sobota, 8 sierpnia 2015

Rozdział XI - Błędy trzeba naprawiać


Otwórz się, nawet jeśli to będzie oznaczać, że twoje serce i dusza się pokruszą, to sprawi, że będziesz silniejszy. To, da ci siłę by się ruszyć, by zostawić przeszłość za sobą, żeby się stąd wydostać i żeby twoje serce zrobiło kolejny krok.

Nie wiem ile leżałam na tej podłodze. Nie chciałam wstawać. Nie chciałam już nigdy wspominać tego wydarzenia, a ono jak na złość powróciło w najmniej odpowiednim momencie. To był mój pierwszy raz, kiedy zobaczyłam śmierć.

-Blackstar, jesteś tu? – niespodziewanie usłyszałam głos Bumblebee.

-Tak – powiedziałam lekko ochrypłym głosem, po czym wstałam, otarłam łzy i wróciłam do głównego pokoju. Bee czekał tam na mnie – To mój dom.

-Świetnie. Miałem nadzieję, że nie jest jeszcze zajęty. Większość botów wolała znaleźć swoje stare domy, ale nigdy nie wiadomo. No bo w koń… - Bee momentalnie przerwał. Uniosłam lekko głowę i spojrzałam na niego. Przyglądał mi się z niepokojem – Blackstar, co się stało? – dosyć tego! Nie mam już siły ukrywać prawdy. Łzy zaczęły mimowolnie wypływać z oczu. Bumblebee przytulił mnie, a ja cicho zaczęłam łkać.

-Myślałam, że sama sobie poradzę, że zapomnę. Myliłam się.

-O czym ty mówisz?

-Widzisz, przez całe nasze życie, od kąt cię poznałam, okłamywałam cię. Nigdy nie powiedziałam ci, kim był mój ojciec.

-Blackstar, nie musisz mi tego mówić.

-Ale ja… - nie zdążyłam dokończyć, bo oba nasze komunikatory zaczęły pikać, czyli zdarzyło się coś ważnego.

-Co jest – Bee odebrał pierwszy – Jak to? Jesteście pewni? – mówił zaniepokojony – Już jedziemy. Musimy szybko udać się na lądowisko. Mamy nieproszonego gościa.

Bez słowa transformowaliśmy się i pojechaliśmy w stronę placu, gdzie znajdowało się lądowisko. Nie zajęło nam to dużo czasu, bo już po kilku minicyklach byliśmy na miejscu. Niestety cały plac był zawalony uciekającymi botami, więc musieliśmy ponownie się transformować. Przepychaliśmy się między tłumem, aż w końcu dotarliśmy do obstawionego wojownikami Gwardii Elitarnej lądowiska. Teraz już z łatwością mogłam dostrzec naszego nieproszonego gościa.

Stał dokładnie na środku. Jego zbroja miała ciemnoszary kolor. Znak był fioletowy, trochę inny niż znak Decepticonów. Coś w stylu odwróconej gwiazdy. Miał ostro zakończone szpony oraz niektóre elementy zbroi. Jego hełm miał coś co przypominało rogi. Zmienił się. Jedynie jego czerwone oczy pozostały takie same, żądne energonu Autobotów.

-Megatron – powiedziałam szeptem – On wrócił.

-To niemożliwe – powiedział oszołomiony Bee. Spojrzałam na niego i niemile się zaskoczyłam. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby aż tak się bał. W jego oczach widziałam czysty strach przed nim – To nie może być prawda – chyba tym razem to ja muszę przejąć stery. Ale on nie może powiedzieć innymi prawdy, więc muszę dać mu jakiś znak.  Powoli przeszłam przez resztę gwardzistów i stanęłam naprzeciw niego.

-Megatronie – zaczęłam – Przemawiam do ciebie w imieniu Gwardii Elitarnej Cybertronu. Dlaczego tutaj przybyłeś? – były lord Decepticonów pierw zdziwił się, pewnie na mój widok, ale zaraz potem uśmiechnął się wrednie.   

-Witaj Blackstar – jego głos przyprawiał mnie o dreszcze – Tęskniłem za tobą – nie wiedziałam co mam powiedzieć. On mnie znał, od dzieciństwa. Musiałam jednak coś zrobić. Wyciągnęłam katanę, podbiegłam do niego błyskawicznie i przyłożyłam ostrze do jego gardła.

-Jeżeli powiesz komukolwiek kim jestem, - powiedziałam szeptem – zabiję cię bez żadnych wyrzutów.

 -Kiedyś taka nie byłaś Blackstar. Zmieniłaś się…na lepsze – rzuciłam mu wrogie spojrzenie, a następnie zabrałam miecz.

Megatron nadal się uśmiechał. Mina jednak mu zrzedła, kiedy na dziedzińcu pojawiło się kilka botów, z którymi walczyliśmy na cmentarzu. Dokładnie trzy boty i fembotka. Masywny, zielony bot, obok niego granatowo – żółty, o wiele mniejszy, biały z zielonymi i czerwonymi wstawkami, którego nawet nigdy nie widziałam oraz niebieska fembotka z różowymi dodatkami. Cała czwórka wycelowała w Megatrona blastery.

-Nie warz się drgnąć – powiedziała fembotka, a biały bot skuł Decepticona. Trzy Autoboty odeszły z więźniem bez słowa, ale niebieska została.

-Kontrolowałam sytuację – powiedziałam z powagą – Wasza ingerencja nie była konieczna.

-Ultra Magnus nas tu przysłał. Chciał mieć pewność, że zatrzymasz wroga.

-Lubisz kontrolować sytuację, co pani groźna? Moja obecność wyraźnie cię denerwuje – fembotka zmarszczyła brwi.

-Denerwuje mnie to, że bezlitosna zabójczyni chodzi sobie po Cybertronie jakby nigdy nic. I mam na imię Arcee.

-Zapamiętam – powiedziałam z wrednym uśmiechem, a Arcee odeszła. Coś czuję, że się nie zaprzyjaźnimy.

Cały tłum zdążył się rozejść, ale na placu został Bumblebee, który nadal wpatrywał się w jakiś punkt w oddali. Podeszłam do niego i złapałam za rękę.

-Hej, Bee, co jest?

-On wrócił. Miałem nadzieję, że już nigdy go nie zobaczę – bot mówił ze strachem. Jego lęk przed Megatronem jest skutkiem czegoś więcej niż tylko zniszczenia naszej planety i zabicia wielu przyjaciół.

-Bumblebee, mów do mnie. Co on ci zrobił? – w tym samym momencie Autobot wyrwał rękę z uścisku i bez słowa pojechał przed siebie. Nie goniłam go. Zasługiwał na chwilę spokoju. Musiałam się jednak dowiedzieć, co spotkało go na wojnie. Bez zastanowienia pojechałam do jedynego bota, który w tej chwili mnie toleruje.

***

Po jakiś piętnastu minicyklach byłam na miejscu. Przechodziłam przez korytarze laboratorium aż dotarłam do sali Knock Outa. Czerwony bot uśmiechnął się na mój widok.

-Blackstar! Jak się cieszę na twój widok! Błagam, powiedz mi, że plotki o powrocie Megatrona są nieprawdziwe.

-Niestety, ale muszę zaprzeczyć. Są jak najbardziej prawdziwe.

-Niech to smar. Jeśli on mnie zobaczy… - Knock Out był bardzo zdenerwowany. Najwidoczniej ma z Megatronem jakieś niedokończone sprawy, albo coś w tym stylu.  

-Dlaczego tak boisz się Megatrona? To wielki lider deceptów rozumiem, ale w końcu to Autoboty rządzą planetą.

-Widzisz, obawiam się go z innego powodu. Przez większość wojny i podczas mojego pobytu na Ziemi służyłem pod rozkazami lorda Decepticonów. Byłem jednym z nich – powiedział ze wstydem – Popełniłem wiele błędów, ale teraz staram się je odpokutować.

-Nie musisz się tłumaczyć Knock Out. Każdy z nas popełnia błędy. Ważne jest, czy stara się je naprawić – bot znów uśmiechnął się, a ja postanowiłam przejść do sedna – Słuchaj, przyszłam bo chciałabym dowiedzieć się czegoś o Bumblebee.

-Ode mnie? Z tego co mi wiadomo, jesteście najlepszymi przyjaciółmi.

-Chodzi mi o informacje z czasów wojny, kiedy nie wychodziłam na powierzchnię – bot westchnął.

-Niech zgadnę. Chcesz wiedzieć co Megatron mu zrobił – pokręciłam twierdząco głową – Ta historia była tak zanana, że nawet ja się nią zainteresowałem. Zdarzyło się to na początku wojny. Drużyna, w której służył Bumblebee atakowała Kaon, kiedy okazało się, że stolicy Decepticonów broni Megatron. Cała armia została rozgromiona, ale pewien żółty zwiadowca postanowił się nie poddawać. Ruszył na lidera conów, ale oczywiście poniósł klęskę. Megatron chciał wydusić od niego informacje na temat botów walczących na Czerwonym Pustkowiu – wstrzymałam oddech – Bumblebee powiedział, że będzie milczeć, a wtedy Megatron przebił jego przetwornik mowy. Medycy na szczęście zdołali go uratować.

-Boże Bee… Byłeś taki odważny, a mnie nie było przy tobie, kiedy najbardziej tego potrzebowałeś.

-Wracając, przez resztę wojny dzielny zwiadowca nie mógł mówić. Podczas pobytu na ziemi Decepticony chciały użyć tak zwanego Zamka Omegi by przetransformować Ziemię w nowy Cyberton. Bumblebee znów postanowił poświęcić się dla sprawy. Kiedy przekazywał Optimusowi Primowi Gwiezdne Ostrze, Megatron strzelił prosto w jego iskrę, a on upadł prosto do Zamka Omegi. Wszyscy byliśmy pewni, że nie żyje. Kiedy jednak Gwiezdne Ostrze trzymane właśnie przez Bumblebee przebiło iskrę Megatrona zrozumieliśmy, że Zamek nie tylko go ożywił, ale także naprawił jego przetwornik.

-W jaki więc sposób Megatron wciąż funkcjonuje?

-Kiedy Autoboty zaczęły naprawę ożywionego Cybetronu, Unicron połączył się z Megatronem i ożywił go. Wspólnie jednak uwolniliśmy ciało lidera Decepticonów od ducha Unicrona. Megatron opuścił Cybertron i mieliśmy nadzieję, że już nigdy tu nie powróci.

-A teraz znów tu jest. Nie dziwię się, że Bee tak zareagował. W końcu Megatron może chcieć zemsty na swoim zabójcy – biedny Bee. Muszę się upewnić, że nic mu nie grozi – Upewnię się, że Megatron już nigdy nikogo nie skrzywdzi.

-Jestem pewny, że upewnisz – pożegnałam się z Knock Outem i opuściłam laboratorium.

Jestem pewna, że Megatron jest trzymany w siedzibie Ultra Magnusa. Jak najszybciej udałam się w jej kierunku. Przy wejściu oczywiście stało kilku wartowników, ale kilka nieszkodliwych ciosów zapewniło mi przejście. Dostałam się do podziemnych poziomów budynku, gdzie znajdują się cele. Na szczęście po drodze nie spotkałam żadnego bota. Szczęście mnie opuściło, kiedy przy drzwiach do celi Megatrona spotkałam granatowo – żółtego bota.

-Posłuchaj Blackstar – zaczął spokojnie – Nie chcę walczyć, ale Ultra Magnus kategorycznie zabronił rozmawiać ci z więźniem.

-Nie! To ty posłuchaj mały. Jeśli nie chcesz mieć ze mną konfliktu radzę ci zrobić mi miejsce! – bota zmurowało, ale cos jednak miał w łepetynie bo odsunął się i otworzył drzwi do celi – Dziękuję – powiedziałam, po czym podeszłam do Megatrona i znów przysunęłam katanę do jego gardła.

-No dalej, nie krępuj się.

-Nie kuś diabła. Jeszcze dostaniesz to, o co prosisz – Decepticon zaśmiał się.

-O Blackstar, oboje dobrze wiemy, że tego nie zrobisz.

-Założymy się?

-Powiedz, po co tu jesteś?

-Jestem tu bo skrzywdziłeś mojego przyjaciela! Muszę się upewnić, że już nigdy więcej nie popełnisz tego błędu – Megatron nadal się uśmiechał, a moja ręka zaczęła drżeć. Naprawdę nie mogłam tego zrobić – Jakim prawem zgasiłeś jego iskrę? – mówiłam już drżącym głosem – Nic ci nie zawinił.

-Blackstar – odezwał się ktoś za mną. Odwróciłam się i ujrzałam Bumblebee – Muszę przesłuchać więźnia.

-Dobrze wiesz, że nie musisz tego robić.

-Jednak muszę. A teraz proszę, opuść tę celę – zacisnęłam pięść i bez słowa wyszłam z pomieszczenia. Byłam zdenerwowana, a jednocześnie roztrzęsiona. Życie Bumblebee musiało być okropne, a  mnie przy nim nie było. Strasznie tego żałuję. Popełniłam błąd, a teraz muszę go naprawić…

niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdział X - Pojedyncza łza


Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą.

Joanne Kathleen Rowling


Stałam przed wielkim pomnikiem Optimusa. Używałam kamuflażu, więc nikt mnie nie widział. Mogłam swobodnie poruszać się po ulicach miasta, cyklami mu się przyglądać. Nadal nie mogłam uwierzyć, że już go nie ma. Przez tak długi czas odtrącałam go odtrącałam prawdę, a  teraz? Teraz on odszedł i nie wróci. Już nigdy nie będę mogła się do niego przytulić. Tak strasznie żałuję, że nie poszłam do niego po przybyciu botów na Cybertron. Może wtedy wszystko by się zmieniło? Ale czy zdołałabym go uratować? Sama nie wiem. Pozostaje mi jedynie użalać się nad moimi idiotycznymi wyborami.

Znów spojrzałam na jego twarz. Była spokojna, jak nigdy. Może nawet lekko uśmiechnięta. Przez ten widok i ja się uśmiechnęłam. „Och Optimusie, gdybyś tylko wiedział co ja robiłam przez te kilkaset teracykli” pomyślałam, po czym zaczęłam przechadzać się po mieście.

Kilka cykli później, postanowiłam wrócić do bazy. Powolnym krokiem szłam niezamieszkałymi ulicami Cybertronu. Byłam pewna, że nikt mnie nie zauważy, więc wyłączyłam kamuflaż. Wiał lekki wiatr, było spokojnie.

-Blackstar!- usłyszałam niespodziewanie znajomy głos. Odwróciłam się w jego kierunku i zobaczyłam lecącego Swoopa. Zatrzymał się tuż przede mną i zmienił w robota – Jesteś potrzebna, Autoboty idą w naszą stronę. Możliwe, że są już na miejscu.

-Leć natychmiast do bazy! Będę zaraz za tobą – rozkazałam i oboje ruszyliśmy w stronę naszego domu.


Oczami Bumblebee

-Gdzie ona jest? – zapytał zdenerwowany Ultra Magnus – Gadać!

-Prędzej zginę niż ci to wyjawię – odezwał się Grimlock – I lepiej zmień ton bo za chwilę zostanie z ciebie tylko kupa nic nieznaczącego metalu – Magnus zacisnął pięści i posłał wrogie spojrzenie Dinobotowi.

-Nie chcemy walczyć – odezwałem się, po czym od razu dodałem – Dinoboty nie są zagrożeniem.

-Predacony i drużyna, którą miałeś dowodzić są innego zdania – teraz to ja posłałem mu wrogie spojrzenie – Może zrobimy tak, wydacie mi Blackstar, a ja pozwolę wam w spokoju opuścić Cybertron – Dinoboty zaśmiały się, a jedynie Grimlock stał poważny i lekko zdenerwowany. Pewnie po części na mnie, bo wyjawiłem tożsamość Blackstar.

-Byliśmy na Cybertonie kiedy wy podkuliliście wasze metalowe tyłki niczym jakieś nędzne minicony i uciekliście. To my pochowaliśmy waszych braci!

-A ilu z nich wcześniej zabiliście?! – tym razem to Grimlock się zaśmiał.

-Byliśmy po waszej stronie. Walczyliśmy u boku Autobotów! Nasi pobratymcy zginęli walcząc z Decepticonami! – Ultra Magnus przestał być tak odważny i cofnął się o kilka kroków – Jesteście słabi. Uciekliście, kiedy powinniście walczyć.

-Czasami ucieczka jest jedynym wyjściem – nie spuszczałem z niego wzroku. Miałem przeczucie, że jeszcze moment i zacznie się kolejna wojna – Myślę, że ta rozmowa nie zakończy się na niczyją korzyść. Autoboty, do ataku! – wszystkie boty już miały zaatakować kiedy usłyszeliśmy dobrze znany mi głos.

-Stop! – zawołała, a wszyscy odwrócili się w jej kierunku. I ja patrzyłem na nią z podziwem. Blackstar stała, nie miała na ustach osłonki, nie miała kamuflażu. Pokazała się wszystkim. Za nią stał Swoop. Oboje przyglądali się sytuacji, która wymknęła się nam spod kontroli. Fembotka zaczęła iść w naszą stronę, a wszystkie Autoboty wycelowały w nią z blasterów - Więc tak teraz załatwia się sprawy na Cybertronie? – zapytała spokojnym głosem – Wojnę, wypowiada się trochę odmiennej rasie? Nie ma już czegoś takiego jak sąd? Przecież wszyscy mamy takie same prawa.

-Nie, jeżeli jedni z nas są bezlitosnymi zabójcami – odezwał się Magnus – Dobrze wiemy, kim jesteś.

-Nie oszukujmy się Ultra Magnusie, każdy z nas był podczas wojny bezlitosnym zabójcą, zwłaszcza ty – bot spoważniał – Mam ci przypomnieć? – sam nie wiedziałem co mam myśleć.  Nikt z nas nie wiedział co Magnus robił pod koniec wojny. Wiedzieliśmy jedynie, że po odlocie Autobotów, został na Cybertronie – Nie chcę wojny. Pragnę jedynie, byście zostawili nas w spokoju.

-Jestem skłonny pójść na ugodę. Ale jest jeden warunek. Chcę abyś dołączyła do nowej Gwardii Elitarnej – zamurowało mnie, a fembotka nawet nie zareagowała. Nowa Gwardia Elitarna składa się z najlepszych żołnierzy Cybertronu, ale jest używana jedynie w najniebezpieczniejszych sytuacjach – Zamieszkasz w Iacon i codziennie będziesz się stawiać w mojej siedzibie na kontrolę – spojrzałem na Blackstar, która nadal patrzyła na Magnusa.

-Zgadzam się – powiedziała bez wahania, a bot odwołał armię.

-Bumblebee cię wprowadzi. Do zobaczenia – chwilę później Magnus i jego boty odeszły, a ja jak najszybciej podbiegłem do Blackstar.

-Nie powinnaś się na to zgadzać – powiedziałem poważnym tonem. Fembotka nawet na mnie nie spojrzała.

-Zrobiłam to, co trzeba było zrobić. Jako liderka Dinobotów, muszę za wszelką cenę utrzymać pokój.

-Ultra Magnus nie chce pokoju! Chce władzy absolutnej. On nie nadaje się na lidera!

-Więc kto?! – Blackstar spojrzała na mnie wrogo – Nie ma już Optimusa, ani żadnego innego Prime’a – mówiła drżącym głosem – Kto według ciebie powinien rządzić?

-Nie wiem, ale na pewno nie on – Fembotka spuściła wzrok i bez słowa odeszła w stronę bazy. Ja też się nie odezwałem. Oboje potrzebowaliśmy chwili na osobności. Pośpiesznie przybrałem tryb pojazdu i pojechałem do Iacon.


Oczami Blackstar

Optimusa…już…nie…ma… Te cztery słowa zaprzątają mój umysł już od dłuższego czasu. Bumblebee ma rację. Magnus nie nadaje się na lidera, ale obecnie nie mamy innego kandydata.

Optimusa…już…nie…ma… Cztery słowa, które z dnia na dzień sprawiają, że mój świat staje się coraz czarniejszy, mroczniejszy. Nie ma już światła, które mogłoby mnie poprowadzić.

-Optimusa…już…nie…ma… - jąkam przez płacz. Najpierw straciłam matkę, przyjaciół, dom. Teraz jeszcze on… Przez długi czas mówiłam, że dam radę. Nie dałam. Mówiłam, że zapomnę…kłamałam…

Pukanie do drzwi zmusiło mnie do ukończenia chwili słabości. Szybko otarłam łzy i pozwoliłam wejść gościowi. Był nim Grim, który jak zwykle wie, kiedy potrzebuję rady przyjaciela.

-Wiesz, że on ma rację. Popełniłaś błąd.

-Możliwe, ale musiałam podjąć jakąś decyzję. Ta wydawała mi się najlepsza.

-Powinnaś im powiedzieć prawdę. Powiedzieć kim jesteś.

-I co niby wtedy?! – podniosłam głos – Ogłosiliby mnie ostatnim Primem, którym nawet nie jestem?! Zaczęłabym rządzić Cybertronem? To nie dla mnie. Nie nadaję się.

-Skąd wiesz? Przecież jako nasza liderka całkiem nieźle sobie radzisz.

-Jak widać nie – Grimlock już się nie odezwał. Czasami nawet on nie wie, co ma powiedzieć. Bot bez słowa wyszedł, a ja znów pogrążyłam się we własnych łzach.

***

 Następnego dnia razem z Bee wybrałam się do Iacon. Pierwszą sprawą do załatwienia było zameldowanie się u Magnusa. Na szczęście, to poszło szybko. Bot powiedział kilka słów o środkach bezpieczeństwa i o konsekwencjach, w razie gdybym nie dotrzymała danego słowa. Jeżeli zdradzę Ultra Magnusa, to i ja i Dinoboty będziemy musieli opuścić Cybertron. Ta opcja nie wchodzi w grę, więc muszę przestrzegać zasad. Następnie nadszedł czas na dobranie mi drugiej formy. Podczas wojny prawie nie korzystaliśmy z tej zdolności. Teraz, kiedy mamy drogi szybkiego ruchu, jest ona niezbędna.

Bumblebee zaprowadził mnie do głównego laboratorium, w którym stacjonowali najlepsi wynalazcy Cybertronu. Szliśmy zapełnionym botami korytarzem i nie odzywaliśmy się do siebie. Bee chyba nadal ma do mnie żal za to, co zrobiłam. Nie żałuję jednak tej decyzji. Była konieczna.

Doszliśmy do drzwi, które chyba jako jedyne w tym budynku były otwierane na kod. Bumblebee wpisał kilka liczb i po chwili znaleźliśmy się w dość dużym pomieszczeniu pełnym modeli pojazdów i różnorodnych komputerów. Mimo, że pomieszczenie było duże znajdowało się w nim jedynie kilka botów. Podążałam za Bee w stronę głównego komputera, przy którym stał bot o czerwonym lakierze i szarej zbroi. Stał odwrócony tyłem, ale kiedy tylko usłyszał nasze kroki odwrócił się i ujrzałam jego białą twarz, a na niej czerwone oczy.

-Blackstar, to jest Knock Out – przedstawił bota, a ja podałam mu rękę na powitanie. Knock Out uścisnął ją, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

-Miło mi cię w końcu poznać, Blackstar. Od zawsze chciałem cię spotkać. Bardzo ciekawi mnie twoja zdolność kamuflażu. Powiedz jak…

-Knock Out! – przerwał mu Bee – Mamy jeszcze sporo roboty, więc lepiej zaczynajmy.

-Już, już, bo jeszcze sobie obwody przegrzejesz – bot znów odwrócił się do komputera, wklikał coś, a na ekranie pojawiło się pięć pojazdów, z tego co pamiętam motocykli – One będą pasować do twojej formy. Proszę, wybieraj – wszystkie maszyny były piękne, ale jedna szczególnie zwróciła moją uwagę. Była wspaniale wyprofilowana, a z boku posiadała rury.

-Wybieram ten – powiedziałam wskazując na motocykl. Knock Out bez słowa powiększył hologram, a ja od razu zabrałam się od skanowania. Po chwili przybrałam nową formę.

-Suzuki Hayabusa, wspaniała maszyna. W wyścigach będziesz niepokonana – znów przybrałam podstawową formę i uśmiechnęła się do bota.

-Dziękuję.

-Nie ma sprawy. Piękny pojazd, dla pięknej fembotki – mówiąc to Knock Out pocałował moją dłoń. Zerknęłam na Bumblebee. Żółty bot pierw się zdziwił, ale potem tylko przewrócił oczami. Zaśmiałam się cicho – Mam nadzieję, że wkrótce się spotkamy.

-Nie wątpię – w tym momencie Bee pociągnął mnie za rękę i bez słowa opuściliśmy laboratorium – Czy on tak zawsze?

-Nie. Pierwszy raz się tak zachowywał – bot miał nadzwyczajnie poważny ton głosu – Pewnie chciał zrobić na tobie dobre wrażenie, żebyś pokazała mu kamuflaż – teraz to ja przewróciłam oczami.

-Czyżbyś był zazdrosny?

-Ja? Skąd że – znów zaśmiałam się, ale na szczęście Bee tego nie słyszał. Resztę drogi szliśmy po chichu.

***

Po kilkunastu minicyklach uświadomiłam sobie gdzie jestem. Jednopiętrowe domki rozpoczęły cykl kilkudziesięciu takich samych. Droga prowadząca do nich była nieskazitelnie czysta. Co chwila mijaliśmy jakiegoś bota.

-Z tego co pamiętam – zaczął Bee – to właśnie w tej okolicy mieszkałaś, gdy byłaś mała.

-Tak. Masz rację – mówiłam szeptem, by przypadkiem się nie rozpłakać. Wspomnienia związane z ojcem i dzieciństwem zaczęły do mnie wracać w prędkości światła. Znów miałam ochotę rozpłakać się, ale kiedy on był obok nie miałam odwagi. Przy nim zawsze starałam się wyglądać na silną, choć w rzeczywistości byłam roztrzęsiona.

-Może dasz radę znaleźć swój dom? Nie zmienialiśmy ich położenia – bez słowa zaczęłam iść przed siebie. Mijałam kolejne domy, aż w końcu dotarłam. Nie różnił się od całej reszty, ale dobrze wiedziałam, że to on. Niepewnie otworzyłam drzwi. Jasne ściany i podłogi sprawiały, że dom wydawał się jeszcze większy. W głównym pomieszczeniu znajdowały się jedynie stół i krzesła, metalowa kanapa i holograficzny telewizor. Z pokoju można się było jeszcze dostać do trzech pomieszczeń – kuchnia, łazienka i sypialnia. Na razie darowałam sobie zwiedzanie i zostałam w głównym pokoju. Nie mogłam uwierzyć, że znów tu jestem. Przejechałam palcami po ścianie. Tu po raz pierwszy uruchomiłam swój balster. Nie umiałam celować, więc pocisk zrobił dziurę w ścianie. Tata był wściekły…

Otworzyłam drzwi prowadzące do sypialni. Kolejne jasne pomieszczenie, jedynie z kapsułą sypialną. Ręce zaczęły mi się trząść. W pomieszczeniu przelałam więcej łez niż na wojnie. Niestety najgorsze z nich, pamiętam najlepiej.

***

Leżałam w kapsule. Zasypiałam, ale martwiłam się o mamę, która zniknęła bez śladu. Tata poszedł jej szukać, a ja zostałam z wujkiem. Kiedy już prawie usnęłam, usłyszałam jego głos. Krzyczał coś, ale nie mogłam go zrozumieć. Pobiegłam więc do pokoju, a moim oczom ukazały się dwa boty. Wujek miał szarą zbroję, z fioletowym znakiem Autobota. Nieznajomy natomiast był od niego o głowę niższy, miał ciemnoczerwoną zbroję i biały znak.

-Zawiodłeś mnie! – ryknął wuj.

-Nie panie! Przysięgam! Wykonałem zadanie! Ona nie żyje!

-Dobrze wiem, że kłamiesz! To, że spadła w przepaść nie znaczy, że zginęła!

-Ale panie…- bot nie zdążył dokończył, bo ostrze wuja przebiło jego iskrę. Chciałam krzyczeć, ale nie potrafiłam. Patrzałam na całą sytuację z szeroko otwartymi oczami i ustami. Energon wypływał z piersi bota, a on powoli tracił przytomność. Po chwili jego martwe ciało opadło na ziemię. Nadal się nie odzywałam, a jednak wuj usłyszał mnie i odwrócił się. W jego oczach dało się dostrzec jedynie złość.

Ze strachem i łzami w oczach zamknęłam się w pokoju i schowałam pod łóżko. Łzy leciały siurkiem, a ja nie mogłam się uspokoić. Do tej pory, nikomu nie powiedziałam o tym zdarzeniu…

***

Wspomnienia znów sprawiły, że zaczęłam się trząść. Osunęłam się po ścianie na podłogę, a z mojego oka wypłynęła pojedyncza, olejna łza…

sobota, 25 lipca 2015

Rozdział IX - Zmieniła się


Kochać kogoś, to przede wszystkim pozwalać mu na to, żeby był, jaki jest.

William Wharton


Pamiętam dzień rozpoczęcia wojny jakby to było wczoraj. Wspinałam się z Bee na metaliczne góry. Udało się nam dostać na sam szczyt. Mogliśmy zobaczyć całe miasto Iacon prawie z lotu ptaka. Siedzieliśmy tak, na samym skraju góry i patrzyliśmy. Było spokojnie. W pewnym momencie, usłyszeliśmy dziwny dźwięk. Odwróciliśmy się, a na niebie ujrzeliśmy ogromny statek, o ciemnych barwach. Wiedzieliśmy, że to nie statek Autobotów. Byliśmy młodzi. Staliśmy wystraszeni, nie mogliśmy się ruszyć. Wtedy rozpoczął się atak. Pierwszy atak Decepticonów. Nie byliśmy na to przygotowani. Tego dnia straciliśmy naprawdę wiele braci i sióstr. Boty na dole walczyły, a my? Staliśmy i patrzyliśmy.

Teraz, kiedy znów leże z Bee i przyglądam się Iacon, to wszystko do mnie wraca. Dużo mocniej niż przez te wszystkie lata. Oglądam miasto, odnowione i przypominam sobie jak stało w gruzach. Nie wiem czy mam płakać, czy cieszyć się. Nie myślałam, że kiedyś będę mogła znów je takie zobaczyć.

-Nie wolałabyś tam zejść? – zapytał niespodziewanie Bee – Nie jesteś już przecież w zakonie, możesz wyjść do innych botów.

-Jako zabójczyni?

-Nie. Jako moja przyjaciółka – uśmiechnęłam się – Powinnaś pójść.

-Sama nie wiem – odwróciłam wzrok – Już tak dużo czasu minęło, od kąt spotkałam się z innymi botami.

-Spotkałaś się ze mną – zaśmiałam się.

-To nie to samo, wiesz to – Bumblebee spojrzał na mnie, ale ja znów odwróciłam wzrok. Nie byłam gotowa na zejście na dół.

 

Oczami Bumblebee

Nadal się jej przyglądałem, ale ona odwróciła wzrok. Nie mogłem uwierzyć, że siedzimy sobie, jakby nigdy nic i rozmawiamy. Byłem pewny, że ją straciłem. Teraz, kiedy ją odzyskałem, ciężko mi wyznać moje prawdziwe uczucia. Ona…jest teraz inna. Zmieniła się i to drastycznie. Nie czuję od niej tego szczęścia co kiedyś. Nie wiem, co stało się w tym zakonie i podczas wojny, ale to chyba nie było nic dobrego. To po niej widać. Często spuszcza głowę, nie chcę iść do innych botów. Została na Cybertronie, żeby pochować wszystkie Autoboty.

Niepewnie chwyciłem ją za rękę, a ona od razu wyrwała dłoń z uścisku. Nadal na mnie nie patrzyła. Zacząłem oglądać ją od góry do dołu. Jej zbroja była w kolorze bardzo ciemnego fioletu, z granatowymi wstawkami, a szkielet był ciemnoszary. Wszędzie miała podoczepiane jakieś ostrza i inne bronie. Najbardziej jednak, zadziwiały mnie jej głębokie blizny na plecach. Niektóre z nich były dłuższe, inne krótsze. Nawet nie wiedziałem co jej spowodowało. Przejechałem palcem po jednej z nich, a Blackstar się wzdrygnęła. Szybko zabrałem rękę, by jej nie niepokoić.

-Kto ci to zrobił? – zapytałem poważnym tonem głosu. Fembotka nie odpowiadała – Blackstar, kto ci to zrobił?

-To nie jest już ważne.

-Oczywiście, że to ważne! Ktoś cię zranił, a ja chcę wiedzieć kto i dlaczego.

-To było dawno, zresztą ja sama na to pozwoliłam! – zamurowało mnie. Czemu pozwoliła się skrzywdzić? – W Zakonie Cieni, była taka zasada, że każdy musi zostać ukarany. Tego dnia, dostałam moje pierwsze zadanie. Miałam zabić szpiega. Kiedy jednak zobaczyłam, jak tuli swoją małą córeczkę – Blackstar zaczęła mówić drżącym głosem – Nie mogłam tego zrobić. Wróciłam do bazy, a mój sensei zaprowadził mnie do ”pokoju tortur”. Tam została mi wymierzona kara.

-Dlaczego nie odeszłaś? Przecież coś takiego…to nie jest ludzkie.

-Chciałam odejść, ale później zrozumiałam, że to mi było potrzebne. Dodało mi sił, by walczyć.

-I zabijać.

-Jeśli to było konieczne – teraz to ja odwróciłem wzrok. Nie mogłem uwierzyć, że ktoś mógł jej zrobić coś takiego. Za całkiem zrozumiałe zawahanie – Wrócę z tobą do miasta, ale jeszcze nie dzisiaj. Daj mi trochę czasu.

-Jasne, nie ma sprawy – przytuliłem fembotkę na pożegnanie i wstałem – Muszę wracać. Przyjdę jutro.

-Jasne – pomachałem jej na pożegnanie, a ona się uśmiechnęła. Powoli zacząłem schodzić na dół, a kiedy już znalazłem się przy drodze, zmieniłem formę i pojechałem do domu.

 

Oczami Blackstar

Kiedy zszedł, mogłam w spokoju odetchnąć. Kilka łez spłynęło po moim policzku. Nie znoszę wspominać tego dnia, ale musiałam powiedzieć mu prawdę. Zasługiwał na to. Wytarłam łzy i również wstałam. Musiałam wrócić do Dinobotów, upewnić się, że wszystko dobrze.

Zeszłam z góry i pobiegłam do bazy. Po niecałym cyklu byłam na miejscu.  Wszystko wyglądało normalnie. Swoop latał i przyglądał się nam z powietrza, Slug i Slugle urządzili sobie zapasy, Snarl pewnie ćwiczył w środku, a Grimlock stał tyłem do wszystkich i przyglądał się horyzontowi. Podeszłam do niego i ja także spojrzałam przed siebie. Cmentarz, jaki udało nam się zrobić był większy nawet od Iacon. Wypełniliśmy misję.

-Powinnaś do nich iść – odezwał się niespodziewanie Grim – Autoboty są twoją rodziną.

-Tak jak i wy. Powinniście iść do nich razem ze mną.

-My tam nie pasujemy. Jesteśmy jedynie potworami.

-Nie mów tak Grimlock – złapałam bota za rękę, a on na mnie spojrzał ze smutkiem – Jesteśmy rodziną i nic tego nie zmieni. Nigdy nie byliście potworami i nie jesteście nimi teraz.

-Chyba tylko ty tak uważasz.

-Zapewniam cię, że nie tylko ja – Grimlock znów odwrócił wzrok.

-Wybacz, że go zaatakowałem. Myślałem, że tak będzie lepiej.

-Nie gniewam się. Dobrze zrobiłeś. Inaczej, nie odważyłabym się powiedzieć mu prawdy.

-A kiedy masz zamiar powiedzieć mu prawdę o twoim ojcu? Jesteś przecież córką Prime’a, powinnaś być przywódczynią Autobotów.

-Nie jestem stworzona do rządzenia. Poza tym, lepiej, że nie wie.

-Skoro tak sądzisz – spojrzałam na Grima i bez słowa przytuliłam się do niego. Rodzina. Oni są moją rodziną i nigdy ich nie zostawię.

 

Oczami Bumblebee

Stałem przed Ultra Magnusem i tłumaczyłem się z mojej nieobecności w domu. Nie mogłem powiedzieć mu prawdy, jeszcze nie. Blackstar sama musi to zrobić.

-Czyli jeszcze raz, gdzie byłeś?

-Na przejażdżce. Chciałem odpocząć – Magnus spojrzał na mnie podejrzliwie – Już nawet z domu się nie mogę ruszyć? – zapytałem ironicznie, ale bot tylko spoważniał.

-Uważasz, że to zabawne?

-Czy ja się śmieję?

-Posłuchać Bumblebee, jeżeli nie chcesz mieć kłopotów, powiedz mi, gdzie byłeś.

-Już powiedziałem – Magnus podszedł bliżej mnie.

-Nie wiem, co cię łączy z tą zabójczynią, ale jeżeli zaraz nie powiesz mi kim ona jest to…

-To co? – zapytałem poważnym głosem, a bot zacisnął pięści.

-Ona zabijała. Chciała zabić ciebie.

-Nie znasz jej. Nie jest zła.

-O tym przekonamy się pod koniec dnia – Ultra Magnus odszedł, ale zdążyłem go zatrzymać zanim wyszedł z pokoju.

-Co masz przez to na myśli?

-Wysyłam drużynę by zaatakowała ich bazę. Jeżeli nie będą chcieli rozmawiać, będziemy zmuszeni ich wyeliminować.

-To Autoboty!

-To zagrożenie!

-Nie masz racji! Nie znasz Blackstar, ja znam ją od dzieciństwa, jest dla mnie bliższa niż ktokolwiek inny, nie jest zabójczynią! – w pewnym momencie zrozumiałem, że w gniewie się wygadałem. Magnus patrzył na mnie zadowolony, bo zdobył to, na czym mu zależało.

-Blackstar mówisz? Kiedyś chyba coś o niej słyszałem. To ta, co spadła w przepaść? – jeszcze słowo i mu przywalę – Dziękuję za informację. Przynajmniej będziemy wiedzieć co napisać na jej grobie – dosyć tego! Zacisnąłem pięść i walnąłem bota w twarz. Magnus cofnął się o kilka kroków, ale ja nie przestawałem. Okładałem go pięściami, aż nie padł.  Spojrzałem na moje drżące ręce. Ich wierzchnia część była pokryta energonem. Magnus nie wstawał, ale żył. Nie żałuję mojego czynu. Groził Balckstar, a na to nie pozwolę. Nie patrząc już na niego wyszedłem z pokoju i wybiegłem z budynku. Musiałem ostrzec Blackstar. Jeśli ona albo Dinoboty zaatakują drużynę, to będzie oznaczało wypowiedzenie wojny, a tego chcemy uniknąć. Zmieniłem się w samochód i pojechałem najszybciej jak umiałem.

***

Niedługo później dotarłem na miejsce. Przed wejściem do bazy stał jedynie lider Dinobotów, Grimlock. Podbiegłem do niego trochę niepewnie, ale nie pokazywałem zawahania.

-Muszę porozmawiać z Blackstar. To bardzo ważne.

-Blackstar tu nie ma – odparł donośnym głosem – Poszła do Iacon.

-Co? Dlaczego?

-Nie wiem. Ona nawet mi nie mówi wszystkiego.

-Niech to złom, przecież jeśli ją zobaczą…

-Ma kamuflaż. Poza tym, jest cicha niczym widmo. Nie martw się o nią. Możesz poczekać…

-Nie możemy czekać! Autoboty idą tu po was i tylko ona może ich przekonać, że nie jesteście zagrożeniem – Grimlock otworzył szerzej oczy. Po chwili nic nie mówiąc wszedł do bazy. Szybko pobiegłem za nim. Schodziliśmy w dół, aż doszliśmy do wielkiego głównego pomieszczenia, gdzie znajdowała się reszta botów.

-Swoop! – zawołał Dinobot, a chwilę później przed nami pojawił się mechaniczny pterozaur – Znajdź Blackstar, powiedz jej, że idą do nas Autoboty i musi natychmiast wracać!

-Tak jest! – po słowach Swoopa wszyscy wróciliśmy na powierzchnię i czekaliśmy. Starałem się obmyśleć jakiś plan B, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Nie minęło nawet dwadzieścia minicykli, a przed nami stanęło około trzydzieści botów, z Ultra Magnusem na czele. Bot przyglądał mi się ze złością. Nie mógł przełknąć tego, że go pokonałem.

-Poddajcie się, a nic wam nie zrobimy! – wykrzyknął nasz „nieustraszony” lider, po czym zaczął się rozglądać najprawdopodobniej w poszukiwaniu Blackstar. No właśnie, Blackstar. Gdzie ty się podziewasz?

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział VIII - "Spektra"


Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą.

Joanne Kathleen Rowling


Droga nie była bardzo daleka, aczkolwiek musieliśmy jechać po niezabudowanym terenie Cybertronu. Kiedy dotarliśmy na miejsce, ujrzeliśmy wielki cmentarz pełen grobów. Ile zajęło jego stworzenie? Przecież on mógł liczyć setki tysięcy, nawet miliony Autobotów. Cmentarz był zadbany, więc ktoś musi tu regularnie zaglądać.

-Jak to możliwe, że to przeoczyliśmy? – zapytała z niedowierzaniem Arcee.

-Nie mam pojęcia – odpowiedział Bulk – Pewnie dlatego, że według map w tym miejscu powinna być jedna wielka dziura.

-Możliwe, że „Spektra” zmieniła dane w mapach specjalnie. Najwyraźniej nie chciała, by ktoś odkrył to miejsce.

-Ale dlaczego? – zdziwiła się Cee – Przecież tu mogą leżeć nasi bliscy!

-Nie wiem Arcee. O to musielibyśmy się jej zapytać.

-Masz okazję – ktoś odezwał się znienacka. Wszyscy zaczęliśmy się rozglądać dookoła w poszukiwaniu naszej zabójczyni – Dam wam ostatnią szansę – znów usłyszeliśmy jej głos. Był nieco mroczny i ochrypły, pewnie specjalnie go zmieniła. Chyba, że taki ma naprawdę – Odejdźcie, a daruję wam życie.

-Nie chcemy z tobą walczyć – odezwałem się – Pragniemy pokoju!

-A ja, pragnę samotności. Zostawcie nas w spokoju – w jednej chwili usłyszałem świst pocisku. Obejrzałem się i ujrzałem energetyczną  strzałę, lecącą prosto na Arcee. W ostatnim momencie zdołałem ją odepchnąć. Niestety nie mieliśmy ani chwili spokoju. Niespodziewanie, nie wiadomo skąd przed nami pojawiły się Dinoboty. Bardzo przypominały ziemskie dinozaury: Tyranozaur Rex, Triceratops, Pterozaur, Stegozaur i Apatozaur. Musieliśmy stanąć do walki. Predaking zaczął walczyć z Tyranozaurem, Darksteel z Pterozaurem, Skylnyx ze Stegozaurem, Arcee i Smoke z Apatozaurem a Bulkhead z Triceratopsem. Ja nie zacząłem walczyć, bo wyraźnie zauważyłem „Spektrę”. Bez zastanowienia ruszyłem na nią. Zacząłem wypuszczać ciosy, ale ona przed każdym robiła idealny i bardzo gwałtowny unik. Najlepsze jest to, że robiła je z zamkniętymi oczami. Była naprawdę świetnie wyszkolona. W końcu zacząłem się męczyć. Odszedłem od niej o kilka kroków. Przez to „Spektra” dostała tylko większe pole do popisu. Fembotka podskoczyła i już myślałem, że zamierza mnie kopnąć, kiedy rozpłynęła się w powietrzu. Stałem w pozycji bojowej, ale nie miałem pojęcia z której strony zaatakuje. W pewnym momencie poczułem ból w plecach. Później walnęła mnie w twarz. Starałem się utrzymać równowagę, ale nie było to łatwe. Jej ciosy rzeczywiście były bezwzględne. Niespodziewanie poczułam jak jej katana przecina moją nogę. Po chwili zaczął z niej wypływać energon, a „Spektra” mnie podcięła. Upadłem na ziemię, a ona znów się pojawiła. Fembotka przycisnęła mnie do ziemi, zbliżyła się do mnie i otworzyła swoje wielkie, niebieskie oczy. Oczy, które miałem wrażenie, że znam.

-Pamiętaj – powiedziała normalnym głosem – to twoja ostatnia szansa. Jeżeli jeszcze kiedyś się tu pojawisz, zabiję cię – w tym momencie poczułem ukłucie w brzuchu i zorientowałem się, że z rany zadanej jakimś małym ostrzem wypływa energon – Uważaj na siebie – przeszedł mnie dreszcz, a „Spektra” wstała i wezwała do siebie Dinoboty, które bez słowa sprzeciwu ruszyły za nią i zniknęły tak niespodziewanie jak się pojawiły. W tym samym momencie przybiegły do mnie boty i powoli podniosły. Arcee poprosiła o most i już po chwili znaleźliśmy się w jego środku.

 

Oczami Blackstar

Siedziałam w moim pokoju i rozmyślałam. Już tyle czasu ukrywamy się przed resztą botów, tyle czasu żyjemy w cieniu, aż tu nagle zjawia się kilka Predaconów, a Dinoboty dostają szału. Gdyby ci idioci nie wleźli na nasz teren, wszystko byłoby w porządku. Ale kiedy zaczęli się przechadzać po cmentarzu, Grimlock i reszta botów zwyczajnie nie wytrzymali. Gdybym ich nie zatrzymała, zabiliby ich. Jasne, też ich trochę poharatałam, ale tylko dlatego, żeby odciągnąć Dinoboty. Dałam im uciec. Ale to co się stało dzisiaj, było już niedopuszczalne. Ostrzegałam ich, a jednak tu przyleźli. Muszę przyznać, że byłam gotowa ich zabić. Ale kiedy go zobaczyłam, coś we mnie pękło. Starałam się na niego nie patrzeć, nie myśleć o nim. Wszystko było na nic. Potem jeszcze ruszył do ataku. Starałam się go nie ranić, ale przecież musiałam wypaść realnie. Dźgnęłam go lekko, ale w odpowiednie miejsce. Spokojnie dotrze do lekarza, zanim się wykrwawi. Jedyny plus naszego nieoczekiwanego spotkania jest taki, że mam pewność, że nic mu nie jest. Aczkolwiek nie wiem co zrobię, jeśli on odkryje prawdę.

Z przemyśleń wyrwał mnie Grimlock, który wszedł do pokoju. Usiadł obok mnie na łóżku i spojrzał na mnie, choć ja sama odwróciłam wzrok.

-To był on, prawda?

-Tak – odparłam ze łzami w oczach. Grim był jedyną osobą, której mogłam się zwierzyć. On zawsze umiał dodać mi otuchy.

-Czemu, po prostu nie powiesz mu prawdy?

-Pomyśl Grim, jak on się poczuje, kiedy dowie się, że przez ten cały czas mieszkałam sobie na Cybertronie?

-Myślę, że jeśli naprawdę byliście przyjaciółmi, to on to zrozumie.

-A co jeśli nie? – spojrzałam na Grimlocka, a z mojego oka wypłynęła łza – Nie chcę, żeby przeze mnie cierpiał – mówiłam drżącym głosem.

-Widzę, że się boisz. To zrozumiałe. Ale powinnaś o niego walczyć. Walczyć o was – nie odzywałam się – Zrobisz, jak zechcesz, ale znasz moje zdanie – po tych słowach Grimlock wyszedł ,a ja zostałam sama. Starałam się wymyśleć, jak odgonić inne boty od nas, zwłaszcza Bee. Nie mogłam się z nim zobaczyć. Nie dlatego, że nie chciałam, a dlatego, że nie chciałam by on cierpiał. Żył w przekonaniu, że mnie już nie ma, a teraz? Nie! Nie mogę mu powiedzieć. Po prostu nie mogę.

 

Oczami Bumblebee

Leżałem w domu. Tylko dlatego, że Ultra Magnus kazał mi zrobić sobie przerwę. Na to zgodziłem się tylko dlatego, że chciałem w spokoju pomyśleć o ostatnich wydarzeniach. Wielki cmentarz, znajdujący się na terenie Dinobotów, czyli pewnie zrobiony przez nich. Ale dlaczego? Same z siebie by na to nie wpadły. To pewnie „Spektra” im kazała. Oni się jej słuchają. To dosyć dziwne, bo z tego co wiem, Dinoboty słuchają jedynie swoich. Ale w niej jest coś niezwykłego. W dodatku, kiedy spojrzałem jej w oczy, miałem wrażenie, że ją znam. Jej głos, jej sylwetka i te jej oczy. Dobrze wiedziałem, że już je widziałem. Ona czuła to samo. Inaczej bez wahania by mnie wykończyła. No właśnie. Nie zabiła mnie, a przecież jest bezwzględną zabójczynią. Co ją do tego przekonało? Muszę się tego dowiedzieć. Muszę tam wrócić.

***

Udało mi się niezauważalnie wyjść z domu i pojechać na tajemniczy cmentarz. Na szczęście na miejscu nie zastałem nikogo. Zacząłem się przechadzać pomiędzy grobami. Nadal nie mogłam uwierzyć, że nikt go nie zauważył przez cały ten czas. Kiedy tak oglądałem groby, zauważyłem, że przy większości z nich były imiona botów. „Spektra” musiała mieć dostęp do spisu poległych. Pewnie zhakowała któryś z komputerów głównych po opuszczeniu Cybertronu przez Autoboty. Tak udało jej się zdobyć tożsamości umarłych.

Niespodziewanie usłyszałem kroki. Odwróciłem się, a moim oczom ukazał się wielki szaro – czerwono – złoty bot, najprawdopodobniej ten Tyranozaur.

-Daliśmy ci ostatnie ostrzeżenie – odezwał się donośnym głosem – Teraz już nikt cię nie uratuje. I choć zranię jej uczucia, to przynajmniej skończą się nasze kłopoty z Autobotami! – nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, bot zmienił się w Tyranozaura i ruszył prosto na mnie. Zrobiłem przed nim szybki unik i zacząłem strzelać w niego z blasterów.

-Jeżeli teraz popełnisz ten błąd, Autoboty was stąd wygnają. Będziecie dla nich zagrożeniem. Proszę, pozwól mi pomówić ze „Spektrą”.

-To nie jest jej imię! – nagle Dinobot uderzył mnie swoim ogonem i upadłem kilkanaście metrów dalej. Zacząłem wstawać, ale zanim się podniosłem bot złapał mnie paszczą za rękę i zaczął miotać o ziemię. Nie byłem w pełni sił, a Dinobot miał niesłychaną siłę. Kiedy w końcu udało mi się uwolnić z uścisku, lider znów zmienił się w bota, wyciągnął swój miecz i przystawił mi go do gardła – Pozdrów moich braci w Krainie Wiecznej Wszechiskry – Dinobot już miał zadać ostateczny cios, kiedy znów ją usłyszałem.

-Stop! – zawołała w ostatnim momencie, a bot momentalnie się zatrzymał i odsunął ostrze od mojej szyi – Odejdź Grimlock – niezadowolony Dinobot schował miecz i odszedł w nieznanym kierunku. W między czasie „Spektra” zaczęła iść w moją stronę. Nadal miała na ustach osłonkę. Po chwili, była już przy mnie.

-Masz szczęście, że zdążyłam go powstrzymać. Marny byłby twój los.

-Pewnie tak, ale dlaczego właściwie mnie uratowałaś? – fembotka odwróciła wzrok – „Spektra”?

-Więc tak mnie nazywają? „Spektra”? – pokiwałem twierdząco głową – Ładne, ale oczywiste imię.

-Posłuchaj, strasznie mnie intrygujesz. Najpierw groziłaś mi śmiercią, potem mnie zraniłaś, a teraz uratowałaś. Dlaczego? – „Spektra” westchnęła.

-To…skomplikowane.

-Postaram się zrozumieć. Już wiele razy spotykałem się z dość skomplikowanymi sprawami – fembotka zaśmiała się, a ja znów miałem wrażenie, że ją znam.

-Zapewne. Wojna potrafiła nas zadziwić.

-Walczyłaś w armii czy tylko dla zakonu?

-Zakon, kiedyś był tajemnicą. I tak, walczyłam w armii na początku wojny. Byłam wtedy niedoświadczona i głupia. Porywałam się na niebezpieczeństwa i to mnie zgubiło.

-Znam to skądś – „Spektra” spojrzała na mnie. Wydawała się taka znajoma. Wiedziałem, że skądś znam te jej oczy – To…byłaś ranna na wojnie?

-Owszem. Dla większości, byłam martwa. Ale Zakon Cieni przywrócił mnie do życia. Tak zaczęła się moja przygoda, moje nowe życie – nie mogłem się powstrzymać. Zbliżyłem się do niej i złapałem za rękę. Co najdziwniejsze, ona jej nie wyrwała, a jedynie mocniej ścisnęła. Spojrzałem na nią. Miała spuszczoną głowę i wpatrywała się w ziemię – Kaon to nie przelewki – szepnęła, a ja otworzyłem szerzej oczy. Złapałem ją za brodę i zmusiłem do spojrzenia na mnie. Miałem wrażenie, że jeszcze chwila i fembotka się rozpłacze. Jeszcze chwila i przysięgam, że mi także puszczą nerwy. Po chwili osłonka na usta „Spectry” zniknęła, a ja zamarłem. Cofnąłem się o kilka kroków i wpatrywałem w fembotkę.

-Blackstar?


Oczami Blackstar

-Blackstar? – zapytał z niedowierzaniem.

-Bee – szepnęłam.

-Ale…jak to możliwe?

-To długa historia i już nie ważna – spuściłam wzrok, ale on podszedł do mnie i złapał mnie za ramiona. Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy – Jesteś w stanie mi wybaczyć?

-Żartujesz sobie – Bumblebee przytulił mnie, a ja położyłam głowę na jego ramieniu – Tak strasznie się cieszę, że tu jesteś. Myślałem, że cię straciłem.

-Wiem i przepraszam, ale nie mogłam wrócić. Takie były zasady zakonu.

-To już nie ważne. Ważne jest tylko to, że żyjesz – po moim policzku spłynęła łza. Tak strasznie się bałam, że jeśli Bee się dowie, nie będzie chciał mnie znać. A jednak, jest prawdziwym przyjacielem. Znów oparłam głowę na jego ramieniu, a on mocniej mnie przytulił – Już nigdy więcej cię nie opuszczę – „Ja też” powiedziałam w myślach i wtuliłam się w Bumblebee, by już nigdy go nie puszczać.
 
To chyba była wyczekiwana chwila, nie? Piszcie, co sądzicie o rozdziale. Od razu powiem, że tutaj wpisy będą pojawiać się co sobota z wyjątkiem jutra (wyprawa nad rzekę). Do tego opowiadania mam już napisane siedem rozdziałów, więc nie powinno być żadnych problemów. Do Zagłady nie został żaden, ale mam wiele czasu, więc raczej powinnam coś napisać do przyszłego piątku/soboty.
Pozdrawiam i miłej nocy ;-)
***Niki***

czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział VII - (Nie) Typowy dzień


Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości.

Paulo Coelhno

Znów to samo. Znów widzę jego twarz. Widzę śmierć. Rozgromił całą armię Autobotów. Chyba zostałem tylko ja. Sam nie wiem, czy mam udawać, że nie żyję, czy wstać i walczyć. Ostatecznie górę bierze moja silna wola walki. Podnoszę się z ziemi i biegnę prosto na niego. Ja pełny nienawiści, a on…on uśmiechnięty i zadowolony. Kiedy mam strzelić w jego iskrę, on ubiega mnie, a jego pocisk leci prosto na mnie. Na marne robię unik, bo i tak zostaję ranny. Czuję, jak z mojego boku wypływa energon. Na próżno próbuję wstać. Jestem zbyt zmęczony. Wtedy, znów widzę jego twarz. Łapie mnie za szyję i unosi do góry. Patrzy na mnie z wyższością, jakby miał się za mojego króla. Nie jest nim i nigdy nie będzie.

-Wiem, że Prime zaatakował moje wojska na Czerwonym Pustkowiu. Mów, jaką ma taktykę? Co planuje?

-Nic ci nie powiem. Będę milczeć.

-Postaram się, by twoje życzenie się spełniło – ta jedna chwila zmieniła całe moje życie. Megatron przebił swoje ostrze przez mój przetwornik mowy. Byłem pewny, że to już koniec. Przed oczami miałem wspomnienia związane tylko z jedną osobą – Blackstar. Teraz tak strasznie żałuję, że nie powiedziałem jej prawdy o moich uczuciach. Już nie będę miał na to okazji. Ostatnią rzeczą, jaka ukazała mi się, było nasze ostatnie spotkanie. Widziałem jej zaniepokojoną twarz, kiedy mówiła: „Tylko wróć”. Wybacz, że nie dotrzymałem obietnicy.

Wtem, obudziłem się. Wiedziałem, że krzyczałem. Instynktownie chwyciłem się za gardło. „On nie wróci Bee”, powtarzałem sobie w myślach. Coś jednak nadal sprawiało, że miałem wrażenie, że obudzę się i pierwsze co zobaczę to będzie jego zadowolona twarz. Może to przez świadomość, że on tam gdzieś jest…

Pukanie wyrwało mnie z przemyśleń. Powolnie wstałem z łóżka i otworzyłem drzwi. Na zewnątrz stała średniej wielkości fembotka o niebieskiej zbroi z różowymi dodatkami. Patrzyła na mnie z niepokojem. Udałem uśmiech.

-Coś się stało Arcee?

-Miałam cię zapytać o to samo – jej głos był bardzo poważny. Od razu przestałem się uśmiechać – Bee, mieszkam tuż obok i dobrze słyszę, jak krzyczysz po nocach.

-Przepraszam Cee, jeśli przeszkadzam ci w spaniu to…

-Przecież mi nie przeszkadzasz! – spuściłem wzrok.

-Wiem.

-Bumblebee, co się dzieje?

-Może wejdziesz? – Cee pokiwała twierdząco głową i weszła do środka. Usiadła na metalowej kanapie, a ja dosiadłem się obok – OD kąt, Optimus odszedł, miewam senne koszmary.

-Związane z wojną?

-Głównie z Megatronem. Noc w noc widzę go, kiedy zadowolony niszczy mój przetwornik mowy.

-Bee, Megatron tu nie wróci. Cybertron jest świetnie chroniony, sam o to zadbałeś.

-Ja wiem Arcee, ja wiem – westchnąłem – Ale nadal mam przeczucie, że stanie się coś złego – Cee patrzała na mnie z miłym wyrazem twarzy. Złapała mnie za rękę i spojrzała prosto w oczy.

-Tu nie chodzi tylko o Megatrona. Słyszałam, że kogoś wołasz – odwróciłem wzrok – Nie zamykaj się w sobie, Bee. Daj sobie pomóc.

-Nazywała się Blackstar. Znaliśmy się od dzieciństwa. Ja nie miałem rodziny, a ona kiepsko dogadywała się ze swoją, więc…

-Więc się zaprzyjaźniliście.

-Dokładnie. Byliśmy jak rodzeństwo, przynajmniej dla niej. Ja zawsze czułem do niej coś więcej.

-I co się z nią stało? – Arcee nie odrywała ode mnie wzroku.

-Zostaliśmy rozdzieleni. Ona pojechała zatrzymać cony kierujące się do Iacon, a ja do Kaon.  To było wtedy… - Cee pokiwała głową, dając mi znak, że rozumie – Byłem pewny, że to ona mnie straciła. Kiedy obudziłem się na sali operacyjnej, owszem, byłem roztrzęsiony, ale siły dodawała mi myśl, że za niedługo będę mógł ją przytulić. Kiedy jednak w moim pokoju pojawił się Optimus, z tym jego wyrazem twarzy, zrozumiałem, że ją straciłem – Cee wyraźnie posmutniała – Spadła w przepaść. Nawet nie udało się znaleźć jej ciała.

-Tak mi przykro Bee. Dobrze wiem, jak to jest stracić bliską ci osobę.

-Po jej śmierci, długo mi się śniła. Na ziemi, starałem się zapomnieć. Ale tutaj, wszystkie wspomnienia powróciły i już nie mogę od nich uciec – fembotka przyciągnęła mnie do siebie i przytuliła.

-Pamiętaj Bee, nie jesteś sam.

-Wiem. I dziękuję ci za tę rozmowę. Naprawdę mi pomogła – Cee wypuściła mnie z objęć i uśmiechnęła się.

-Widzimy się jutro – mówiąc to Arcee wstała i zaczęła iść w stronę wyjścia.

Tak, tak, do jutra.

Po chwili fembotka opuściła dom, a ja wróciłem do łóżka. Chciałem jak najszybciej dotrwać od ranka. Rozmowa z Cee pomogła, ale nie da się zapomnieć czegoś takiego. Ona powinna to wiedzieć najlepiej.

***

Dzień zaczął się normalnie. Jak zwykle zrobiłem poranny obchód po „New Iacon”, potem posiedziałem przed pomnikiem Optimusa, a następnie poszedłem potrenować. To miał być zwykły dzień. Niestety jeszcze przed południem zostałem wezwany do Ultra Magnusa. Podobno w jakiejś pilnej sprawie. Pośpiesznie więc pojechałem do jego głównej siedziby. Wysoki, odnowiony budynek, cały obstawiony strażami. Było tu inaczej, niż kiedy Optimus był liderem. Szybko wbiegłem do środka i dalej do gabinetu Magnusa. Nim zdążyłem się zatrzymać, dosłownie wpadłem przez automatyczne drzwi prosto przed Ultra Magnusa. Szybko jednak wyprostowałem się i powitałem lidera. Dopiero po chwili, zorientowałem się, że nie jesteśmy sami. W pokoju stał też wielki, zielony bot, niebisko – żółty bot średniej wielkości i Arcee. Uśmiechnąłem się i podszedłem do nich. Wszyscy staliśmy przed Magnusem i czekaliśmy na jakieś informacje dotyczące tej pilnej sprawy.

-Jakiś cykl temu, otrzymałem informację od Predaconów. Zostały zaatakowane, przez jakieś inne bestie.

-Nie wiedziałem, że na Cybertronie są jeszcze jakieś inne Predacony. Byłem pewny, że Shockwave wyhodował tylko naszą trójeczkę – odezwał się niebieski.

-To nie były inne Predacony Smokescreen. Predaking przyznał, że przypominały Dinoboty.

-A Dinoboty nie wyginęły? – zapytał zielony.

-Tak też myśleliśmy Bulkhead, ale najwyraźniej się myliliśmy. Tak czy inczej, waszym zadaniem jest dowiedzieć się, co tam zaszło i znaleźć sprawców. Bumblebee, ty dowodzisz.

-Tak jest – po chwili wyszliśmy z pokoju. Niepokoiłem się trochę, bo Dinoboty były bardzo wielkimi i silnymi stworzeniami. Jeśli będziemy musieli się z nimi zmierzyć, to obawiam się, że czwórka botów nie wystarczy.

-Co o tym myślisz Bee? – zapytał Smoke – To mogły być Dinoboty?

-Sam nie wiem Smokescreen. Dinoboty zginęły podczas wojny, ale całkiem możliwe jest, że część przeżyła.

-Miejmy nadzieję, że będą współpracować – dodała Arcee – Inaczej będziemy zmuszeni skopać im tyłki.

-Oj Arcee – odezwał się Bulk – Tęskniłem za tobą – Cee uśmiechnęła się, a chwilę później byliśmy na zewnątrz.

-Dobra, przed nami daleka droga. Transformacja i jazda.

Wszyscy transformowaliśmy się i wyjechaliśmy do Predaconów. Równie dobrze mogliśmy użyć mostu, ale obecnie staramy się go ograniczać. Drogi Cybertronu są idealnie przejezdne, więc spokojnie możemy się przejechać.

Po jakiś dwóch cyklach drogi byliśmy na miejscu. Dość duży teren, jak na trzy Predacony, zawierał jedynie dwa dość wysokie budynki. Większość terenu służyła im jako pole do treningów.

 Zastaliśmy Predacony obok domu Predakinga. Wyglądały dość mizernie. Były całe poobijane i obdrapane. Nie sądziłem, że ktoś może ich doprowadzić do takiego stanu.

-Wszystko w porządku? – zapytałem.

-A jak myślisz? - odpowiedział ironicznie granatowo – srebrny Predacon.

-Zamknij się Skylynx – powiedział drugi, granatowo – szary z żółtymi dodatkami – On pytał mnie.

-Akurat Dakrsteel.

-Zamknijcie się obaj! – ryknął największy, brązowo – srebrny – Nie macie prawa odzywać się bez mojego pozwolenia.

-Tak jest królu.

-Więc? – dopytałem – Co tu się stało Predakingu?

-W nocy, wyszliśmy potrenować. Znaleźliśmy jakiś dziwny teren, coś w stylu wielkiego cmentarza. Postanowiliśmy się rozejrzeć, ale nie powitano nas zbyt miło.

-Jak widać – dodał Skylnyx, ale Predaking posłał mu srogie spojrzenie i od razu umilkł.

-Piątka Dinobotów, mniej więcej naszej wielkości zaatakowała nas znienacka. Byli bezwzględni. Znali ten teren bardzo dobrze. Pewnie myśleli, że chcemy go zająć. Byliśmy zmuszeni uciec.

-Królu, powiedz im o „Zjawie” – powiedział Darksteel.

-O czym? – zapytał lekko rozbawiony całą sytuacją Smokescreen.

-„Zjawa” to legenda – zaczął wyjaśniać mu Bulk – Postać wymyślona.

-Legendy mówią, – kontynuowała Cee – że Zjawa była zabójczynią z pradawnego zakonu Cienia. Zaczęła działać jakoś od połowy wojny. Zabijała cony, które zagrażały Autobotom. Nigdy jednak nie potwierdzono jej istnienia.

-Mylicie się – przerwałem, a wszyscy na mnie spojrzeli – Kiedy „Zjawa”, czy też jak nazwała ją Gwardia Elitarna, „Spektra”  zaczęła działać, postanowiłem się jej przyjrzeć. Zbierałem dowody z zabójstw, starałem się przewidzieć jej kolejny krok. Pewnego dnia, udało mi się odkryć jej kolejny cel. Jak najszybciej odszukałem go, ale było za późno. Martwy con leżał z dziurą w głowie. Starałem się ją odszukać i byłem prawie pewny, że już nie zdołam jej znaleźć, kiedy zauważyłem jej cień. Odwróciłem się i w ostatniej chwili udało mi się jej zrobić zdjęcie. Miała ciemnofioletową zbroję, a na ustach znajdowała się osłonka. W dłoni trzymała katanę.

-Bumblebee, czemu nic nie mówiłeś? – zapytał lekko zdenerwowany Bulk.

-Nikt by mi nie uwierzył. Do tego, chciałem to po prostu zachować dla siebie.

-Tak, ale teraz twoja „Spektra” zadaje się z Dinobotami – powiedział również zdenerwowany Predaking – Ruszała się zadziwiająco szybko i była ledwo widoczna. Wypuszczała energetyczne strzały, które znikały kiedy zadały cios. Jej katana była ostrzejsza od moich pazurów. A jednak nas puściła.

-Co masz na myśli?

-Dinoboty chciały nas wykończyć, ale ona im zakazała.

-Więc wie, co to honor – powiedziałem po cichu – Dobrze, pokarzcie nam miejsce zdarzenia – i wszyscy wybraliśmy się na tajemniczy cmentarz.