wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział XVIII - Prawdziwy przyjaciel


Czasem warto upaść, by zobaczyć kto cię złapie…

Postanowiłam wyjść. Uznałam że Optimus jednak mówił prawdę. Widziałam to w jego oczach. Wyszłam z celi i ruszyłam w kierunku głównego pomieszczenia bazy. Nie spieszyłam się. Szłam powoli. W pewnym sensie tylko dlatego że przez brak energonu zaczynałam tracić siły.

Doszłam do końca korytarza. W głównym pomieszczeniu były wszystkie boty. Zaraz gdy weszłam wszyscy skupili na mnie wzrok. Nic nie mówili. Patrzeli tylko tak, jakby chcieli przeprosić. Chciałam zrobić jeszcze te kilka kroków i podejść do Ratcheta by zażyć energon, ale nie starczyło mi już sił. Już po pierwszym kroku potknęłam się i zaczęłam upadać. Na szczęście w jednej chwili podbiegł do mnie Wheiljack i złapał.

-Mam cię-powiedział z troską w głosie.

-Dzięki jackie-Wheiljack zaprowadził mnie do Ratcheta, a ten od razu podał mi energon.

-To było bardzo głupie z twojej strony-powiedział doktorek-wiesz że energon trzeba zażywać najlepiej codziennie. Jeszcze trochę i nie skończyło by się tak dobrze.

-A tam, marudzisz doktorku-odpowiedziałam, a Ratchet westchnął.

-Jak poczujesz się lepiej, zabiorę cię gdzieś-zaproponował jackie.

-To bardzo miłe Wheiljack. Z chęcią.

-Dopiero za parę dni-wtrącił się Ratchet.

-Jak zwykle psujesz zabawę-powiedział Wheiljack.

-To nic jackie. Wyjdę kiedy będę chciała-Ratchet ponownie westchnął-a gdzie pojedziemy.

-To niespodzianka-na tych słowach rozmowa się skończyła. Ratchet skończył podawać mi energon, a ja od razu poczułam się lepiej. Nie czekałam ani chwili tylko wzięłam Wheiljacka pod pachę i pociągnęłam za sobą.

-Ratchet odpal mi most, tam gdzie cię prosiłem-wykrzyknął jackie, a Ratchet wykonał polecenie. Po chwili zobaczyłam most. Jacke uśmiechnął się i pobiegł w jego głąb. Moment potem zrobiłam to samo. To co zobaczyłam po drugiej stronie, zaparło mi dech w chłodnicy. Piękne góry w oddali, przepaść pod nami. Wszystko jak z bajki. Podeszłam do przepaści i spojrzałam, najpierw w dół, potem w górę. Naprawdę, widok był olśniewający.

-Podoba się?

-Jeszcze się pytasz? To najpiękniejsze miejsce jakie widziałam.

-Nazywa się Machu Picchu.

-Przepiękne to Picchu.

-Podobno to najlepiej zachowane miasto Inków-popatrzałam na Wheiljacka ze zdziwieniem-tak mówiła mi Fly-no jasne-to naprawdę fajna dziewczynka.

-Ja to od początku wiedziałam.

-Powiedziała mi też że tu, na ziemi, mówi się to tak-odwróciłam się do Wheiljacka - wszystkiego najlepszego Blackstar-jackie naprawdę mnie zaskoczył. Całkiem zapomniałam że mam dziś urodziny. Zrobił mi najlepszy prezent jakiego mogłam sobie życzyć-wiem że nie wypada pytać o wiek ale…

-Mam liczyć moją śpiączkę?

-Nie, w tym czasie byłaś w stanie kryjostazy, nie starzałaś się.

-Brałeś lekcje u Ratcheta czy co?

-Nie, Optimus mi tak powiedział.

-To też wiele wyjaśnia-zrobiłam krótką przerwę. Wzięłam oddech i  odpowiedziałam-w takim razie właśnie kończę 24 lata. Gdybym nie usnęła, kończyła bym już 32 ludzkie lata.

-Nie wiadomo-spojrzałam pytająco na Wheiljacka-w następnej bitwie w jakiej brałabyś udział, zginęłabyś.

-Co?! Dlaczego tak sądzisz?!

-Bo wszyscy w niej zginęli-ponownie spojrzałam na jackiego pytająco-clif został z Bumblebee i był przy jego operacji. W tym samym czasie reszta drużyny pojechała na kolejną misję. Zginęli wszyscy.

-Nie.

-Tak. Przez toksen.

-Toksen? - toksen to taka substancja trująca, taki kamień. W dużych ilościach może zabić w parę minut.

-Cony nawet nie walczyły. Patrzały tylko jak Autoboty ginęły.

-Nie mogę w to uwierzyć. Że nawet Decepticony posunęły się do czegoś takiego?

-Cony są bezwzględne.

-Czekaj chwilę. Do jednostki zawsze kogoś dołączano. Kto to był tym razem-jackie przez moment nie odpowiadał-jackie?

-Część Reckerów. W tym Bulkhead.

-O nie-Bulkhead był partnerem Wheiljacka. Jackie musiał naprawdę ciężko znieść jego stratę.

-Po stracie bulka, odłączyłem się od botów. Wróciłem dopiero wtedy, gdy zabiłem wszystkich, którzy przyczynili się do jego śmierci.

-Tradycyjna zemsta, zawsze pomaga.

-Tak, dokładnie-prze parę minut milczeliśmy-ale co, masz urodziny. Trzeba by się jakoś zabawić. Wstawaj.

-Co chcesz zrobić?

-Ja? Ja skoczyć, ty złapać mnie-zaraz po tych słowach jackie skoczył w przepaść.

-Wheiljack-zawołałam-idiota-wybiłam się i skoczyłam za nim. Szybko do niego doleciałam. Złapałam go i zmieniłam się w samolot. Trochę dziwnie się czułam bo jackie siedział między moimi skrzydłami. Była to dość krępująca pozycja-trzymaj się wariacie-ruszyłam do góry. Nie powiem, Weiljack był dość dużym obciążeniem. Gdy byłam już na szycie, zrzuciłam go z siebie, a idiota nadal się śmiał. Wylądowałam i zmieniłam się w robota. Już chciałam powiedzieć mu co myślę o jego zachowaniu kiedy złapał mnie za nogi i pociągnął do siebie. Potknęłam się i wylądowałam prosto na nim. Przez długi czas wpatrywaliśmy się jeden, w drugiego. Nic nie mówiliśmy. Nic nie robiliśmy, tylko wpatrywaliśmy się w siebie. Poczułam wtedy coś, ale nie wiem co. Myślę jednak, że on też to poczuł. Po paru minutach zeszłam z niego. Oboje usiedliśmy na skraju Machu Picchu i wpatrywaliśmy się w ten niesamowity widok.

-Boję się-powiedziałam

-Czego?

-Że już nigdy nie będę taka szczęśliwa jak teraz.

-Będziesz. Obiecuję ci to-uśmiechnęłam się do niego, położyłam swoją głowę na jego ramieniu, a rękę na jego ręce. Nigdy wcześniej nie czułam się tak dobrze, jak teraz.

czwartek, 2 października 2014

Rozdział XVII - Nurtujące pytania


Czasem osoby, które uważamy za bliskie, sprawiają nam największą przykrość…

Siedziałam w celi. Próbowałam znaleźć wyjście, ale na próżno. Nie było żadnych drzwi. Jedyną możliwością ucieczki był most. Próbowałam się skontaktować z bazą, ale to też nic mi nie dało. Zostało mi już tylko czekać.

Po paru godzinach zobaczyłam przed sobą most. Wyszło z niego jakieś sześć conów. Nie czekałam na zaproszenie tylko zaatakowałam. Strzelałam z moich blaserów do przeciwników z wielką precyzją. To była moja jedyna szansa. Gdy droga do mostu się opróżniła, wskoczyłam do niego. Wylądowałam na dachu statku. Na szczęście nikogo tam nie było. Szybko zmieniłam się w samolot i poleciałam do bazy.

Po parunastu minutach byłam już w bazie. Musiałam szybko powiedzieć Autobotom o tym co się działo.

-Laserwave jest zdrajczynią-zaczęłam

-Jak to-zapytał jackie

-Oszukała nas wszystkich. Tak naprawdę to zawsze była szpiegiem conów. Dostarczała im informacji o atakach botów.

-Jak mogliśmy się nie spostrzec-powiedziała Arcee

-Teraz mamy większy problem-zauważył Optimus-Laserwave zna położenie naszej bazy. Obawiam się, że musimy opuścić ją-wszyscy spuścili głowy. Ta baza przez parę dobrych lat zastępowała im dom. Teraz mają ten dom opuścić.

-Nie mamy gdzie się podziać-spostrzegłam.

-Mamy parę zapasowych miejsc na bazy-powiedział Ratchet-przeniesiemy tam sprzęt mostem i tyle.

-Nie mamy więc czasu do stracenia-po słowach Optimusa wszyscy zaczęli zbierać sprzęt w jednym miejscu i przenosić go mostem. Nie wiedzieliśmy ile czasu mamy.

Po paru godzinach wszystko było gotowe. Teraz zostało nam tylko opuścić ten dom. Ale musiałam coś jeszcze zrobić.

-Muszę wam zadać pytanie-wszyscy spojrzeli się na mnie-Laserwave powiedziała że powiedzieliście jej że tylko wam przeszkadzam, czy to prawda-wszyscy ponownie spuścili głowy-a więc jednak. Ratchet, pójdę jako pierwsza. Chcę mieć to z głowy-Ratchet otworzył most, a ja powoli przez niego przeszłam. Po drugiej stronie zobaczyłam naszą nową bazę. Była bardzo podobna do tej poprzedniej. Bardzo duża, gotowa na podłączenie sprzętu. Boty musiały już wcześniej, zaraz po ich przybyciu ją urządzić. Pytanie tylko po co?

Nie czekałam na resztę zespołu. Poszłam w głąb korytarza, takiego jak w poprzedniej bazie, tylko krótszego. Na końcu znalazłam Salę treningową i celę. Tam przynajmniej mogłam mieć spokój. Weszłam do niej i przymknęłam drzwi. Usiadłam na podłodze, skuliłam się i zaczęłam płakać. Czy naprawdę mój ojciec twierdzi że przynoszę mu wstyd?

Mija tydzień, a ja nadal siedzę sama w tej celi. Nie rozmawiałam z nikim. Nie zażywałam energonu. Zaczynam tracić siły, ale po co żyć? I tak wszyscy, na których mi zależało nie chcą mnie tu. Woleli mnie martwą.

-Blackstar-Optimus, co on tu robi-musisz zażyć energon.

-Po co? I tak nie chcę żyć.

-Posłuchaj mnie, wiem że jesteś smutna przez to co powiedzieliśmy o tobie ale…

-Optimusie, to już nawet nie jest smutek. To jest pustka. Myślisz że jak się teraz czuję? Mój ojciec mówi że przynoszę mu wstyd. To najgorsze, co mogło mnie spotkać.

-Przepraszam że przysporzyliśmy ci tyle bólu, ale nie możesz przez to być codziennie smutna.

-Ale ja nie jestem codziennie smutna. Ja po prostu jestem już zmęczona tą całą sytuacją.

-Możesz mi nie uwierzyć, ale to co o tobie mówiliśmy, to było o tym jaka kiedyś byłaś. Nie jaka jesteś teraz.

-Sama nie wiem czy mam w to wierzyć.

-Spróbuj, proszę.

-Muszę się nad tym wszystkim zastanowić. Proszę, zostaw mnie-po tych słowach Optimus odszedł. Naprawdę musiałam się nad tym porządnie zastanowić. Sama już nie wiem co mam robić. Wybaczyć-to nie takie trudne, ale mówią że sztuką jest wybaczać, a sztuką jest ponownie zaufać.

sobota, 20 września 2014

Rozdział XVI - Zdrada


Fałszywy przyjaciel może zranić bardziej niż największy wróg.

Zaczęłam otwierać oczy. Wszystko było zamazane. Spróbowałam wstać ale nie mogłam. Zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Było to laboratorium, w którym zobaczyłam Shockwava. Spróbowałam ponownie wstać, na próżno. Wtedy zdałam sobie sprawę że leżę na stole do tortur, że jestem do niego przypięta i że nie mam jak uciec. Nagle usłyszałam czyiś śmiech. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Laserwave. Śmiała się szyderczo i patrzała na mnie wrogim spojrzeniem.

-Proszę, proszę, wielka córka prima schwytana przez zwykłego decepticońskiego szpiega-Laserwave ponownie się zaśmiała. Zacisnęłam pięści ze złości.

-Jak mogłaś?! Ufałam ci! Wszyscy ufali!

-Zaufanie, przereklamowane uczucie.

-Od kiedy-zapytałam po krótkiej chwili.

-Od zawsze. Tak naprawdę od początku wojny dostarczałam Decepticonom cennych danych od Autobotów. Przekazywałam je kuzynowi, a on Megatronowi.

-Ty śmieciu. Dla mnie już nie istniejesz!

-Ty dla mnie nie istniejesz od początku naszej znajomości.

-Dlaczego tak mnie nienawidzisz?

-Jeszcze się pytasz?! Zawsze byłaś ode mnie lepsza. W walce, we wszystkim. Zawsze żyłam w twoim cieniu. Dlatego, bardzo ucieszyłam się gdy Decepticony kazały dostać się do waszej bazy i przyciągnąć cię tu.

-Czyli to wszystko, ta cała szopka, udawana walka, to wszystko było na pokaz?

-Arcee miała rację, jesteś bardzo domyślna. Wszyscy mieli o tobie rację. Każdy mi coś o tobie powiedział. Mówili że się rządzisz, że jesteś głupia i naiwna, że mają ciebie dość. Nawet twój ojciec twierdzi że przynosisz mu wstyd.

-Zamilcz! Nie wierzę ci!

-Lepiej uwierz, bo taka jest rzeczywistość-Laserwave na pewno nie mówiła prawdy. Chciałam jej powiedzieć coś wrednego ale w tym momencie do pomieszczenia wszedł Shockwave i Megatron.

-Wyjdź Laserwave, chcę porozmawiać z twoją przyjaciółką-zdrajczyni wyszła a Megatron podszedł do mnie-Znowu się spotykamy Blackstar.

-Niestety.

-Nie jesteś tu z mojej prośby, ale skoro tu jesteś to przydasz się na coś. Shockwave-Megatron zawołał Shockwava, a ten przyniósł ze sobą jakiś kabel.

-Czy wiesz co to jest-zapytał Shockwave

-Nie wiem, może lokówka?

-To łącze psycho kampowe. Pozwoli nam zajrzeć do twojego umysłu i dowiedzieć się paru potrzebnych informacji.

-Nie piszę się na to! Zabieraj ten kabel!

-Nie sądzę abyś miała jakiś wybór-to mówiąc Shockwave wpiął kabel do tyłu mojej głowy. W jednej chwili świat zawirował. Nie minęło pół minuty a straciłam przytomność.

Zaczęłam się budzić. Odczuwałam niewyobrażalny ból głowy. To się raczej rzadko zdarza robotowi. Nadal byłam zdezorientowana, ale usłyszałam rozmowę Shockwava z Megatronem.

-Mamy potrzebne informację-powiedział Shockwave.

-Doskonale. Za niedługo Autoboty będą już tylko wspomnieniem, a Cybertron będzie nasz. Bo jesteś pewien, że to zadziała?

-Całkowicie mój panie.

-W takim razie Greystar może zacząć walkę.

-Czy jesteś pewien że Autobot wygra?

-Oczywiście Shockwave. Greystar nie ma z nią żadnych szans-Megatron wyszedł, a do pomieszczenia weszły dwa cony. Uwolniły mnie, a potem zabrały ze sobą. Szliśmy dość długo. Po mniej więcej sześciu minutach cony wrzuciły mnie do jakiegoś pokoju. Wstałam z podłogi i zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Byłam tam tylko ja i Greystar. Byłam pewna że chce walczyć. Na szczęście siły mi już wróciły.

-Teraz czeka cię śmierć Blackstar.

-Jakoś nie mam ochoty ginąć-Greystar zaatakowała. Zrobiłam unik. Ręka mojej przeciwniczki wbiła się w ścianę. Pośpiesznie wyciągnęła ją i atakowała dalej. Robiłam szybkie uniki, a gdy nadarzyła się okazja atakowałam. Wiedziałam, że osoba, która kieruje się zemstom jest nieskoncentrowana. Znałam skądś to. Greystar powoli traciła siły. Teraz muszę zaatakować. Uderzyłam ją prosto w twarz, a tak odbiła się od ściany. Później uderzyłam w podbródek. Kopnęłam w brzuch i podcięłam. Zdenerwowana Greystar uruchomiła swoje blastery i zaczęła do mnie strzelać. Jedynym wyjściem była ucieczka. Zaczęłam biegać unikając przy tym strzałów, ale w końcu musiałam zadać ostateczny cios. Uruchomiłam swe ostrze, zrobiłam wyskok do tyłu i odcięłam Greystar głowę. Głowa odleciała od tułowia, które zaraz potem upadło. Walka była skończona. Teraz musiałam tylko się stąd wydostać. Gdy do pomieszczenia weszły cony by mnie zabrać szybko zastrzeliłam je moimi blasterami i zaczęłam biec w stronę wyjścia. Cony po drodze próbowały mnie zatrzymać, ale nawet nie zdążyły strzelić bo już były martwe. Już byłam tak blisko wyjścia gdy przede mną otworzył się most. Nie zdążyłam wyhamować i wpadłam do niego. Wylądowałam w celi na statku conów. W celi, bez wyjścia.

sobota, 13 września 2014

Rozdział XV - Misja zwiadowcza


A najbardziej boli wtedy gdy przyjaciel staje się wrogiem.

Mija tydzień od kąt Laserwave przybyła na ziemię. W tym czasie w bazie, bardzo zmieniła się atmosfera. Bumblebee bardzo spodobała się Laserwave i teraz ciągle z nią „rozmawia” i podrywa. Ostatnio, nawet wręczył jej drzewo. Wave jest bardzo sympatyczna i szybko zaprzyjaźniła się ze wszystkimi botami, ale najbardziej z bee. Ale cóż, trudno go nie lubić. Zmieniły się też stosunki między Wheiljackiem a Arcee. Na początku cee uważała że jackie jest porywczy i nieodpowiedzialny (w sumie to ma rację) oraz że będzie tylko sprawiał kłopoty. Jednak teraz bardzo się z nim zaprzyjaźniła. Często razem trenują i wybierają się na przejażdżki. Stali się naprawdę dobrymi przyjaciółmi.

Laserwave przybrała formę motoru Yamaha R1. Do bazy sprowadziliśmy jej statek, dzięki któremu zyskaliśmy parę przydatnych narzędzi oraz energon. Wszystko zaczęło się dobrze układać. Ojciec Fly często do nas wpadał. Tak szczerze to mu się nie dziwię. Jego córka spędza całe dnie z wielkimi robotami z kosmosu. Chyba każdy by się przejął. Do tego dowiedział się że jego córka ma nadprzyrodzone zdolności. Całe jego życie stanęło na głowie. Są też naprawdę wielkie plusy jego przybycia. Gdy upewni się że nie stanowimy zagrożenia dla ludzkości, to może nawet załatwi nam nietykalność wojska, a to by nam bardzo pomogło. Czasem energon jest w miejscach dostępnych dla ludzi. Nie możemy go wtedy wydobyć. Znajomość z ludźmi umożliwiła by nam to, bardzo pomogła. Zwłaszcza że teraz coraz trudniej o enrergon.

-Blackstar-zawołała mnie Laserwave-słyszałam że ostatnio ładnie załatwiłaś Megatrona. Podobno już się nie podniósł.

-Nie sądzę. Wychodził cało z dużo gorszych sytuacji.

-A może, byśmy to sprawdziły?

-Co-zapytałam z niedowierzaniem. Czy ona chce się wpakować do decetów? Wiem że ja sama już to kiedyś zrobiłam ale miałam plan. Nie sądzę aby Laserwave miała jakikolwiek plan.

-Podobno podstawiłaś conom nadajnik? Skoro znamy ich pozycję to możemy sprawdzić czy Megatron żyje.

-Co nam to da?

-Jeśli Megatron naprawdę nie żyje, to możemy zaatakować cony. Bez przywódcy są słabe.

-Ale co jeśli Megatron żyje.

-Wtedy go dobijemy-w sumie plan Laserwave był przekonujący. Tylko reszta botów nie mogła się o tym dowiedzieć. To będzie krótka misja zwiadowcza.

-Zgadzam się.

-W takim razie w drogę.

-Czekaj, musimy jakoś odwrócić uwagę botów.

-Pojechały po energon, a doktorek poszedł poćwiczyć. Mamy wolną drogę.

-Chyba od początku wiedziałaś że się zgodzę na tę misję-zapytałam retorycznie, a Laserwave przytaknęła.

Po chwili ruszyłyśmy w stronę mostu. Odnalazłam współrzędne statku conów i odpaliłam most. Razem z Laserwave wbiegłyśmy do mostu i znalazłyśmy się na statku Decepticonów. Miałyśmy szczęście bo w pobliżu akurat nie było żadnego decepta. Mogłyśmy działać. Przeszłyśmy do bloku medycznego i sprawdzałyśmy czy Megatron tam jest. Niestety tylko czasami trafiałyśmy jedynie na jakiegoś cona.

-Może sprawdzimy laboratoria-zasugerowałam Laserwave.

-Czemu nie, może nawet po drodze spotkamy Megatrona-Laserwave uśmiechnęła się, a potem ruszyłyśmy w stronę laboratorium. Nie zajęło nam to dużo czasu. Już po około dwóch minutach dotarłyśmy na miejsce. Zdziwiło mnie jedynie to, że po drodze nie spotkałyśmy żadnego cona. Wiem że zawsze pełno ich na korytarzach. Teraz, nie było żadnego.

-Chyba kogoś słyszę-wyszeptała Laserwave i wskazała na drzwi naprzeciwko niej. Podeszłam do nich, uruchomiłam blaster i otworzyłam je. Po drugiej stronie stał nie kto inny, tylko Shockwave. Wielki i masywny con stał przy komputerze i obliczał coś. Najpierw lekko obrócił jego czarno-fioletową głowę w naszą stronę, potem jego czerwone oko spotkało się z moimi. Poczułam dreszcz. Już miałam strzelić do robota, kiedy poczułam strzał w plecy. Był silny i bolesny. Upadłam na ziemię. Nie miałam sił by wstać. Zamknęłam oczy i zasnęłam.

wtorek, 2 września 2014

Rozdział XIV - Więzy rodzinne


Nie sztuką jest przejść przez życie, gdy wszystko sprzyja, sztuką jest iść przed siebie i nie ugiąć się nawet jeśli ciągle jest pod wiatr…

Ludzie zaczęli zbliżać się do naszego położenia. Nie chcieliśmy wykonywać żadnych gwałtownych ruchów by ich nie przestraszyć. Teraz staliśmy nieruchomo i czekaliśmy, aż któryś z ludzi przemówi. Nie stało się to jednak. Wszyscy ludzie obecni na miejscu także stali nieruchomo i bali się nas. Wszyscy posiadali jakąś broń. Po chwili nadjechały jakieś wielkie maszyny z długimi działami, a z jednego z nich wyszedł pewien znany mi człowiek.

-Jestem Generał George Rodgers-to ojciec Fly! Nie mówiła mi że jej ojciec jest generałem-poddajcie się a darujemy wam życie.

-Nie chcemy z wami walczyć-zaczął rozmowę Optimus-tylko wam pomóc.

-Ach tak? To po co zniszczyliście ten budynek i całą tę okolicę?!

-Ale to nie my-spróbowałam nas usprawiedliwić-tylko nasi wrogowie.

-Więc sprowadziliście tu waszych wrogów-zapytał ze złością generał.

-To nie nasza wina, przysięgam-postanowiłam podejść do generała i powiedzieć mu że jego córka może mu wszystko wyjaśnić, ale nie zrobiłam nawet pełnego kroku, gdy jedna z maszyn wystrzeliła w moją stronę. Oberwałam w ramię. Myślałam że nie zrani mnie zbytnio, a jednak ręka została naderwana. Ból był nie wyobrażalny.

-Nie kazałem strzelać-wykrzyknął generał do żołnierzy. Optimus spróbował do mnie podejść i mi pomóc, ale kolejna z maszyn wystrzeliła. Optimus się zasłonił, ale nie potrzebnie. Nad nami pojawiła się wielka, energetyczna tarcza.

-Oni nie są naszymi wrogami-była to Fly. Wyszła zza rogu i dołączyła do nas-oni są moimi przyjaciółmi.

-Fly, odsuń się od nich-powiedział ojciec dziewczyny i zbliżył się do niej.

-Oni nic mi nie zrobią tato, tobie też nie. Oni mi pomogli. Choć ze mną, a ci pokarzę-Fly podała rękę swojemu ojcu, a ten niepewnie ją złapał-Daj nam odejść.

-Odwrót-rozkazał generał żołnierzom, a my weszliśmy do mostu, który otworzył nam Ratchet.

Gdy znaleźliśmy się w naszej bazie, Fly wszystko wytłumaczyła swojemu ojcu, a Ratchet zaczął naprawiać moją rękę.

-Ładna baza-zaczęła Laserwave-bardzo przytulna.

-Może i przytulna, ale pełno tu braku sprzętu-zażartowałam a Laserwave się zaśmiała.

-Widzę że powrót z martwych dobrze ci służy.

-Miałam małą przerwę w walce więc musiałam trochę poćwiczyć. Ale ty jak widzę jesteś w formie.

-Jak zawsze.

-Powiedz, jak tu trafiłaś?

-Dzięki wiadomości Prima. Przez jakieś dwa lata byłam w martwej strefie. Dopiero tydzień temu dostałam tę wiadomość. Postanowiłam więc od razu tu przylecieć. Po drodze spotkałam niestety bardzo wkurzonego cona, który opóźnił moje przybycie. Walczyłyśmy, ale gdy Greystar poczuła że jej brat nie żyje, odleciała. Ponownie spotkałyśmy się dopiero przy atmosferze ziemskiej. Resztę już znacie.

-To miałaś ciekawą podróż.

-Bardzo-wtedy Ratchet skończył pracę nad moją ręką.

-To może teraz Laserwave znajdzie sobie drugą formę-zapytał Ratchet.

-Świetny pomysł-przyznałam mu rację-zaraz pokaże ci jak.

-Nie musisz. Świetnie wiem jak to zrobić. Zapomniałaś kim jestem-no tak. Jeszcze przed wojną Laserwave była asystentką Schocwava. Musiała więc dobrze wiedzieć o naszych transformacjach. Jeszcze jedno, Laserwave była nie tylko asystentką Shockwava, ale i jego kuzynką.

piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział XIII - Nowy wróg, stary przyjaciel


Czasami osoba, szukająca zemsty jest najgroźniejszym przeciwnikiem.

Pi pi-usłyszałam odgłos nadajnika.

-Jesteś tam, Blackstar-zapytał Ratchet.

-Jestem doktorku, jestem. Coś się stało, że tak wcześnie dzwonisz?

-O tak-te słowa bardzo mnie zaniepokoiły.

-Mów, szybko.

-Niedawno wykryliśmy dwa statki zbliżające się do ziemi. Próbowaliśmy się z nimi skontaktować, ale na próżno.

-To cony?

-Tylko jeden z nich. Parę minut temu rozbiły się niedaleko twojego położenia. Udało nam się przechwycić obraz z kamery w tym miejscu i właśnie wtedy odkryliśmy że jeden ze statków należy do Autobota.

-Otwórz mi most to zaraz dołączę do reszty.

-Niestety mamy małe problemy z mostem ziemnym. Drużyna już jedzie ale ty będziesz tam szybciej. Statki rozbiły się naprawdę blisko ciebie.

-To dawaj dokładne współrzędne i jazda!

-Przesyłam-po chwili otrzymałam współrzędne od Ratcheta. Statki rzeczywiście rozbiły się bardzo blisko. Kiedy właśnie chciałam ruszać do garażu weszła Fly.

-Zawieziesz mnie do szkoły-zapytała.

-Nie mogę Fly, muszę gdzieś szybko pojechać.

-Co się stało?

-Później ci wytłumaczę. Teraz musz...

-Czego mi nie mówisz-przerwała mi Fly.

-Potem naprawdę ci wszystko wytłumaczę, ale teraz nie mam czasu-odpaliłam silnik i ruszyłam.

Nie minęły trzy minuty, a już dotarłam na miejsce.  Od razu zauważyłam wielki budynek z napisem "Szkoła publiczna w Jasper", oraz dwa statki, wbite w niego. Całą okolicę zniszczyło lądowanie robotów. Na ulicach nie było żadnego człowieka. Jednak nie zauważyłam też pasażerów pojazdów. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu jakichkolwiek robotów, ale na próżno. Nie wykrywałam też ich sygnatury energii. Gdzie więc się podziały te roboty?

Po paru minutach poszukiwań na miejsce dotarły Autoboty.

-Gdzie są pasażerowie-zapytała Arcee.

-Nie znalazłam ich. Gdy tu dotarłam, statki były puste. Nie wykrywam też ich sygnatury energii.

-Nie mamy tu więc co robić-powiedział z lekkim niezadowoleniem Wheiljack.

-Nie do końca-tu Optimus wskazał na budynek szkoły-tam mogą być ludzie.

-Optimusie, inni ludzie im pomogą. Wiesz dobrze że oni nie powinni o nas wiedzieć-powiedziała Arcee.

-Inni ludzie boją się tu przyjechać. Zanim tu dotrą, ci w budynku zginą.

-Optimus ma rację-dołączyłam się do dyskusji-jeśli im nie pomożemy, to oni zginą-wszyscy spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo.

-Arcee, Wheiljack, Bumbelbee, spróbujcie wyciągnąć ludzi przez okna na drugim i trzecim piętrze-rozkazał Optimus-Blackstar, ty wyciągnij ludzi z pierwszego piętra. Ja sprawdzę czy za szkołą nikogo nie ma-gdy Optimus skończył, wszyscy wzięliśmy się do pracy. Zaczęliśmy wyrywać okna i drzwi ze ścian budynku. Na szczęście było jeszcze bardzo wcześnie i w szkole byli głównie nauczyciele i pracownicy szkoły.

Gdy wyciągnęliśmy już wszystkich, zaczęłam wykrywać sygnaturę, najpierw Autobota, potem Decepticona.

-Uważaj Blackstar-wykrzyknął jackie, ale za późno bo niespodziewanie dostałam prosto w twarz. Uderzenie było tak silne, że odleciałam chyba na parę metrów. Gdy się podniosłam zobaczyłam postać kierującą się w moją stronę. Spodziewałam się jakiegoś wielkiego i masywnego cona, podczas gdy napastnikiem okazałą się być fembotka. Nie znałam jej. Była szaro-czarna, ze skrzydłami. Jednak największą uwagę poświęciłam jej oczom. Były bardzo niebywałe. Jedno z nich było czerwone, a drugie żółte. Decepicony mają zwykle całe czerwone oczy, nigdy żółte. Widać było że ta fembotka była inna niż wszyscy.

-Kim jesteś-zapytałam.

-Nazywam się Greystar. Przebyłam bardzo dużo lat świetlnych by odnaleźć zabójcę mojego brata.

-A kim jest twój brat?

-Powinnaś o tym dobrze wiedzieć, córko Prima-spojrzałam pytająco na Greystar-to on powinien przewodzić Decepticonom.

-Ale kto-wykrzyczałam. Miałam już serdecznie dość jej gadaniny.

-Starscream, ten którego zabiłaś! A teraz ja zabiję ciebie-Greystar rzuciła się na mnie ale była strasznie przewidywalna. Zrobiłam unik, a ona wpadła na jakiś budynek. Już chciała ponowić atak, kiedy ktoś uderzył ją w bok twarzy, a ona odleciała parę metrów dalej. Tym kimś była osoba, którą dobrze znałam. Była czarna, z szarymi i niebieskimi wstawkami, oraz specjalnymi „goglami”. Miała również bardzo ciekawą broń-laserowe ostrza. Poznałam ją jeszcze jako mały bocik, a nazywała się, Laserwave.

-Zły pomysł Greystar. Nie wolno atakować córki Prima-powiedziała Laserwave.

-Nie będziesz mi mówić co mogę, a co nie Laserwave.

-Odejdź stąd-powiedziała stanowczo Laserwave. Greystar już chciała zaatakować, kiedy nad nami pojawił się statek Decepticonów.

-To na razie ofermy-Greystar odpaliła silniki i poleciała na statek Decepticonów, który zaraz potem odleciał. Potem reszta botów do nas dołączyła. Z całej drużyny Prima tylko ja i Optimus znaliśmy Laserwave, więc musiałam dużo o niej opowiadać. Zanim jednak zaczęła się rozmowa, Ratchet otworzył nam most ziemny. Nie wiedzieliśmy dlaczego właśnie teraz. Potem zrozumieliśmy, że ludzkie wojsko się nami zainteresowało.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział XII - Magiczne zdolności


Czasem, najlepiej pogodzić się z prawdą i iść dalej.

Powoli lądowałam przed bazą z małą Fly. Dziewczyna nadal się nie budziła. Szybko ruszyłam prosto do Ratcheta. Gdy dotarłam do głównego pomieszczania cała drużyna spojrzała na mnie pytająco. Szybko wyjaśniłam im wszystko i położyłam Fly na dużym łóżku operacyjnym, znajdującym się w pomieszczeniu obok. Tam Ratchet dokonywał różnych zabiegów i eksperymentów.

-Myślisz że mogę jej pomóc-zapytał Ratchet-to przecież człowiek.

-Ale chyba możesz spróbować?

-Dlaczego nie zaniosłaś jej do szpitala?

-Niby jak? Zostawiłabym ją pod drzwiami? Nikt by nie wiedział co jej się stało, a ja nie mogłabym im tego wyjaśnić.

-Ale ja nie wiem ja jej pomóc!

-Chociaż spróbuj-Ratchet wreszcie się poddał, ale kiedy już miał zacząć zajmować się Fly, ta niespodziewanie się obudziła

-Nic ci nie jest Fly-zapytałam-wszystko dobrze?

-To nic. Po prostu zemdlałam.

-Co to było? Jak ty to wtedy zrobiłaś?

-Nie wiem, naprawdę. Pierwszy raz mi się coś takiego przytrafiło.

-Może ona nie jest stąd-wtrącił się Ratchet-z tej planety.

-To niemożliwe-zaprzeczyła nastolatka-moi rodzice są ludźmi, ja też!

-Spokojnie mała, nikt jeszcze nie twierdzi że nie jesteś człowiekiem-uspokoiłam dziewczynę-może to po prostu magia.

-Proszę cię, Blackstar. Magia nie istnieje-zaprzeczył Ratchet.

-Może w naszym świecie nie, ale na ziemi? Nie znamy całkiem tej planety. Może Fly jest czarodziejką. To wyjaśniałoby jej zdolności.

-Niestety, ale Ratchet ma chyba rację-powiedziała Fly-na ziemi nie ma czegoś takiego jak magia.

-Fly, a czy ludzie nie myślą że jesteście sami we wszechświecie-zapytałam-przecież my dla was nie istniejemy, tak samo jak magia.

-Ale skoro wy istniejecie, to magia też może-Fly zamknęła na chwilę oczy-czyli jestem czarodziejką?

-Niewykluczone-powiedział Ratchet-jak znam życie, to wkrótce się tego dowiemy-Fly uśmiechnęła się pierwszy raz od ostatniego wydarzenia. Po chwili jednak uśmiech znów zniknął z jej twarzy.

-Czy coś nie tak-zapytałam.

-Nic tylko-Fly ucichła na chwilę-możemy porozmawiać na osobności Blackstar?

-Jasne-i ruszyłyśmy w stronę Sali treningowej.

Gdy upewniłyśmy się że nikt nie poszedł za nami zaczęłyśmy rozmowę.

-Ja nie wiem czy jestem czarodziejką.

-Ja też nie, ale to jak na razie chyba najprawdopodobniejsze wyjaśnienie.

-Pamiętasz jak opowiadałam ci o Raven-przytaknęłam-właśnie ona ma takie moce. Takie jak ja.

-Co chcesz przez to powiedzieć?

-Może rzeczywiście nie jestem z tej planety? Może moja moc polega na kopiowaniu zdolności innych.

-Ale sama mówiłaś że Raven to fikcja.

-Może mojej mocy wystarczy moja świadomość?

-Może, ale tego nie wiemy.

-Możemy to sprawdzić-Fly wzięła głęboki wdech, zamknęła oczy i uniosła rękę. Po chwili otworzyła oczy, które tym razem zaświeciły się na kolor niebieski. Przez moment nic się nie działo. Po chwili jednak ręka Fly zmieniła się w miecz, a potem znów przybrała normalną formę.

-Widzisz-zaczęła Fly-teraz skopiowałam twoje zdolności-dziewczyna przeczesała ręką włosy i usiadła na podłodze. Parę łez wypłynęło z jej oczu.

-Nie płacz-próbowałam ją pocieszyć-wszystko będzie dobrze.

-Kim jestem?

-Dowiem się. Obiecuję ci to-usiadłam koło Fly, a ona przytuliła się do mojej dłoni i zaczęła płakać jeszcze bardziej.

Po paru minutach, Fly wreszcie otarła łzy i wstała z podłogi.

-Chcę wam pomóc.

-Co-zapytałam zdziwiona.

-Widzisz ile potrafię. Mogłabym walczyć z conami, razem z wami.

-O nie, to zbyt niebezpieczne.

-A zobacz, sama pokonałam ich wtedy.

-Nie panowałaś nad tamtą mocą a potem straciłaś przytomność. Nie pozwolę ci się tak narażać.

-Bo wtedy nie byłam przygotowana. Nad mocą Raven panują emocje. Ona musi długo medytować by mieć pełną kontrolę. Jeśli i ja tak zrobię, będę mogła wam pomóc.

-Sama nie wiem…

-Proszę cię.

-Zobaczymy jak będzie ci szło opanowanie tej mocy.

-Dziękuję ci! Tak bardzo ci dziękuję-nastolatka przytuliła się mocno do mojej nogi-od jutra będę ćwiczyć i zobaczysz że mi się uda.

-Już dobrze, dobrze. Teraz muszę cię odwieźć do domu.

-No właśnie, dom! Tata będzie wściekły.

-No to chodź już szybko-zmieniłam się w motor, a Fly od razu na mnie wsiadła.

Po paru minutach jazdy, dotarłyśmy do domu Fly. Znajdował się od na końcu miasteczka. Był nie durzy, ale zadbany. Pomalowany na niebiesko, dwupiętrowy. Podczas gdy Fly schodziła drzwi do jej domu otworzyły się. Wyszedł z nich wysoki, starszy mężczyzna. Miał brązowe włosy, oraz wąsik. Podszedł do dziewczyny i zaczął ją pouczać.

-Wiem że jest Halloween, ale dziesiąta w nocy to chyba przesada!

-Tato, mam szesnaście lat! Nie możesz mi…

-I jeszcze na motorze-przerwał nastolatce ojciec-ile razy o tym rozmawialiśmy?

-Tato!

-Pożyczył ci go ktoś czy ukradłaś?

-Dostałam, od przyjaciółki.

-Jutro masz go oddać.

-Nie zmienisz zdania-Fly popatrzała błagalnie na ojca.

-Zobaczymy. Na razie wstaw go do garażu.

-Dobrze tato-na twarzy dziewczyny pojawił się malutki uśmieszek. Fly otworzyła drzwi do garażu i wprowadziła mnie tam-będziesz tu musiała zostać na noc.

-Nawet przytulnie. Miłej nocy mała.

-Dobranoc Blackstar-i dziewczyna zaczęła iść w stronę drzwi. Teraz zostałam sama w jej garażu. Cieszyłam się że nic jej nie jest, ale z drugiej strony trochę martwiłam. Nie sądzę aby Optimus pozwolił jej walczyć razem z nami. A ona, też raczej nie odpuści.