myślisz że możesz nas powstrzymać?

-Tak, myślę że tak. Teraz zostaw ją w spokoju-wszystkie Decepticony zaczęły się śmiać a ten przy Fly zaczął od niej odchodzić-powiedziałam, zostaw ją w spokoju-krzyknęła Fly, a jej oczy zaświeciły się na czarno. Niespodziewanie z ziemi zaczęły wychodzić jakieś energetyczne macki, które łapały cony i rozrywały je. Gdy nie zostało już żadnego, macki znikły, a oczy Fly znów stały się normalne. Spojrzałam na nią pytająco, a ona zemdlała z przemęczenia. Szybko wstałam i podeszłam do niej. Na szczęście oddychała. Ale kim ona jest? Jak to zrobiła? Co mam z nią zrobić?

Wreszcie postanowiłam zanieść dziewczynkę do bazy. Może Ratchet jej pomoże. Położyłam Fly na sobie i zmieniłam się w samolot. Chciałam jak najszybciej dotrzeć do bazy.

I znowu kolejne pytania i zagadki do rozwiązania.

piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział X - Kolejne poświęcenie

I znów nie jest tak jak być powinno…

 

Nastał ranek. Zaczęłam powoli otwierać oczy. Miałam nadzieję że to wszystko okaże się tylko sennym koszmarem, ale niestety. Nadal jestem na statku Decepticonów. Nadal mam na sobie znak Decepticonów. Nadal jestem Decepticonem.

Wstałam z łóżka i zaczęłam kierować się w stronę drzwi. Postanowiłam rozejrzeć się jeszcze trochę po statku. Dopiero teraz zauważyłam że pomieszczenie obok mojego pokoju nie ma drzwi, a ono całe jest zniszczone. To pewnie tutaj Wheiljack podłożył ładunki.

Parę pomieszczeń dalej znajdowała się „zbrojownia” pełna wszelkiego rodzaju broni. Durzą część pomieszczenia zajmowała półka z ładunkami wybuchowymi. Wheiljack nie pomyślał gdzie zakładał ładunki. Zniszczył jedynie jakiś zwykły pokój. Ja postanowiłam jednak trochę nad tym pomyśleć. Wzięłam kilka bomb i schowałam za plecami. Muszę podłożyć je na mostku. Wtedy może będę mogła zniszczyć nagrania z nadajnika, a przy okazji uniemożliwić conom kierowanie swoim statkiem. Zanim jednak odpalę ładunki, muszę dowiedzieć się czy Megatron jest naprawdę moim ojcem. Muszę po prostu porozmawiać z Optimusem. On nie umie kłamać.

Kiedy znalazłam się na mostku zobaczyłam jedynie parę śpiących conów. Musiało być więc jeszcze bardzo wcześnie. Skorzystałam więc z okazji i zaczęłam podkładać ładunki.

Akurat gdy skończyłam na mostek wszedł Megatron.

-Witaj Blackstar.

-Witaj mój Lordzie. Czy masz już dla mnie jakieś zadanie?

-Owszem-Megatron podszedł do głównego komputera-masz dopilnować transportu energonu w tym miejscu - wskazał na jakieś miejsce na mapie ziemi podpisane Antarktyka-masz natychmiast tam się udać. Soundwave wyśle cię tam mostem kosmicznym - właśnie w tamtej chwili na mostek wszedł Soundwave i otworzył mi most.

-Nie zawiodę cię mój panie.

-Na pewno nie zawiedziesz-powiedział Megatron a ja skierowałam się w stronę mostu.

Gdy dotarłam na drugą stronę poczułam zimno, które źle wpływa na zdrowie robota. Zobaczyłam jedynie energon, Decepticony i lodowce. Stanowczym krokiem podeszłam do conów.

-Pośpieszcie się z tym załadunkiem. Lord Megatron żąda raportu-wtedy jeden z deceptów, którego nie znałam podszedł do mnie i powiedział:

-Prawie skończyliśmy zostało tylk…-wtedy rozległy się strzały, a zza lodowca wybiegł Optimus i Autoboty. Wszystkie Decepticony zaczęły do nich strzelać, a jeden chyba wezwał posiłki. Moim obowiązkiem jako że jestem komandorem jest zaatakowanie Prima. Tak też uczyniłam. Zaczęłam biec w stronę Optimusa. Gdy dzieliły nas centymetry wyciągnęłam swe ostrze i zaatakowałam. Optimus odbił atak.

-Co ty sobie myślałaś Blackstar-wykrzyknął

-Nie miałam wyboru!

-Zawsze jest.

-Muszę ci zadać pytanie Optimusie-schowałam swe miecze i podeszłam do Prima-Czy jesteś moim prawdziwym ojcem-Optimus chwycił mnie lekko za ramiona i odpowiedział patrząc mi prosto w oczy.

-Tak-poczułam ulgę. Wyczekiwaną ulgę. Niestety niespodziewanie nadleciał Megatron.

-Wybacz Megatronie-wykrzyknęłam-ale z kłamcami się nie zadaję.

-Mamy umowę Blackstar!

-Już nie obowiązuje.

-Jak chcesz. Soundwave-gdy tylko Megatron zawołał Soundwava poczułam że upadam. Nie mogłam się ruszyć. Optimus chciał mnie złapać ale Megatron go zaatakował. Dopiero wtedy zobaczyłam że staliśmy nad przepaścią a teraz ja zaczęłam w nią spadać. Nic nie mogłam zrobić. W ostatniej chwili ktoś złapał mnie za rękę.

-Trzymam cię-był to Clifjumper. Zaczął mnie wciągać na górę. Gdy już prawie byłam na podłożu, zobaczyłam że clifa przedziurawił miecz Megatrona.

-Nieeeeeeee-łzy zaczęły płynąć bez opanowania. Teraz razem z Clifjumperem zaczęłam spadać w otchłań, a przynajmniej tak myślałam. Okazało się że Megatron złapał mnie za ramiona i postawił na ziemi.

-Elektrodźwięki były nie tylko zagłuszaczem, ale też mogły na krótką chwilę sparaliżować robota-już myślałam że Megatron zabije mnie z zimną krwią, kiedy poczułam że siły mi wracają.

-To za, Clifjumpera-krzyknęłam i wbiłam Megatronowi miecz w prawą część brzucha. Ten zaczął się cofać i stopniowo klękać-mam też coś dla twojego statku-wyciągnęłam detonator i uruchomiłam go.

-Ty, nie możesz mnie pokonać!

-Założymy się-wtedy Megatron zmienił się w samolot i odleciał, a ja uklękła nad przepaścią i jeszcze więcej łez zaczęło wypływać z moich oczu.

-Wybacz mi clif. Wybacz-reszta botów zaczęła schodzić się wokół mnie. Miałam wrażenie, że wszyscy są na mnie źli, a zwłaszcza Arcee.

Po chwili ciszy Optimus wezwał most i wszyscy wróciliśmy do bazy.

W bazie nadajnik został usunięty, a część botów poszła poszukać ciała Clifjumpera. Wrócili po paru godzinach i oznajmili że clif wpadł do wody i go nie znaleźli. Ja cały czas spędziłam sama rozmyślając. Boty próbowały mnie pocieszać, ale na próżno. Do czasu aż przyszły Arcee i

Fly.

-Jak się trzymasz-zapytała Arcee

-Będzie dobrze, a ty?

-Staram się o tym nie myśleć-Arcee nie wyglądała na bardzo smutną - widzisz, ktoś kiedyś mi powiedział, że o stracie przyjaciela należy szybko zapomnieć i pogodzić się z tym. Radze ci też go posłuchać i zapomnieć-Arcee odeszła, a ja zostałam tam z małą Fly.

-Powinnaś zrobić jak mówi Arcee-powiedziała Fly

-To nie takie proste. On zginął przeze mnie-Fly przez chwilę nic nie mówiła. Potem wyciągnęła telefon i pokazała mi zdjęcie jakiejś kobiety, bardzo podobnej do niej.

-To moja mama.

-Jesteś do niej bardzo podobna.

-Raczej byłam-spojrzałam pytająco na Fly-gdy miałam dwanaście lat, chodziłam na gimnastykę. Mama codziennie zawoziła mnie na treningi. Raz byłyśmy spóźnione i chciałam żeby jechała szybciej. Skończyło się wypadkiem, przez który moja mama zginęła. Długo się obwiniałam, ale potem zrozumiałam że to nie wróci jej życia. Pogodziłam się z tym. I wiesz co-Fly spojrzała na mnie-ona zawsze będzie w moim sercu. Tak, jak Clifjumper w twoim-właśnie po tych słowach poczułam, że dobro i przyjaźń, jeszcze istnieją.

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział IX - Co jest prawdą?

Wszystko jest trudne zanim, stanie się proste…

 

Razem z Megatronem zmierzaliśmy na statek Decepticonów.Po niecałej minucie zobaczyłam statek. Oddalił się trochę od kąt go ostatni raz widziałam. Wylądowaliśmy na nim, a potem otoczyło nas parę conów.

-Nic wam nie zrobi-powiedział Megatron-teraz to jedna z nas-Decepticony rozstąpiły się i uklękły przed Megatronem. Lord ruszył, a ja za nim. Szliśmy długim korytarzem najprawdopodobniej na mostek. Gdy doszliśmy do drzwi, Megatron wpisał jakiś kod, który otworzył zamek. Teraz mogłam się przyjrzeć mostkowi conów. Całe pomieszczenie było okrągłe Większość stanowiły komputery. Przy każdym stał jakiś Decepticon, a przy największym Soundwave, który nawet nie wiem kiedy zmył się podczas mojej walki z Megatronem.

-Czy wykryłeś jakieś Autoboty Soundwave-zapytał Megatron Soundwava, który zaraz potem pokazał odczyty, które nie wskazywały żadnej aktywności Autobotów-Dobrze, najwyraźniej Optimus musi się trochę pozbierać po waszej ostatniej rozmowie-teraz Megatron spojrzał na mnie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Spuściłam tylko głowę na dół-Soundwave zaprowadź proszę Blackstar do Knockouta. Niech zamaskuje jej sygnaturę i zmieni znak-Soundwave zaczął kierować się w stronę wyjścia, a ja podążałam za nim. W tym czasie chciałam też obserwować cały statek i wszystko co się na nim znajduje bym przy ucieczce nie miała problemów z odnalezieniem drogi.

Pracownia Knockouta nie była daleko, bo już po minucie Soundwave wpisał kod otwierający drzwi. Kiedy drzwi się otworzyły, zobaczyłam czerwonego, bardzo wypolerowanego cona. Odwrócił się i na jego chudej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.

-No proszę, proszę. Czy to nie córka Prima? Co ona tu robi Soundwave-Soundwave odtworzył tylko słowa Megatrona i wskazał na mnie swoją ręką-Jeśli Megatron tak chce, to tak będzie. Siadaj Blackstar- dodał i wskazał na „łóżko szpitalne” znajdujące się na końcu pomieszczenia. Siadłam na nim, a wtedy Knockout poraził mnie jakimś elektro-dźwiękiem.

-Co robisz-wykrzyknęłam-to boli-jednak po chwili ból minął-co to było?

-Dzięki temu, Autoboty nas nie wykryją. Teraz oprzyj się i siedź spokojnie-odetchnęłam i wykonałam polecenie. Doktor wziął jakieś narzędzie (nie zbyt znałam się na mechanice) i zaczął przerabiać mój znak.

Po jakiejś godzinie Knockout odłożył swój sprzęt.

-Witamy w zwycięzcach Blackstar-spojrzałam na mój znak. Teraz dla wszystkich botów jestem zwykłym Decepticonem. Mam nadzieję że nie na długo-Megatron cię wzywa, jest na mostku.

-Dobrze-wstałam i zaczęłam iść w stronę mostka.

Po niecałe minucie dotarłam na miejsce. Nie znałam jeszcze kodu więc postanowiłam po prostu zapukać. Kiedy jednak moja dłoń prawie dotknęła drzwi one same się otworzyły.

-Nowe udoskonalenie-odezwał się Megatron-Teraz gdy tylko podejdziesz do drzwi one się otworzą. Podejdź do mnie-powoli zaczęłam iść w stronę Megatrona.

-Czym mogę ci służyć Lordzie Megatronie?

-Od teraz jesteś nowym komandorem Decepticonów. Mam nadzieję że mnie nie zawiedziesz.

-Nie zawiodę mój panie-Megatron spojrzał na mnie podejrzliwie i powiedział:

-Wiem że mi nie uwierzysz, ale ty naprawdę jesteś moją córką.

-Jeśli pokażesz mi dowód, uwierzę.

-Skoro tak mówisz, proszę-wtedy Megatron nacisnął coś na ekranie komputera, na którym pojawiły się cztery postacie : Ja, Optimus, Megatron i Elita. Już wiedziałam co Megatron chciał mi pokazać. Nasza rasa rozmnaża się poprzez oddanie przez rodziców części swojej iskry. By upewnić się czy twoi rodzice są twoimi prawdziwymi rodzicami, wystarczy sprawdzić czy część iskry jest zgodna z iskrą rodzica. Z moją matko miałam całkowitą zgodność lecz gdy spojrzałam na postać Optimusa zobaczyłam tylko napis : Brak zgodności. Za to przy Megatronie pisało : Pełna zgodność. Nie mogłam w to uwierzyć. Czyli Megatron naprawdę był moim prawdziwym ojcem-Oto twój dowód.

-Teraz już na pewno zrobię wszystko by zniszczyć Autoboty. A w szczególności Optimusa Prima. Przysięgam ci to, ojcze.

-Trzymam cię za słowo córko. Teraz idź odpocząć. Jutro będziesz doglądała transportu energonu.

-Dobrze-zaczęłam kierować się ku wyjściu. Zanim drzwi się za mną zamknęły, usłyszałam jeszcze Megatrona:

-Idź do końca korytarza, tam jest twój pokój-kiwnęłam tylko potwierdzająco głową. Musiałam teraz to wszystko przemyśleć. Tak naprawdę nie wiedziałam czy wyniki są prawdziwe. Megatron mógł je przecież sfałszować. Musiałam się tego dowiedzieć.

Gdy doszłam do końca korytarza, weszłam do ostatnich drzwi. To musiał był mój pokój. Na środku stało łóżko, dzięki któremu mogłam się podładować, a na ścianach wisiały różne rodzaje broni. Położyłam się na łóżku i zaczęłam ładować „akumulatory”. Oczy, zaczęły mi się powoli zamykać.

poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział VIII - Zmiana Stron

Nieważne ile było porażek…pomyśl jeszcze czeka cię zwycięstw.

 

Nie mogę w to uwierzyć!!! Czy to jest?! Tak, to nadajnik, o którym nic nie wiedziałam! Optimus cały czas wiedział gdzie jestem! I niby o co ta cała kłótnia?! Mógł równie dobrze zwyczajnie się zapytać po co tak bardzo się oddaliłam. Ale nie! On zawsze musi utrudniać! Ja już nie wiem co robić. Do bazy nie mam zamiaru wracać ale w takim razie gdzie mam iść? Nie mam nawet statku do przenocowania. Ani energonu. Pewnie umrę z braku paliwa. Znowu czuję się jak na cybertronie. Przysiadłam na chwilę na jakimś kamieniu by odpocząć. Nagle usłyszałam jakiś pojazd.

Po jakimś czasie zobaczyłam białą wyścigówkę z czerwonymi i zielonymi pasami. Nie byłam pewna ale to chyba Wheiljack. Moje przypuszczenia potwierdziła sygnatura Autobota bijąca od pojazdu. Gdy jackie dotarł do mnie, zmienił się z powrotem w robota.     

-Co tu robisz Wheiljack-zapytałam.

-A jak myślisz? Próbuję cię zatrzymać zanim popełnisz ogromny błąd.

-Tak? A ja myślałam że Optimus cię przysłał.

-Przyjechałem z własnej woli, ale tak jak wszyscy chcę żebyś wróciła.

-Łał, minęło dopiero parę godzin od kąd mnie nie ma, a wy już nie dajecie sobie rady?

-Wiesz że nie o to nam chodzi Blackstar-spojrzałam na niego wrogim spojrzeniem.

-Jak ty w ogóle mnie znalazłeś? Mam kolejny nadajnik?

-Jaki nadajnik?

-Czyli nie jeszcze nie wiesz że Optimus zakłada nam nadajniki? A może to tylko mnie, co Wheiljack?

-Nic o tym nie wiem, ale myślę że Optimus by cię nie kontrolował w taki sposób.

-Ty go nie znasz za dobrze.

-Ale ty tak! Posunąłby się do czegoś takiego-zaczęłam się zastanawiać nad tym co mówi Wheiljack. Może to jednak nie Optimus założył mi ten nadajnik?

-Powróćmy do pytania. Jak mnie znalazłeś?

-Zaraz po tym jak znalazłem sobie drugą formę wyjechałem cię szukać. Potem namierzyłem cię przez sygnaturę energii.

-Niepotrzebnie. Poradzę sob…-nagle nad nami pojawił się statek Decepticonów. Raczej kiepski moment sobie wybrali. Kilkanaście conów otoczyło mnie i jackiego. Potem przyleciał też Megatron i Soundwave.

-I kogo my tu mamy? Mała córeczka Optimusa i nasz stary więzień.

-Wiesz co Megatronie? Ta mała córeczka Optimusa niedawno zabiła twojego komandora.

-I to całkiem sama-dodał jackie.

-Starscream tak naprawdę potrafił tylko kłamać-powiedział Megatron- za to ty, jesteś idealnym komandorem.

-Może i tak, ale na pewno nie Decepticonów.

-Skoro tak mówisz. Zabić ich-wtedy wszystkie cony na nas ruszyły. Nie był to jednak największy problem. Mogłabym załatwić dziesiątki takich robotów. Martwił mnie jedynie Megatron.

Dosłownie po jakiś dwóch minutach nie było już ani jednego cona oprócz Megatrona i Soundwava.

-Ja tak mogę codziennie Megatronie.

-Dobrze to wiem. Jesteś tak dobra jak matka.

-Jak śmiesz o niej mówić?!

-Wyczuwam nienawiść w twoich słowach. Powiedz mi, czy ty na pewno nie jesteś Decepiticonem?

-Nie jestem nim i nigdy nie będę!

-Ale spójrz na siebie. Twój kolor, twój styl waliki. Jesteś urodzonym Decepticonem.

-Moja mama była Autobotem, mój ojciec też. Nie mam zamiaru zmieniać stron z powodu wyglądu.

-To zrób to dla PRAWDZIWEGO ojca-zamarłam.

-Mój ojciec to Optimus Prime!

-Nie bądź taka mądra. Powiedz, czy ty jesteś do niego w ogóle w jakiś sposób podobna.

-Oczywiście że tak.

-Oczywiście.

-Nie będę z tobą rozmawiała. Każde twoje słowo to kłamstwo.

-Jeśli się nie przyłączysz, to zaatakuję bazę Autobotów.

-Jakbyś jeszcze wiedział gdzie ona jest-wreszcie odezwał się jackie.

-Dzięki kochanej Blackstar, wiem. Może nie zauważyłaś ale masz w sobie nadajnik.

-Wyciągnęłam go już dawno.

-To była tylko atrapa.
Prawdziwy znajduje się dokładnie tam gdzie zamontował go Starscream-w twoim oku-nie wiedziałam już co odpowiedzieć. Może scream faktycznie zamontował mi pluskwę kiedy zadrapał mi oko-nie dość że wiemy gdzie cię szukać, to cały czas widzieliśmy to, co ty.

-A to znaczy że…-powiedział jackie

-Że Megatron wie gdzie jest baza Autobotów.

-Widzisz że nie masz wyboru-przez chwilę wszyscy milczeliśmy. W końcu zdecydowałam co zrobić.

-Zrobimy tak Megatronie-zaczęłam-stoczymy walkę. Jeśli ja wygram, skasujesz nagrania z nadajnika, wszystkie współrzędne i usuniesz nadajnik z mojego oka. Jeśli to ty wygrasz-tu się zawahałam-to zrobię wszystko co rozkażesz.

-Nie musisz nic robić Blackstar-krzyknął jackie.

-Umowa stoi-Megatron wyciągnął rękę, którą potem uścisnęłam. Chwilę potem stanęliśmy do walki. Pierwsza wyciągnęłam swoje ostrza i ruszyłam do ataku. Kiedy byłam tuż przy Megatronie, on wyciągnął zza pleców swój miecz i odbił atak. Zaczęliśmy walkę na miecze, ale szczerzę, obawiałam się że przegram te bitwę.

Walczyłam z Megatronem już szmat czasu i zaczynałam tracić siły. Musiał to zauważyć bo uderzył mnie tak mocno w brzuch że o mało nie straciłam przytomności. Walka była skończona. Przegrałam.

-A teraz Blackstar-Megatron podszedł do mnie-witaj w szeregach Decepticonów-przez chwilę nic nie mówiłam bo ból nadal mnie przygniatał. W końcu wstałam i odpowiedziałam.

-Przysięgam ci służyć Lordzie Megatronie.

-Nie próbuj za nami jechać-i tu zwrócił się do Wheiljacka.

-Mogę się z nią pożegnać-zapytał jackie, a Megatron przytaknął. Potem Wheiljack podszedł do mnie i mocno przytulił-zrobię wszystko żeby cię uwolnić-a ja dodałam.

-Dopóki nie usunę tych nagrań z nadajnika, będę musiała być Decepticonem.

-Czy mam coś przekazać Optimusowi?

-Powiedz mu żeby się nie martwił-powoli zaczęłam odchodzić od Wheiljacka-i powiedz mu że przepraszam-wtedy ja i Megatron zamieniliśmy się w samoloty i polecieliśmy na statek Decepticonów. Może i musiałam służyć Decepticonom, ale nigdy nie zamierzałam skrzywdzić któregoś z botów. Nigdy.