niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział XX - Na ratunek


Trzeba coś stracić, by coś docenić. Żeby odzyskać, trzeba się zmienić.

Mija kolejny miesiąc, a Wheiljacka nadal nie ma. Optimus nie pozwala mi go szukać, ale jeśli będzie trzeba to zignoruję jego zakaz. Fly przychodzi coraz częściej. Ostatnio trochę się zmieniła. Jej długie, czarne włosy stały się krótkie. Obcięła je tak że długa grzywka zasłania połowę twarzy, a reszta włosów była tylko za uszy. Zrobiła sobie również pasemka na grzywce w jej ulubionym kolorze - fioletowym. Jej styl ubierania również się zmienił. Zwykle chodziła ubrana cała na czarno. Teraz ubiera się na różne kolory. Wczoraj była ubrana w niebieski rurki z dziurami, czarna bluzkę z napisem „Peace”, niebieską ramonezkę oraz czarne glany. Stała się inna.

Dziś jest dla nas wszystkich wielki dzień. Ojciec Fly, generał George załatwił nam nietykalność wojska. Tylko jedna rzecz się nie układa.

-Blackstar!

-Co się stało Fly?

-Myślę że mogę znaleźć Wheiljacka!

-Naprawdę, ale jak?!

-Jeśli masz jakąś jego rzecz to mogę go namierzyć.

-To morze jego bombę?

-Może być, daj mi ją-pobiegłam szybko po bombę jackiego do schowka w głównej sali. Wyciągnęłam ją i wróciłam do Fly-teraz muszę zostać sama-kiwnęłam porozumiewawczo głową i poszłam do reszty botów.

Po jakiś trzech minutach Fly przyszła do głównej sali, podeszłą do komputera i wpisała współrzędne dla mostu. Po chwili most już był otwarty. Wszyscy (oprócz Ratcheta) stanęli przed mostem i czekali na rozkaz. Wreszcie Optimus powiedział:

-Transformacja i jazda-a my zmieniliśmy się w pojazdy ruszyliśmy. Gdy znaleźliśmy się na statku powitała nas gromadka conów. Szybko ich rozwaliliśmy i zaczęliśmy szukać Wheiljacka. Pokazałam wszystkim gdzie jackie mógł by być.

-Może być na sali tortur lub w celi.

-Podzielimy się na dwa składy-zaproponował Optimus-Blackstar, pójdziesz z Bumblebeem na sale tortur, a ty ze mną do celi Arcee-wszyscy ruszyli w swoją stronę. Po drodze spotykaliśmy z bee małe przeszkody, ale one nie zatrzymywały nas na długo. Po paru minutach dotarliśmy na miejsce. Gdy weszliśmy na salę tortur, zobaczyliśmy tam Wheiljacka i Shockwava. Jackie był ledwie żywy potrzebował szybkiej pomocy medyka.

-Bee, uwolnij jackiego - zawołałam - Shockwave jest mój-ruszyłam na Shockwava, a on na mnie. Próbował uderzyć mnie pięścią, ale zrobiłam unik. Potem ja chciałam go uderzyć, ale złapał mnie za rękę i przerzucił przez ramię. Wylądowałam na ścianie i kątem oka zobaczyłam jak bee uwalnia Wheiljacka - zabierz go stąd bee-powoli wstałam. Poczekałam aż bee i jackie wyjdą i dopiero gdy to się stało, zaatakowałam. Najpierw uderzyłam wava w brzuch, potem w podbródek, a na koniec podcięłam go.

-Myślisz że możesz mnie pokonać-zapytał Shockwave.

-Nie jesteś wyjątkowy wave.

-A jednak na Cybertronie dałaś się złapać w moją pułapkę.

-Co?

-Stanęłaś dokładnie tam gdzie chciałem, wpadłaś dokładnie tam gdzie chciałem, spałaś dokładnie tyle ile chciałem.

-Megatron ci kazał mnie uśpić?

-Nie, Megatron chciał byś zginęła i był przekonany że tak było.

-Więc mnie uratowałeś. Po co?

-Bo tylko ty możesz uratować Cybertron.

-O czym ty mówisz?

-Nie słyszałaś o przepowiedni?

-Nie.

-Podobno tylko córka ostatniego może uratować Cybertron. Przepowiednie tą znali już pierwsi Primowie. Nie wiedzieli jednak o co w niej chodzi. Dopiero gdy wojna się zaczęła i został tylko jeden Prime zrozumiałem ją.

-Chcesz uratować planetę.

-Dokładnie.

-A Megatron wie?

-Owszem.

-Dlaczego mu powiedziałeś?!

-Bo inaczej byś zginęła. Gdy mu powiedziałem, to kazał cię wypuścić, ale dopiero po kilku dniach.

-Chyba powinnam ci podziękować.

-Nie trzeba. Próbowałem przeciągnąć Laserwave na stronę Autobotów, ale na próżno. Teraz ona chce powiedzieć Megatronowi, że nie chcę już być Decepticonem.

-W takim razie dołącz do nas.

-Żaden z Autobotów nie będzie miał do mnie zaufania.

-Przekonam ich.

-Ja tylko chcę aby Cybertron był znowu żyw…-Nagle ktoś strzelił Schockwavowi prosto w plecy. Gdy jego ciało upadło, jedyne co zobaczyłam to twarz Megatrona.

-Nie bierz sobie tego do serca. On chciał by Cyberytron był żywy i jego marzenie się spełni.

-Tak, ale ty Cybertronu nie dostaniesz.

-Jeszcze zobaczymy-nagle usłyszałam jak Optimus rozkazuje wszystkim iść w jego kierunku. Musiałam jakoś się stąd wyrwać.

-Walczysz, czy uciekasz?

-Ja nigdy nie uciekam od walki-Megatron ruszył w moją stronę, a gdy był już zaraz przy mnie kucnęłam i przeszłam pod nim. Zaczęłam biec w stronę Optimusa. Gdy biegłam usłyszałam jeszcze słowa Megatrona:

-Cybertron będzie mój!

-Tak, zobaczymy-i biegłam dalej. Po dwóch minutach dobiegłam do reszty drużyny. Ratchet otworzył nam most i wszyscy uciekliśmy do bazy.

Gdy byliśmy już w bazie, Ratchet opatrzył rany Wheiljacka. I znowu wszystko było dobrze. Wheiljack podszedł do mnie i powiedział.

-Tęskniłem za tobą-podeszłam jeszcze bliżej i przytuliłam go.

-Nie rób mi tego więcej.

-Obiecuję.

-Tylko tym razem dotrzymaj tej obietnicy-i tuliliśmy się parę dobrych minut.

piątek, 21 listopada 2014

Rozdział XIX - Nawet najtwardsi mają chwile kiedy potrzebuję klęknąć

Tęsknota, jest najgorszym bólem, ale bez niej, nie zrozumiemy miłości.
 
Nadal siedzę z Wheiljackiem na skraju Machu Picchu. Nadal czuję się tak magicznie. Nic nie może zepsuć mi tej chwili.

-Wheiljack, Blackstar-no nie! Tylko nie Ratchet!

-Tak doktorku-zgłosił się jackie.

-Musicie natychmiast wracać do bazy.

-Coś się stało-zapytałam.

-Wszystko wam wyjaśnię w bazie. Otwieram most-rzeczywiście, po chwili ujrzeliśmy most. Oboje ruszyliśmy w jego stronę. Gdy byliśmy już po drugiej stronie, zobaczyliśmy że wszystkie boty wpatrują się w coś na ekranie komputera. Podeszliśmy bliżej, a na ekranie głównego komputera ujrzeliśmy jak cony wykopują coś ze skał.

-Co one zbierają-zapytałam

-Nie wiemy. Są na terenie ludzkich terenów kampingowych, stąd mamy obraz z kamery tam umieszczonej.

-To co, czas iść na łowy-zaproponował jackie.

-Nie tym razem Wheiljack-powiedział Optimus-razem z resztą drużyny uzgodniliśmy że wyślemy jednego zwiadowcę, by odkrył co Decepticony wydobywają.

-Wybacz Optimusie, ale to głupi plan. To co wydobywają, to z pewnością energon.

-Nie mamy pewności wiemy że od tygodnia Decepticony kradną sprzęt z ludzkich laboratorium-powiedział Ratchet-ale nie wiemy po co. Do tego nadajnik na ich statku został wyłączony, więc nie znamy ich pozycji.

-Zadaniem zwiadowcy będzie odkryć co Decepticony zbierają, a także przyczepić im nadajnik-dodał Optimus.

-Ok, teraz to zaczyna przypominać plan. Kogo wyślecie-zapytałam.

-Wheljacka, jeśli nie ma nic przeciwko-zaproponował Optimus.

-No jasne że nie mam nic przeciwko-powiedział wesoło jackie - chętnie pójdę na tę misję-po tych słowach, Ratchet wręczył Wheiljackowi nadajnik i odpalił most. Ale ja musiałam jeszcze coś powiedzieć jackiemu.

-Wheiljack-zawołałam-muszę ci coś powiedzieć.

-Co takiego?

-Proszę, uważaj na siebie. Nie chce cię stracić.

-Nie stracisz, obiecuję-rzuciłam się Wheiljackowi na szyję i pocałowałam w policzek. On przytulił mnie jeszcze mocniej, a potem odszedł. Gdy zniknął, podeszłam szybko do komputera. Musiałam widzieć co się dzieje. Wpatrywałam się w ekran, a jednak nie zauważyłam Wheiljacka. Nagle, usłyszałam jego głos.

-Widzę co oni wykopują-powiedział.

-Energon? - zapytałam.

-Tak, ale czerwony.

-Niemożliwe-czerwony energon jest bardzo rzadko spotykany. Dzięki niemu, robot staje się szybszy.

-Muszą budować coś nap…-w jednej chwili, sygnał się urwał.

-Wheiljack? Jackie odezwij się-nie było ani chwili do stracenia-Ratchet, odpal most.

-Ale nie wiemy czy…

-Odpalaj, albo ja to zrobię! - ryknęłam, a Ratchet wykonał polecenie. Jeśli jackie ma kłopoty, a cony mają czerwony energon, to będę potrzebowała czegoś naprawdę silnego. Szybko pobiegłam w stronę Gwiezdnego Ostrza, które na razie stało obok głównego komputera. Podniosłam je z wielką łatwością, a ono zaczęło świecić. Gdy most się otworzył, ruszyłam jako pierwsza. Niestety gdy dotarłam na miejsce, Wheiljacka już nie było. Jedyne co zobaczyłam to oddalający się statek conów. Już chciałam do niego polecieć, ale Optimus mnie zatrzymał.

-Nie leć tam sama, proszę-kilka łez wypłynęło z mojego oka.

-Zgoda-ale i tak musiałam coś zrobić. Wzięłam wielki zamach i wypuściłam z ostrza energetyczną falę, która uderzyła w statek conów. To jednak nic nie dało. Po chwili, po statku nie było żadnego śladu. Padłam na kolana i zaczęłam płakać. Dopiero teraz zrozumiałam że Wheiljack był jedyną rzeczą jakiej brakowało mi do szczęścia. Był moją miłością.

 

Mija miesiąc od zniknięcia Wheiljacka. Próbujemy go namierzyć, ale na próżno. Decepticony też się nie pokazują. Nie mamy żadnego śladu.

-Blackstar-przyszła Fly. Tak dawno jej nie widziałam-dobrze się czujesz?

-Jest ok-jest jak najbardziej nie ok.

-Już wiem co się stało. Wybacz że tak długo mnie nie było.

-Masz swoje życie.

-Ale ty jesteś moją przyjaciółką. Powinnam cię wspierać w trudnych chwilach.

-Samo to że tu jesteś mi pomaga. Boty niby pocieszają, mówią że będzie dobrze, ale to tylko przypomina mi o bólu.

-Czasami, pomaga tylko płacz.

-Tobie pomaga?

-Tak. W końcu łzy to słowa, których serce nie potrafi powiedzieć-uśmiechnęłam się do Fly, a ta odwzajemniła uśmiech. Przez ten jeden moment znów czułam się szczęśliwa.

wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział XVIII - Prawdziwy przyjaciel


Czasem warto upaść, by zobaczyć kto cię złapie…

Postanowiłam wyjść. Uznałam że Optimus jednak mówił prawdę. Widziałam to w jego oczach. Wyszłam z celi i ruszyłam w kierunku głównego pomieszczenia bazy. Nie spieszyłam się. Szłam powoli. W pewnym sensie tylko dlatego że przez brak energonu zaczynałam tracić siły.

Doszłam do końca korytarza. W głównym pomieszczeniu były wszystkie boty. Zaraz gdy weszłam wszyscy skupili na mnie wzrok. Nic nie mówili. Patrzeli tylko tak, jakby chcieli przeprosić. Chciałam zrobić jeszcze te kilka kroków i podejść do Ratcheta by zażyć energon, ale nie starczyło mi już sił. Już po pierwszym kroku potknęłam się i zaczęłam upadać. Na szczęście w jednej chwili podbiegł do mnie Wheiljack i złapał.

-Mam cię-powiedział z troską w głosie.

-Dzięki jackie-Wheiljack zaprowadził mnie do Ratcheta, a ten od razu podał mi energon.

-To było bardzo głupie z twojej strony-powiedział doktorek-wiesz że energon trzeba zażywać najlepiej codziennie. Jeszcze trochę i nie skończyło by się tak dobrze.

-A tam, marudzisz doktorku-odpowiedziałam, a Ratchet westchnął.

-Jak poczujesz się lepiej, zabiorę cię gdzieś-zaproponował jackie.

-To bardzo miłe Wheiljack. Z chęcią.

-Dopiero za parę dni-wtrącił się Ratchet.

-Jak zwykle psujesz zabawę-powiedział Wheiljack.

-To nic jackie. Wyjdę kiedy będę chciała-Ratchet ponownie westchnął-a gdzie pojedziemy.

-To niespodzianka-na tych słowach rozmowa się skończyła. Ratchet skończył podawać mi energon, a ja od razu poczułam się lepiej. Nie czekałam ani chwili tylko wzięłam Wheiljacka pod pachę i pociągnęłam za sobą.

-Ratchet odpal mi most, tam gdzie cię prosiłem-wykrzyknął jackie, a Ratchet wykonał polecenie. Po chwili zobaczyłam most. Jacke uśmiechnął się i pobiegł w jego głąb. Moment potem zrobiłam to samo. To co zobaczyłam po drugiej stronie, zaparło mi dech w chłodnicy. Piękne góry w oddali, przepaść pod nami. Wszystko jak z bajki. Podeszłam do przepaści i spojrzałam, najpierw w dół, potem w górę. Naprawdę, widok był olśniewający.

-Podoba się?

-Jeszcze się pytasz? To najpiękniejsze miejsce jakie widziałam.

-Nazywa się Machu Picchu.

-Przepiękne to Picchu.

-Podobno to najlepiej zachowane miasto Inków-popatrzałam na Wheiljacka ze zdziwieniem-tak mówiła mi Fly-no jasne-to naprawdę fajna dziewczynka.

-Ja to od początku wiedziałam.

-Powiedziała mi też że tu, na ziemi, mówi się to tak-odwróciłam się do Wheiljacka - wszystkiego najlepszego Blackstar-jackie naprawdę mnie zaskoczył. Całkiem zapomniałam że mam dziś urodziny. Zrobił mi najlepszy prezent jakiego mogłam sobie życzyć-wiem że nie wypada pytać o wiek ale…

-Mam liczyć moją śpiączkę?

-Nie, w tym czasie byłaś w stanie kryjostazy, nie starzałaś się.

-Brałeś lekcje u Ratcheta czy co?

-Nie, Optimus mi tak powiedział.

-To też wiele wyjaśnia-zrobiłam krótką przerwę. Wzięłam oddech i  odpowiedziałam-w takim razie właśnie kończę 24 lata. Gdybym nie usnęła, kończyła bym już 32 ludzkie lata.

-Nie wiadomo-spojrzałam pytająco na Wheiljacka-w następnej bitwie w jakiej brałabyś udział, zginęłabyś.

-Co?! Dlaczego tak sądzisz?!

-Bo wszyscy w niej zginęli-ponownie spojrzałam na jackiego pytająco-clif został z Bumblebee i był przy jego operacji. W tym samym czasie reszta drużyny pojechała na kolejną misję. Zginęli wszyscy.

-Nie.

-Tak. Przez toksen.

-Toksen? - toksen to taka substancja trująca, taki kamień. W dużych ilościach może zabić w parę minut.

-Cony nawet nie walczyły. Patrzały tylko jak Autoboty ginęły.

-Nie mogę w to uwierzyć. Że nawet Decepticony posunęły się do czegoś takiego?

-Cony są bezwzględne.

-Czekaj chwilę. Do jednostki zawsze kogoś dołączano. Kto to był tym razem-jackie przez moment nie odpowiadał-jackie?

-Część Reckerów. W tym Bulkhead.

-O nie-Bulkhead był partnerem Wheiljacka. Jackie musiał naprawdę ciężko znieść jego stratę.

-Po stracie bulka, odłączyłem się od botów. Wróciłem dopiero wtedy, gdy zabiłem wszystkich, którzy przyczynili się do jego śmierci.

-Tradycyjna zemsta, zawsze pomaga.

-Tak, dokładnie-prze parę minut milczeliśmy-ale co, masz urodziny. Trzeba by się jakoś zabawić. Wstawaj.

-Co chcesz zrobić?

-Ja? Ja skoczyć, ty złapać mnie-zaraz po tych słowach jackie skoczył w przepaść.

-Wheiljack-zawołałam-idiota-wybiłam się i skoczyłam za nim. Szybko do niego doleciałam. Złapałam go i zmieniłam się w samolot. Trochę dziwnie się czułam bo jackie siedział między moimi skrzydłami. Była to dość krępująca pozycja-trzymaj się wariacie-ruszyłam do góry. Nie powiem, Weiljack był dość dużym obciążeniem. Gdy byłam już na szycie, zrzuciłam go z siebie, a idiota nadal się śmiał. Wylądowałam i zmieniłam się w robota. Już chciałam powiedzieć mu co myślę o jego zachowaniu kiedy złapał mnie za nogi i pociągnął do siebie. Potknęłam się i wylądowałam prosto na nim. Przez długi czas wpatrywaliśmy się jeden, w drugiego. Nic nie mówiliśmy. Nic nie robiliśmy, tylko wpatrywaliśmy się w siebie. Poczułam wtedy coś, ale nie wiem co. Myślę jednak, że on też to poczuł. Po paru minutach zeszłam z niego. Oboje usiedliśmy na skraju Machu Picchu i wpatrywaliśmy się w ten niesamowity widok.

-Boję się-powiedziałam

-Czego?

-Że już nigdy nie będę taka szczęśliwa jak teraz.

-Będziesz. Obiecuję ci to-uśmiechnęłam się do niego, położyłam swoją głowę na jego ramieniu, a rękę na jego ręce. Nigdy wcześniej nie czułam się tak dobrze, jak teraz.

czwartek, 2 października 2014

Rozdział XVII - Nurtujące pytania


Czasem osoby, które uważamy za bliskie, sprawiają nam największą przykrość…

Siedziałam w celi. Próbowałam znaleźć wyjście, ale na próżno. Nie było żadnych drzwi. Jedyną możliwością ucieczki był most. Próbowałam się skontaktować z bazą, ale to też nic mi nie dało. Zostało mi już tylko czekać.

Po paru godzinach zobaczyłam przed sobą most. Wyszło z niego jakieś sześć conów. Nie czekałam na zaproszenie tylko zaatakowałam. Strzelałam z moich blaserów do przeciwników z wielką precyzją. To była moja jedyna szansa. Gdy droga do mostu się opróżniła, wskoczyłam do niego. Wylądowałam na dachu statku. Na szczęście nikogo tam nie było. Szybko zmieniłam się w samolot i poleciałam do bazy.

Po parunastu minutach byłam już w bazie. Musiałam szybko powiedzieć Autobotom o tym co się działo.

-Laserwave jest zdrajczynią-zaczęłam

-Jak to-zapytał jackie

-Oszukała nas wszystkich. Tak naprawdę to zawsze była szpiegiem conów. Dostarczała im informacji o atakach botów.

-Jak mogliśmy się nie spostrzec-powiedziała Arcee

-Teraz mamy większy problem-zauważył Optimus-Laserwave zna położenie naszej bazy. Obawiam się, że musimy opuścić ją-wszyscy spuścili głowy. Ta baza przez parę dobrych lat zastępowała im dom. Teraz mają ten dom opuścić.

-Nie mamy gdzie się podziać-spostrzegłam.

-Mamy parę zapasowych miejsc na bazy-powiedział Ratchet-przeniesiemy tam sprzęt mostem i tyle.

-Nie mamy więc czasu do stracenia-po słowach Optimusa wszyscy zaczęli zbierać sprzęt w jednym miejscu i przenosić go mostem. Nie wiedzieliśmy ile czasu mamy.

Po paru godzinach wszystko było gotowe. Teraz zostało nam tylko opuścić ten dom. Ale musiałam coś jeszcze zrobić.

-Muszę wam zadać pytanie-wszyscy spojrzeli się na mnie-Laserwave powiedziała że powiedzieliście jej że tylko wam przeszkadzam, czy to prawda-wszyscy ponownie spuścili głowy-a więc jednak. Ratchet, pójdę jako pierwsza. Chcę mieć to z głowy-Ratchet otworzył most, a ja powoli przez niego przeszłam. Po drugiej stronie zobaczyłam naszą nową bazę. Była bardzo podobna do tej poprzedniej. Bardzo duża, gotowa na podłączenie sprzętu. Boty musiały już wcześniej, zaraz po ich przybyciu ją urządzić. Pytanie tylko po co?

Nie czekałam na resztę zespołu. Poszłam w głąb korytarza, takiego jak w poprzedniej bazie, tylko krótszego. Na końcu znalazłam Salę treningową i celę. Tam przynajmniej mogłam mieć spokój. Weszłam do niej i przymknęłam drzwi. Usiadłam na podłodze, skuliłam się i zaczęłam płakać. Czy naprawdę mój ojciec twierdzi że przynoszę mu wstyd?

Mija tydzień, a ja nadal siedzę sama w tej celi. Nie rozmawiałam z nikim. Nie zażywałam energonu. Zaczynam tracić siły, ale po co żyć? I tak wszyscy, na których mi zależało nie chcą mnie tu. Woleli mnie martwą.

-Blackstar-Optimus, co on tu robi-musisz zażyć energon.

-Po co? I tak nie chcę żyć.

-Posłuchaj mnie, wiem że jesteś smutna przez to co powiedzieliśmy o tobie ale…

-Optimusie, to już nawet nie jest smutek. To jest pustka. Myślisz że jak się teraz czuję? Mój ojciec mówi że przynoszę mu wstyd. To najgorsze, co mogło mnie spotkać.

-Przepraszam że przysporzyliśmy ci tyle bólu, ale nie możesz przez to być codziennie smutna.

-Ale ja nie jestem codziennie smutna. Ja po prostu jestem już zmęczona tą całą sytuacją.

-Możesz mi nie uwierzyć, ale to co o tobie mówiliśmy, to było o tym jaka kiedyś byłaś. Nie jaka jesteś teraz.

-Sama nie wiem czy mam w to wierzyć.

-Spróbuj, proszę.

-Muszę się nad tym wszystkim zastanowić. Proszę, zostaw mnie-po tych słowach Optimus odszedł. Naprawdę musiałam się nad tym porządnie zastanowić. Sama już nie wiem co mam robić. Wybaczyć-to nie takie trudne, ale mówią że sztuką jest wybaczać, a sztuką jest ponownie zaufać.

sobota, 20 września 2014

Rozdział XVI - Zdrada


Fałszywy przyjaciel może zranić bardziej niż największy wróg.

Zaczęłam otwierać oczy. Wszystko było zamazane. Spróbowałam wstać ale nie mogłam. Zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Było to laboratorium, w którym zobaczyłam Shockwava. Spróbowałam ponownie wstać, na próżno. Wtedy zdałam sobie sprawę że leżę na stole do tortur, że jestem do niego przypięta i że nie mam jak uciec. Nagle usłyszałam czyiś śmiech. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Laserwave. Śmiała się szyderczo i patrzała na mnie wrogim spojrzeniem.

-Proszę, proszę, wielka córka prima schwytana przez zwykłego decepticońskiego szpiega-Laserwave ponownie się zaśmiała. Zacisnęłam pięści ze złości.

-Jak mogłaś?! Ufałam ci! Wszyscy ufali!

-Zaufanie, przereklamowane uczucie.

-Od kiedy-zapytałam po krótkiej chwili.

-Od zawsze. Tak naprawdę od początku wojny dostarczałam Decepticonom cennych danych od Autobotów. Przekazywałam je kuzynowi, a on Megatronowi.

-Ty śmieciu. Dla mnie już nie istniejesz!

-Ty dla mnie nie istniejesz od początku naszej znajomości.

-Dlaczego tak mnie nienawidzisz?

-Jeszcze się pytasz?! Zawsze byłaś ode mnie lepsza. W walce, we wszystkim. Zawsze żyłam w twoim cieniu. Dlatego, bardzo ucieszyłam się gdy Decepticony kazały dostać się do waszej bazy i przyciągnąć cię tu.

-Czyli to wszystko, ta cała szopka, udawana walka, to wszystko było na pokaz?

-Arcee miała rację, jesteś bardzo domyślna. Wszyscy mieli o tobie rację. Każdy mi coś o tobie powiedział. Mówili że się rządzisz, że jesteś głupia i naiwna, że mają ciebie dość. Nawet twój ojciec twierdzi że przynosisz mu wstyd.

-Zamilcz! Nie wierzę ci!

-Lepiej uwierz, bo taka jest rzeczywistość-Laserwave na pewno nie mówiła prawdy. Chciałam jej powiedzieć coś wrednego ale w tym momencie do pomieszczenia wszedł Shockwave i Megatron.

-Wyjdź Laserwave, chcę porozmawiać z twoją przyjaciółką-zdrajczyni wyszła a Megatron podszedł do mnie-Znowu się spotykamy Blackstar.

-Niestety.

-Nie jesteś tu z mojej prośby, ale skoro tu jesteś to przydasz się na coś. Shockwave-Megatron zawołał Shockwava, a ten przyniósł ze sobą jakiś kabel.

-Czy wiesz co to jest-zapytał Shockwave

-Nie wiem, może lokówka?

-To łącze psycho kampowe. Pozwoli nam zajrzeć do twojego umysłu i dowiedzieć się paru potrzebnych informacji.

-Nie piszę się na to! Zabieraj ten kabel!

-Nie sądzę abyś miała jakiś wybór-to mówiąc Shockwave wpiął kabel do tyłu mojej głowy. W jednej chwili świat zawirował. Nie minęło pół minuty a straciłam przytomność.

Zaczęłam się budzić. Odczuwałam niewyobrażalny ból głowy. To się raczej rzadko zdarza robotowi. Nadal byłam zdezorientowana, ale usłyszałam rozmowę Shockwava z Megatronem.

-Mamy potrzebne informację-powiedział Shockwave.

-Doskonale. Za niedługo Autoboty będą już tylko wspomnieniem, a Cybertron będzie nasz. Bo jesteś pewien, że to zadziała?

-Całkowicie mój panie.

-W takim razie Greystar może zacząć walkę.

-Czy jesteś pewien że Autobot wygra?

-Oczywiście Shockwave. Greystar nie ma z nią żadnych szans-Megatron wyszedł, a do pomieszczenia weszły dwa cony. Uwolniły mnie, a potem zabrały ze sobą. Szliśmy dość długo. Po mniej więcej sześciu minutach cony wrzuciły mnie do jakiegoś pokoju. Wstałam z podłogi i zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Byłam tam tylko ja i Greystar. Byłam pewna że chce walczyć. Na szczęście siły mi już wróciły.

-Teraz czeka cię śmierć Blackstar.

-Jakoś nie mam ochoty ginąć-Greystar zaatakowała. Zrobiłam unik. Ręka mojej przeciwniczki wbiła się w ścianę. Pośpiesznie wyciągnęła ją i atakowała dalej. Robiłam szybkie uniki, a gdy nadarzyła się okazja atakowałam. Wiedziałam, że osoba, która kieruje się zemstom jest nieskoncentrowana. Znałam skądś to. Greystar powoli traciła siły. Teraz muszę zaatakować. Uderzyłam ją prosto w twarz, a tak odbiła się od ściany. Później uderzyłam w podbródek. Kopnęłam w brzuch i podcięłam. Zdenerwowana Greystar uruchomiła swoje blastery i zaczęła do mnie strzelać. Jedynym wyjściem była ucieczka. Zaczęłam biegać unikając przy tym strzałów, ale w końcu musiałam zadać ostateczny cios. Uruchomiłam swe ostrze, zrobiłam wyskok do tyłu i odcięłam Greystar głowę. Głowa odleciała od tułowia, które zaraz potem upadło. Walka była skończona. Teraz musiałam tylko się stąd wydostać. Gdy do pomieszczenia weszły cony by mnie zabrać szybko zastrzeliłam je moimi blasterami i zaczęłam biec w stronę wyjścia. Cony po drodze próbowały mnie zatrzymać, ale nawet nie zdążyły strzelić bo już były martwe. Już byłam tak blisko wyjścia gdy przede mną otworzył się most. Nie zdążyłam wyhamować i wpadłam do niego. Wylądowałam w celi na statku conów. W celi, bez wyjścia.

sobota, 13 września 2014

Rozdział XV - Misja zwiadowcza


A najbardziej boli wtedy gdy przyjaciel staje się wrogiem.

Mija tydzień od kąt Laserwave przybyła na ziemię. W tym czasie w bazie, bardzo zmieniła się atmosfera. Bumblebee bardzo spodobała się Laserwave i teraz ciągle z nią „rozmawia” i podrywa. Ostatnio, nawet wręczył jej drzewo. Wave jest bardzo sympatyczna i szybko zaprzyjaźniła się ze wszystkimi botami, ale najbardziej z bee. Ale cóż, trudno go nie lubić. Zmieniły się też stosunki między Wheiljackiem a Arcee. Na początku cee uważała że jackie jest porywczy i nieodpowiedzialny (w sumie to ma rację) oraz że będzie tylko sprawiał kłopoty. Jednak teraz bardzo się z nim zaprzyjaźniła. Często razem trenują i wybierają się na przejażdżki. Stali się naprawdę dobrymi przyjaciółmi.

Laserwave przybrała formę motoru Yamaha R1. Do bazy sprowadziliśmy jej statek, dzięki któremu zyskaliśmy parę przydatnych narzędzi oraz energon. Wszystko zaczęło się dobrze układać. Ojciec Fly często do nas wpadał. Tak szczerze to mu się nie dziwię. Jego córka spędza całe dnie z wielkimi robotami z kosmosu. Chyba każdy by się przejął. Do tego dowiedział się że jego córka ma nadprzyrodzone zdolności. Całe jego życie stanęło na głowie. Są też naprawdę wielkie plusy jego przybycia. Gdy upewni się że nie stanowimy zagrożenia dla ludzkości, to może nawet załatwi nam nietykalność wojska, a to by nam bardzo pomogło. Czasem energon jest w miejscach dostępnych dla ludzi. Nie możemy go wtedy wydobyć. Znajomość z ludźmi umożliwiła by nam to, bardzo pomogła. Zwłaszcza że teraz coraz trudniej o enrergon.

-Blackstar-zawołała mnie Laserwave-słyszałam że ostatnio ładnie załatwiłaś Megatrona. Podobno już się nie podniósł.

-Nie sądzę. Wychodził cało z dużo gorszych sytuacji.

-A może, byśmy to sprawdziły?

-Co-zapytałam z niedowierzaniem. Czy ona chce się wpakować do decetów? Wiem że ja sama już to kiedyś zrobiłam ale miałam plan. Nie sądzę aby Laserwave miała jakikolwiek plan.

-Podobno podstawiłaś conom nadajnik? Skoro znamy ich pozycję to możemy sprawdzić czy Megatron żyje.

-Co nam to da?

-Jeśli Megatron naprawdę nie żyje, to możemy zaatakować cony. Bez przywódcy są słabe.

-Ale co jeśli Megatron żyje.

-Wtedy go dobijemy-w sumie plan Laserwave był przekonujący. Tylko reszta botów nie mogła się o tym dowiedzieć. To będzie krótka misja zwiadowcza.

-Zgadzam się.

-W takim razie w drogę.

-Czekaj, musimy jakoś odwrócić uwagę botów.

-Pojechały po energon, a doktorek poszedł poćwiczyć. Mamy wolną drogę.

-Chyba od początku wiedziałaś że się zgodzę na tę misję-zapytałam retorycznie, a Laserwave przytaknęła.

Po chwili ruszyłyśmy w stronę mostu. Odnalazłam współrzędne statku conów i odpaliłam most. Razem z Laserwave wbiegłyśmy do mostu i znalazłyśmy się na statku Decepticonów. Miałyśmy szczęście bo w pobliżu akurat nie było żadnego decepta. Mogłyśmy działać. Przeszłyśmy do bloku medycznego i sprawdzałyśmy czy Megatron tam jest. Niestety tylko czasami trafiałyśmy jedynie na jakiegoś cona.

-Może sprawdzimy laboratoria-zasugerowałam Laserwave.

-Czemu nie, może nawet po drodze spotkamy Megatrona-Laserwave uśmiechnęła się, a potem ruszyłyśmy w stronę laboratorium. Nie zajęło nam to dużo czasu. Już po około dwóch minutach dotarłyśmy na miejsce. Zdziwiło mnie jedynie to, że po drodze nie spotkałyśmy żadnego cona. Wiem że zawsze pełno ich na korytarzach. Teraz, nie było żadnego.

-Chyba kogoś słyszę-wyszeptała Laserwave i wskazała na drzwi naprzeciwko niej. Podeszłam do nich, uruchomiłam blaster i otworzyłam je. Po drugiej stronie stał nie kto inny, tylko Shockwave. Wielki i masywny con stał przy komputerze i obliczał coś. Najpierw lekko obrócił jego czarno-fioletową głowę w naszą stronę, potem jego czerwone oko spotkało się z moimi. Poczułam dreszcz. Już miałam strzelić do robota, kiedy poczułam strzał w plecy. Był silny i bolesny. Upadłam na ziemię. Nie miałam sił by wstać. Zamknęłam oczy i zasnęłam.

wtorek, 2 września 2014

Rozdział XIV - Więzy rodzinne


Nie sztuką jest przejść przez życie, gdy wszystko sprzyja, sztuką jest iść przed siebie i nie ugiąć się nawet jeśli ciągle jest pod wiatr…

Ludzie zaczęli zbliżać się do naszego położenia. Nie chcieliśmy wykonywać żadnych gwałtownych ruchów by ich nie przestraszyć. Teraz staliśmy nieruchomo i czekaliśmy, aż któryś z ludzi przemówi. Nie stało się to jednak. Wszyscy ludzie obecni na miejscu także stali nieruchomo i bali się nas. Wszyscy posiadali jakąś broń. Po chwili nadjechały jakieś wielkie maszyny z długimi działami, a z jednego z nich wyszedł pewien znany mi człowiek.

-Jestem Generał George Rodgers-to ojciec Fly! Nie mówiła mi że jej ojciec jest generałem-poddajcie się a darujemy wam życie.

-Nie chcemy z wami walczyć-zaczął rozmowę Optimus-tylko wam pomóc.

-Ach tak? To po co zniszczyliście ten budynek i całą tę okolicę?!

-Ale to nie my-spróbowałam nas usprawiedliwić-tylko nasi wrogowie.

-Więc sprowadziliście tu waszych wrogów-zapytał ze złością generał.

-To nie nasza wina, przysięgam-postanowiłam podejść do generała i powiedzieć mu że jego córka może mu wszystko wyjaśnić, ale nie zrobiłam nawet pełnego kroku, gdy jedna z maszyn wystrzeliła w moją stronę. Oberwałam w ramię. Myślałam że nie zrani mnie zbytnio, a jednak ręka została naderwana. Ból był nie wyobrażalny.

-Nie kazałem strzelać-wykrzyknął generał do żołnierzy. Optimus spróbował do mnie podejść i mi pomóc, ale kolejna z maszyn wystrzeliła. Optimus się zasłonił, ale nie potrzebnie. Nad nami pojawiła się wielka, energetyczna tarcza.

-Oni nie są naszymi wrogami-była to Fly. Wyszła zza rogu i dołączyła do nas-oni są moimi przyjaciółmi.

-Fly, odsuń się od nich-powiedział ojciec dziewczyny i zbliżył się do niej.

-Oni nic mi nie zrobią tato, tobie też nie. Oni mi pomogli. Choć ze mną, a ci pokarzę-Fly podała rękę swojemu ojcu, a ten niepewnie ją złapał-Daj nam odejść.

-Odwrót-rozkazał generał żołnierzom, a my weszliśmy do mostu, który otworzył nam Ratchet.

Gdy znaleźliśmy się w naszej bazie, Fly wszystko wytłumaczyła swojemu ojcu, a Ratchet zaczął naprawiać moją rękę.

-Ładna baza-zaczęła Laserwave-bardzo przytulna.

-Może i przytulna, ale pełno tu braku sprzętu-zażartowałam a Laserwave się zaśmiała.

-Widzę że powrót z martwych dobrze ci służy.

-Miałam małą przerwę w walce więc musiałam trochę poćwiczyć. Ale ty jak widzę jesteś w formie.

-Jak zawsze.

-Powiedz, jak tu trafiłaś?

-Dzięki wiadomości Prima. Przez jakieś dwa lata byłam w martwej strefie. Dopiero tydzień temu dostałam tę wiadomość. Postanowiłam więc od razu tu przylecieć. Po drodze spotkałam niestety bardzo wkurzonego cona, który opóźnił moje przybycie. Walczyłyśmy, ale gdy Greystar poczuła że jej brat nie żyje, odleciała. Ponownie spotkałyśmy się dopiero przy atmosferze ziemskiej. Resztę już znacie.

-To miałaś ciekawą podróż.

-Bardzo-wtedy Ratchet skończył pracę nad moją ręką.

-To może teraz Laserwave znajdzie sobie drugą formę-zapytał Ratchet.

-Świetny pomysł-przyznałam mu rację-zaraz pokaże ci jak.

-Nie musisz. Świetnie wiem jak to zrobić. Zapomniałaś kim jestem-no tak. Jeszcze przed wojną Laserwave była asystentką Schocwava. Musiała więc dobrze wiedzieć o naszych transformacjach. Jeszcze jedno, Laserwave była nie tylko asystentką Shockwava, ale i jego kuzynką.