piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział XXIII - Regeneracja


Nie płaczemy dlatego, że jesteśmy słabi. Płaczemy bo byliśmy silni zbyt długo.

Razem z Optimusem szliśmy do reszty botów. Gdy Decepticony, które po drodze mijaliśmy zobaczyły fioletowy, mroczny energon Megatrona, zaczęły się wycofywać do kapsuł. Statek Decepticonów był nasz. Reszta Autobotów sama do nas przybiegła. Nic nie mówiliśmy. Tylko ja i Wheiljack przytuliliśmy się. Potem Ratchet otworzył most i dołączył do nas. Opatrzył Optimusa na jednej z sali medycznych na statku. Dotrzymywałam mu wtedy towarzystwa. Chciałam się przy tym pożegnać.

-Wiesz że cię kocham Optimusie.

-Wiem, ja ciebie też-podeszłam do niego i pocałowałam w policzek-żegnaj tato-wyszłam z sali musiałam się pożegnać jeszcze z dwoma osobami-Fly-zawołałam dziewczynę

-Blackstar, nie widziałam tego, ale słyszałam że nieźle załatwiłaś Megatrona. Opowiesz mi jak to dokładnie zrobiłaś?

-Chcę ci tylko powiedzieć że, byłaś moją najlepszą przyjaciółką-powiedziałam nie zważając na pytanie-żegnaj-odeszłam, a dziewczyna zrobiła się smutniejsza. Zostało tylko najgorsze.

-Blackstar-Wheiljack podszedł do mnie-tak się cieszę że to już koniec.

-Ja też, ale muszę ci jeszcze coś powiedzieć.

-Co? Coś się stało?

-Kocham cię Wheiljack. Chciałabym z tobą być ale nie mogę.

-Dlaczego tak mówisz?

-Pamiętaj o tym, co ci powiedziałam. Byleś najlepszą rzeczą, jaka mnie spotkała-zaczęłam oddalać się w stronę kapsuł a kilka łez wypłynęło z mego oka.

-Czekaj co robisz?

- Żegnaj Wheiljack-wsiadłam do kapsuły i poleciałam. To pożegnanie, było najtrudniejszą rzeczą jaka mnie w życiu spotkała, ale nie chciałam już o tym myśleć. Teraz najważniejsze było przylecieć na Cybertron. Parę łez poleciało jeszcze z moich oczu. Nie mogłam się teraz jednak wycofać. Ustaliłam trasę w kapsule i usnęłam.

Zaczęłam się budzić. Oznaczało to że dotarłam na miejsce. Otworzyłam kapsułę i poleciałam w stronę rdzenia Cybertronu. Wleciałam do środka i wymówiłam słowa przepowiedni.

-Jeśli iskra Cybertronu zgaśnie, jeśli świata już nie będzie,

Tylko córka ostatniego, ponownie zaświecić ją móc będzie.

Będzie mogła wtedy wszystko, schronić lud planety,

Lub ożywić jeśli trzeba, najmłodsze nawet dzieci.

Lecz znać musi to ryzyko, bo nie będzie już odwrotu,

Gdy iskra Cybertronu znów zaświeci, ona zgaśnie bez powrotu!

Gdy skończyłam, zaczęłam unosić się w powietrzu. Poczułam że za chwilę stanę się nową iskrą Cybertronu. Pochyliłam głowę, rozłożyłam ręce i wleciałam do środka rdzenia. Wtedy nadszedł czas na ożywienie Autobotów. Pomyślałam o tym, a zaraz potem całe pomieszczenie wypełniło się światłem, które powędrowało w świat. Cały Cybertron został ożywiony.

Nazywam się Blackstar Prime. To była moja historia. Historia o poświęceniu, miłości i wojnie o przyszłość Ziemi i Cybertronu. To już jest jej koniec. Planeta została odbudowana. Mieszkańcy uratowani. Władzę sprawował Optimus, a mnie zapamiętano jako wybawicielkę i klejnot Cybertronu. Jego gwiazdę. Czarną, gwiazdę…
 
Na tym kończymy to opowiadanie. Proszę napiszcie czy wam się podobało i czy chcecie bym zaczęła pisać nowego bloga.
Pozdrawiam i Wesołych Świąt!
***Niki***

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział XXII - Ostatni bój


Są w życiu sytuacje, w których musisz sobie powiedzieć "dam radę" i iść dalej.

Razem z resztą mojej drużyny biegliśmy szukać Megatrona. Po drodze zabijaliśmy cony, które stawały nam na drodze. Wreszcie dotarliśmy na mostek. Nie było tam jednak Megatrona, tylko Soundwave. Stał przy głównym komputerze conów razem z jakimiś dwudziestoma deceptami. Ruszyliśmy na nich. Część załatwiłam blasterami, a drugą część Gwiezdnym Ostrzem. Gdy już nie było żadnego, ruszyliśmy na Soundwava. Było trzech na jednego, ale on jest nie przewidywalny. Soundwave wypuścił swoich małych pomocników na Arcee i Bumblebee. Latający Laserbreak ruszył na Arcee, a ta strzelała do niego z blasterów. Rumble skoczył za to na Bumblebee i uderzał swoimi wielkimi dłońmi o nogi bee. Byli może i mali, ale strasznie wkurzający. Miałam już walnąć Soundwava kiedy ten otworzył przede mną most. Cofnęłam się, ale on niespodziewanie wyłączył go. Wtedy zobaczyłam za sobą drugi most. Zadzwoniłam do Ratcheta.

-Jednak zdecydowałeś się przyjść?

-Nie ja-Nagle z mostu wyłoniła się Fly w tym jej stroju na Halloween. Zapomniałam że już od tylu miesięcy ćwiczyła te moce. Najwyraźniej uznała że jest już gotowa, a ja jej ufam. Fly podleciała do Soundwave.

-Teraz uważaj, będzie mały pokaz. Windu-krzyknęła, a po chwili zebrał się wielki wiatr. Soundwave wylądował na głównym komputerze, a Fly podleciała do niego-mały może dużo-wtedy con uderzył Fly ręką, a ona odleciała na drugi koniec pomieszczenia-tak pogrywasz? Nie wiesz jeszcze z kim zadzierasz-Fly niespodziewanie zaczęła rosnąć. Po paru sekundach była już mojego wzrostu-i co powiesz teraz? Schock-ponownie wykrzyknęła zaklęcie, a w Soundwava uderzyło tak wiele piorunów że nie byłam w stanie naliczyć. W tym czasie Arcee i Bumblebee rozprawili się z pomocnikami Soundwava. Po jakiejś minucie Soundwave padł.

-Ładnie mała-zawołałam i podeszłam do Fly.

-Dzięki. Trochę się uczyłam tych zaklęć.

-Ale ci wyszły-dodała cee.

-Ruszajmy, musimy znaleźć Megatrona.

-Nie wydaję mi się-niespodziewanie, w pomieszczeniu pojawiła się Laserwave-nie wyjdziecie stąd.

-Posłuchaj mnie Laserwave, nie musimy tego robić-powiedziałam

-Ależ musimy, to nieuniknione.

-Wiem że chodzi ci tylko o mnie. Pozwól reszcie odejść.

-Zgoda, możecie iść.

-Ale Blackstar…

-Nic mi nie będzie Fly-nastolatka kiwnęła porozumiewawczo głową i poszła dalej z resztą botów. Wtedy ja stanęłam do walki z Laserwave. Zdrajczyni rzuciła się na mnie i zaczęła uderzać pięściami. Robiłam szybkie uniki, a gdy wreszcie Laserwave zmęczyła się uderzyłam ją z całej siły prosto w twarz. Laserwave odleciała na koniec pomieszczenia, ale bardzo szybko się pozbierała. Uruchomiła swoje laserowe ostrza i ruszyła na mnie. Ja wzięłam Gwiezdne ostrze i również przystąpiłam do ataku. Nasze bronie były prawie równe potęgą. Laserwave miała szanse. Wzięła zamach uderzyła jej ostrzem o moje. Zrobiła się wtedy taka dziwna energetyczna aura. Nie zważałyśmy jednak na to, tylko dalej walczyłyśmy.

-Twojego kuzyna zabił Megatron, jak możesz mu teraz służyć-zapytałam nadal atakując.

-Nigdy go nie lubiłam. Nauczył mnie paru rzeczy, ale potem tylko sprawiał problemy.

-Jak możesz, to twoja rodzina!

-Ja nie potrzebuję rodziny, ale ty aż za bardzo-przez tą rozmowę nie byłam skoncentrowana. Laserwave to zauważyła i uderzyła mnie w podbródek. Upadłam, a ona miała mnie na celowniku-myślisz że jesteś taka idealna? Nie, nie jesteś-Laserwave kopnęła mnie w brzuch i w twarz-zawsze dostawałaś wszystko! Zawsze byłaś lepiej traktowana jako córka Prima, ale nie słusznie! Teraz za to wszystko zapłacisz-nie miałam już sił by walczyć, ale co mogłam zrobić. Dam radę, muszę dać sobie radę.

-Wiem, że kiedyś byłam arogancka i dostawałam wszystko, choć na to nie zasłużyłam. Przepraszam cię że cierpiałaś przeze mnie, ale wiedz że byłaś moją przyjaciółką. Skoro teraz jesteś inna, to nie mam wyboru-uderzyłam łokciem w kolano Laserwave, ona ugięła się, a ja szybko wstałam. Uderzyłam ją prosto w twarz, potem kopnęłam w brzuch. Ponownie odleciała na koniec pokoju. Szybko pobiegłam po Gwiezdne Ostrze, wzięłam je i skoczyłam na Laserwave. Miecz przebił ją na wylot. Laserwave, została już tylko wspomnieniem.

-Blackstar-nagle Arcee się odezwała.

-Co się stało?

-Optimus potrzebuje twojej pomocy. Walczy z Megatronem na dachu statku.

-Już lecę-trzymaj się tato, zaraz będę. Zrobiłam mieczem dziurę w ścianie, zmieniłam się w samolot i poleciałam na dach. Optimus rzeczywiście walczył z Megatronem, ale przegrywał. Wylądowałam i zmieniłam się w robota-Zostaw go!

-Blackstar, nareszcie. Czekałem na ciebie. Chciałem żebyś widziała jak zabijam twojego ojca.

-To się nie stanie.

-W takim razie co, walka? Zgoda, ale bez Gwiezdnego Ostrza. To przecież było by nie fair.

-Zgoda-odłożyłam Gwiezdne ostrze i ruszyłam na Megatrona. Uruchomiłam swoje ostrza i zaczęłam walkę. Megatron odpierał moje ataki, ale się nie poddawałam. Wykonywałam szybkie i precyzyjne ruchy ale to i tak nic nie dawało bo on nadal je odpierał. W pewnym momencie, gdy Megatron siłował się ze mną na miecze, moje ostrza pękły pod naciskiem jego miecza. Megatron uderzył mnie z całej siły w brzuch, a ja z bólu uklękłam. Poczułam zimne ostrze Megatrona na swoim ramieniu.

-Teraz będziesz patrzeć Blackstar, jak twój ojciec ginie-Megatron zaczął się oddalać w stronę Optimusa. Żeby go uratować. Naprawdę musiałam wziąć się w garść.

-Megatronie-zawołałam, a lord Decepticonów odwrócił się w moją stronę-nazywam się, Blackstar Prime i jestem wybrana - pokazałam Megatronowi dłoń z pierścieniem, a on zaniemówił. Później z powrotem uruchomiłam ostrza, które po chwili zaczęły odrastać-ty nie stanowisz dla mnie zagrożenia - skoczyłam jak najwyżej mogłam, wyciągnęłam ręce do przodu i leciałam w stronę Megatrona. On ani drgnął. Gdy już byłam przy nim, ostrza swe skierowałam w jego klatkę piersiową. Przebiły go, a iskra Megatrona zaczęła powoli gasnąć-żegnaj Megatronie. To było za moją matkę, za Clifjumpera, za Cybertron-potem podeszłam do Optimusa. Pomogłam mu wstać i oboje ruszyliśmy do reszty botów.

piątek, 5 grudnia 2014

Ogłoszenie parafialne

Hej. Zostały tylko dwa ostatnie rozdziały. Coś szybko to poszło :-) Będę je wstawiała co tydzień w piątek. Jeżeli zaś chodzi o Powrót Galvatrona to na razie stoję w miejscu. W ogóle nie mam pomysłu na nowe rozdziały. Chcę też żebyście wiedzieli, że pracuję nad nowym opowiadaniem o Transformers. Proszę was o opinie czy mam już zacząć tworzyć nowego bloga czy powinnam się wstrzymać. Z nowego opowiadania mam 4 rozdziały + prolog. To od was zależy kiedy wstawię je na bloga. Do przeczytania za tydzień ;-)
Pozdrawiam
***Niki***

Rozdział XXI - Przepowiednia


Odważny, to nie ten, który się nie boi, ale ten, który mimo strachu podejmuje wyzwanie.

Minęło parę dni od kąt jackie wrócił. W tym czasie jeszcze bardziej się do siebie zbliżyliśmy. Rozmawialiśmy i słuchaliśmy piosenek, które przez tak długi czas pomagały mi w trudnych chwilach. Wheiljack musiał odzyskać siły więc nigdzie nie jeździliśmy. Nie powiedziałam też nikomu o przepowiedni. Najpierw musiałam mieć pewność że jest prawdziwa. Musiałam porozmawiać z Fly, może ona zna się na przepowiedniach? Postanowiłam złożyć jej wizytę. Zmieniłam się w motor i pojechałam. Baza, tak jak poprzednia znajdowała się w podziemiu, najprawdopodobniej niedaleko poprzedniej.

Po paru minutach byłam na miejscu. Podjechałam pod okno pokoju dziewczynki i zmieniłam się w robota. Nastolatka od razu mnie zauważyła. Podeszłą do oka i otworzyła je.

-Blackstar, co ty tu robisz?

-Muszę cię o coś zapytać.

-Pytaj, śmiało.

-Czy masz może jakąś książkę z przepowiedniami-nastolatka przez chwilę zastanawiała się.

-Nie, ale chyba mam coś takiego-dziewczyna podeszła do regału z książkami-ta jest o kosmitach. Kupiłam ją w księgarni. Na początku nie byłam pewna czy jest prawdziwa, ale potem znalazłam tam rozdział o
Cybertronie. Znalazłam tam też rozdział o kosmitach zwanych Mistiks. Żyją na planecie Mistik i mają, moje zdolności.

-To niesamowite Fly! Wreszcie dowiedziałaś się kim jesteś i to bez mojej pomocy.

-Tak, piszą też, że na tej planecie żyje tylko płeć żeńska. Dlatego Mistiksy wylatują w poszukiwaniu partnera na inną planetę. Moja mama musiała był Mistiksą i ona wybrała ziemię.

-To naprawdę wiele wyjaśnia.

-Cieszę się teraz że kupiłam tę książkę. Mam nadzieję że pomoże i tobie-Fly wyciągnęła z regału wielką, starą księgę. Miała brązową oprawę, a na okładce był płomyk w odcieniu ciemnej czerwieni. Dziewczyna podała mi książkę i usiadła na krześle obok biurka. Teraz mogłam dokładnie przyjrzeć się jej pokojowi. Był dość durzy. Ściany i sufit były pomalowane na purpurowo. Było widać że są odnowione. Podłoga była drewniana. Jasny odcień sosny pasował do ciemnych ścian. Do tego na podłodze było wiele dywaników w różnych kolorach i wzorach. Był okrągły, pomarańczowy dywanik z pieskiem, był kwadratowy, niebieski w czerwone kropki oraz prostokątny, fioletowy dywan na środku pokoju z wielkim krukiem pośrodku. Na suficie wisiały 4 lampy, a z każdej z nich zwisały jakieś płyty. Łóżko Fly wyglądało bardzo nowocześnie. Długie, białe, z szafkami pod sobą. Wydłużony koniec pozwalał na spanie z oby dwóch stron. Pościel była czarna, w fioletowe romby i białe czaszki. Obok łóżka stały dwie drewniane etażerki, a na nich dwie lampki nocne. Były w kształcie świec, ale miały normalne żarówki. Obok jednej z nich, po prawej stronie stał elektryczny, szary budzik. Obok etażerki, z lewej stał wielki regał z książkami, a z prawej sosnowe biurko. Na biurku leżały książki do szkoły, piórniki oraz laptop. Na ścianie z prawej było wielkie lustro, a obok niego radio i ciężarki. Przy lewej ścianie stały dwie czarne, długie sofa. Jedna stała obok ściany, a druga za regałem. Przed drugą sofą stała wielka plazma. Jednym słowem pokój Fly był niesamowity.

-Jeśli pozwolisz, książkę oddam ci za parę dni-poprosiłam.

-Jasne.

-Dzięki-Zmieniłam się w samolot i ruszyłam do bazy.

Chwilę później byłam już w bazie. Zmieniłam się w robota i ruszyłam w stronę Sali treningowej. Szłam korytarzem i zastanawiałam się przy tym czy w księdze znajdę to, czego szukam. Gdy dotarłam na miejsce, usiadłam w kącie i delikatnie otworzyłam książkę na pierwszej stronie. Pojawiło się na niej coś dziwnego. Tylko dwa słowa- „Podaj rasę”. Nie wiedziałam o co chodzi, ale wykonałam polecenie.

-Cybertroniańczyk-powiedziałam, a po chwili z księgą zaczęło się dziać coś dziwnego . Zaczęła się świecić i rosnąć. Po chwili nie przypominała już tamtej książki. Przypominała teraz książkę z Cybertronu, również w środku. Była cała mechaniczna, a ziemskie litery zastąpiły cybertroniańskie hieroglify-ale to magiczne - powiedziałam sama do siebie. Sprawdziłam spis treści. Były tam pierwsze dzieje cybertronu, pierwsi Primowie oraz przepowiednie cybertroniańskie. Otworzyłam ją na rozdziale o przepowiedniach i zaczęłam szukać tej, która mnie interesuje. Było tego sporo. Po jakiejś minucie znalazłam. Bałam się ją odczytać, ale musiałam. Brzmiała dokładnie tak:

-Jeśli iskra Cybertronu zgaśnie, jeśli świata już nie będzie,

Tylko córka ostatniego, ponownie zaświecić ją móc będzie.

Będzie mogła wtedy wszystko, schronić lud planety,

Lub ożywić jeśli trzeba, najmłodsze nawet dzieci.

Lecz znać musi to ryzyko, bo nie będzie już odwrotu,

Gdy iskra Cybertronu znów zaświeci, ona zgaśnie bez powrotu

Gdy skończyłam czytać przepowiednię, księga ponownie się zaświeciła. Cały pokój wypełnił się światłem. Zamknęłam oczy, ale nawet wtedy światło je raziło. Kiedy wreszcie zgasło otworzyłam oczy. To co zobaczyłam mnie zdziwiło. Zamiast księgi, na podłodze leżał pierścień Solusy Prime, wynalazczyni wielkich maszyn. Pierścień ten, dostała tak jakby od Pierwszych Primów. Legenda głosi, że tylko na prawowitej do jego noszenia osobie, pierścień zaświeci. Pierwszy raz zaświecił na palcu właśnie Solusy Prime. Delikatnie podniosłam go i obejrzałam. Wyglądał normalnie. Był niebieski, w sam raz na każdy palec. Zrobiłam głęboki wdech i włożyłam go na palec wskazujący u prawej ręki. Po chwili pierścień zaświecił.

-Jejku-wtedy ktoś odezwał się w megafonie.

-Wszystkie Autoboty do sali głównej - był to Optimus. Musiałam ściągnąć pierścień, inaczej go zauważy. Ciągnęłam go jak najmocniej mogłam, ale i tak nie chciał zejść. No nic, mam nadzieję że Optimus go nie zauważy. Szybko ruszyłam w stronę głównej sali. Gdy dotarłam wszyscy już tam byli.

-Z tego co mi powiedziałaś Blacklstar zrozumiałem że na statku Decepticonów nie ma ani Shockwava, ani Greystar-upewnił się Optimus.

-Dokładnie tak-odpowiedziałam.

-Myślę więc że już czas na ostateczny atak-wszyscy spojrzeliśmy na Optimusa-jesteśmy silni, zgrani, a Decepticony miały ostatnio braki energonu. To doskonały moment by zaatakować. Jeśli ktoś sprzeciwia się, niech wystąpi-nikt się nie sprzeciwiał-podczas naszego ostatniego pobytu na statku Decepticonów udało nam się założyć nadajnik. Możemy się tam spokojnie dostać. Autoboty, przygotować się.

-Będę wszystko słuchać stąd-dodał Ratchet. Oczywiście doktorek musi zostać. Wszyscy przygotowywali się do drogi. Podeszłam do Gwiezdnego Ostrza. Zastanawiałam się, czy na pewno jestem go godna?

-Weź je-usłyszałam kogoś za sobą. Był to Optimus-jest stworzone dla ciebie.

-Uważasz-Optimus pokiwał głową, a ja uśmiechnęłam się do niego. Wzięłam Gwiezdne Ostrze i podeszłam do mostu, który przed chwilą otwarł nam Ratchet.

-Autoboty, biegiem-zawołał, a my ruszyliśmy. Gdy przeszliśmy już na drugą stronę, zauważyłam że jesteśmy w lochach. Było to najlepsze miejsce do otwarcia mostu. Nie było tam żadnych conów-posłuchajcie mnie, naszym celem jest dotrzeć do Megatrona. Jeśli on zginie Decepticony się wycofają. Musimy się rozdzielić. Blackstar, Arcce i Bumblebee, wy pójdziecie w prawo. Ty i ja Wheiljack, w lewo. Ruszamy.

-Zaczekaj Wheiljack-zawołałam.

-Co się stało?

-Jeśli nie wyjdziemy z tego cali, to musisz coś wiedzieć. Wierzę, że,
byłeś najlepszą rzeczą, która kiedykolwiek mi się przydarzyła-po tych słowach, nachyliłam się na Wheiljackiem i pocałowałam go-żegnaj. Ruszamy-i razem z cee i bee ruszyliśmy na poszukiwanie Megatrona.

niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział XX - Na ratunek


Trzeba coś stracić, by coś docenić. Żeby odzyskać, trzeba się zmienić.

Mija kolejny miesiąc, a Wheiljacka nadal nie ma. Optimus nie pozwala mi go szukać, ale jeśli będzie trzeba to zignoruję jego zakaz. Fly przychodzi coraz częściej. Ostatnio trochę się zmieniła. Jej długie, czarne włosy stały się krótkie. Obcięła je tak że długa grzywka zasłania połowę twarzy, a reszta włosów była tylko za uszy. Zrobiła sobie również pasemka na grzywce w jej ulubionym kolorze - fioletowym. Jej styl ubierania również się zmienił. Zwykle chodziła ubrana cała na czarno. Teraz ubiera się na różne kolory. Wczoraj była ubrana w niebieski rurki z dziurami, czarna bluzkę z napisem „Peace”, niebieską ramonezkę oraz czarne glany. Stała się inna.

Dziś jest dla nas wszystkich wielki dzień. Ojciec Fly, generał George załatwił nam nietykalność wojska. Tylko jedna rzecz się nie układa.

-Blackstar!

-Co się stało Fly?

-Myślę że mogę znaleźć Wheiljacka!

-Naprawdę, ale jak?!

-Jeśli masz jakąś jego rzecz to mogę go namierzyć.

-To morze jego bombę?

-Może być, daj mi ją-pobiegłam szybko po bombę jackiego do schowka w głównej sali. Wyciągnęłam ją i wróciłam do Fly-teraz muszę zostać sama-kiwnęłam porozumiewawczo głową i poszłam do reszty botów.

Po jakiś trzech minutach Fly przyszła do głównej sali, podeszłą do komputera i wpisała współrzędne dla mostu. Po chwili most już był otwarty. Wszyscy (oprócz Ratcheta) stanęli przed mostem i czekali na rozkaz. Wreszcie Optimus powiedział:

-Transformacja i jazda-a my zmieniliśmy się w pojazdy ruszyliśmy. Gdy znaleźliśmy się na statku powitała nas gromadka conów. Szybko ich rozwaliliśmy i zaczęliśmy szukać Wheiljacka. Pokazałam wszystkim gdzie jackie mógł by być.

-Może być na sali tortur lub w celi.

-Podzielimy się na dwa składy-zaproponował Optimus-Blackstar, pójdziesz z Bumblebeem na sale tortur, a ty ze mną do celi Arcee-wszyscy ruszyli w swoją stronę. Po drodze spotykaliśmy z bee małe przeszkody, ale one nie zatrzymywały nas na długo. Po paru minutach dotarliśmy na miejsce. Gdy weszliśmy na salę tortur, zobaczyliśmy tam Wheiljacka i Shockwava. Jackie był ledwie żywy potrzebował szybkiej pomocy medyka.

-Bee, uwolnij jackiego - zawołałam - Shockwave jest mój-ruszyłam na Shockwava, a on na mnie. Próbował uderzyć mnie pięścią, ale zrobiłam unik. Potem ja chciałam go uderzyć, ale złapał mnie za rękę i przerzucił przez ramię. Wylądowałam na ścianie i kątem oka zobaczyłam jak bee uwalnia Wheiljacka - zabierz go stąd bee-powoli wstałam. Poczekałam aż bee i jackie wyjdą i dopiero gdy to się stało, zaatakowałam. Najpierw uderzyłam wava w brzuch, potem w podbródek, a na koniec podcięłam go.

-Myślisz że możesz mnie pokonać-zapytał Shockwave.

-Nie jesteś wyjątkowy wave.

-A jednak na Cybertronie dałaś się złapać w moją pułapkę.

-Co?

-Stanęłaś dokładnie tam gdzie chciałem, wpadłaś dokładnie tam gdzie chciałem, spałaś dokładnie tyle ile chciałem.

-Megatron ci kazał mnie uśpić?

-Nie, Megatron chciał byś zginęła i był przekonany że tak było.

-Więc mnie uratowałeś. Po co?

-Bo tylko ty możesz uratować Cybertron.

-O czym ty mówisz?

-Nie słyszałaś o przepowiedni?

-Nie.

-Podobno tylko córka ostatniego może uratować Cybertron. Przepowiednie tą znali już pierwsi Primowie. Nie wiedzieli jednak o co w niej chodzi. Dopiero gdy wojna się zaczęła i został tylko jeden Prime zrozumiałem ją.

-Chcesz uratować planetę.

-Dokładnie.

-A Megatron wie?

-Owszem.

-Dlaczego mu powiedziałeś?!

-Bo inaczej byś zginęła. Gdy mu powiedziałem, to kazał cię wypuścić, ale dopiero po kilku dniach.

-Chyba powinnam ci podziękować.

-Nie trzeba. Próbowałem przeciągnąć Laserwave na stronę Autobotów, ale na próżno. Teraz ona chce powiedzieć Megatronowi, że nie chcę już być Decepticonem.

-W takim razie dołącz do nas.

-Żaden z Autobotów nie będzie miał do mnie zaufania.

-Przekonam ich.

-Ja tylko chcę aby Cybertron był znowu żyw…-Nagle ktoś strzelił Schockwavowi prosto w plecy. Gdy jego ciało upadło, jedyne co zobaczyłam to twarz Megatrona.

-Nie bierz sobie tego do serca. On chciał by Cyberytron był żywy i jego marzenie się spełni.

-Tak, ale ty Cybertronu nie dostaniesz.

-Jeszcze zobaczymy-nagle usłyszałam jak Optimus rozkazuje wszystkim iść w jego kierunku. Musiałam jakoś się stąd wyrwać.

-Walczysz, czy uciekasz?

-Ja nigdy nie uciekam od walki-Megatron ruszył w moją stronę, a gdy był już zaraz przy mnie kucnęłam i przeszłam pod nim. Zaczęłam biec w stronę Optimusa. Gdy biegłam usłyszałam jeszcze słowa Megatrona:

-Cybertron będzie mój!

-Tak, zobaczymy-i biegłam dalej. Po dwóch minutach dobiegłam do reszty drużyny. Ratchet otworzył nam most i wszyscy uciekliśmy do bazy.

Gdy byliśmy już w bazie, Ratchet opatrzył rany Wheiljacka. I znowu wszystko było dobrze. Wheiljack podszedł do mnie i powiedział.

-Tęskniłem za tobą-podeszłam jeszcze bliżej i przytuliłam go.

-Nie rób mi tego więcej.

-Obiecuję.

-Tylko tym razem dotrzymaj tej obietnicy-i tuliliśmy się parę dobrych minut.

piątek, 21 listopada 2014

Rozdział XIX - Nawet najtwardsi mają chwile kiedy potrzebuję klęknąć

Tęsknota, jest najgorszym bólem, ale bez niej, nie zrozumiemy miłości.
 
Nadal siedzę z Wheiljackiem na skraju Machu Picchu. Nadal czuję się tak magicznie. Nic nie może zepsuć mi tej chwili.

-Wheiljack, Blackstar-no nie! Tylko nie Ratchet!

-Tak doktorku-zgłosił się jackie.

-Musicie natychmiast wracać do bazy.

-Coś się stało-zapytałam.

-Wszystko wam wyjaśnię w bazie. Otwieram most-rzeczywiście, po chwili ujrzeliśmy most. Oboje ruszyliśmy w jego stronę. Gdy byliśmy już po drugiej stronie, zobaczyliśmy że wszystkie boty wpatrują się w coś na ekranie komputera. Podeszliśmy bliżej, a na ekranie głównego komputera ujrzeliśmy jak cony wykopują coś ze skał.

-Co one zbierają-zapytałam

-Nie wiemy. Są na terenie ludzkich terenów kampingowych, stąd mamy obraz z kamery tam umieszczonej.

-To co, czas iść na łowy-zaproponował jackie.

-Nie tym razem Wheiljack-powiedział Optimus-razem z resztą drużyny uzgodniliśmy że wyślemy jednego zwiadowcę, by odkrył co Decepticony wydobywają.

-Wybacz Optimusie, ale to głupi plan. To co wydobywają, to z pewnością energon.

-Nie mamy pewności wiemy że od tygodnia Decepticony kradną sprzęt z ludzkich laboratorium-powiedział Ratchet-ale nie wiemy po co. Do tego nadajnik na ich statku został wyłączony, więc nie znamy ich pozycji.

-Zadaniem zwiadowcy będzie odkryć co Decepticony zbierają, a także przyczepić im nadajnik-dodał Optimus.

-Ok, teraz to zaczyna przypominać plan. Kogo wyślecie-zapytałam.

-Wheljacka, jeśli nie ma nic przeciwko-zaproponował Optimus.

-No jasne że nie mam nic przeciwko-powiedział wesoło jackie - chętnie pójdę na tę misję-po tych słowach, Ratchet wręczył Wheiljackowi nadajnik i odpalił most. Ale ja musiałam jeszcze coś powiedzieć jackiemu.

-Wheiljack-zawołałam-muszę ci coś powiedzieć.

-Co takiego?

-Proszę, uważaj na siebie. Nie chce cię stracić.

-Nie stracisz, obiecuję-rzuciłam się Wheiljackowi na szyję i pocałowałam w policzek. On przytulił mnie jeszcze mocniej, a potem odszedł. Gdy zniknął, podeszłam szybko do komputera. Musiałam widzieć co się dzieje. Wpatrywałam się w ekran, a jednak nie zauważyłam Wheiljacka. Nagle, usłyszałam jego głos.

-Widzę co oni wykopują-powiedział.

-Energon? - zapytałam.

-Tak, ale czerwony.

-Niemożliwe-czerwony energon jest bardzo rzadko spotykany. Dzięki niemu, robot staje się szybszy.

-Muszą budować coś nap…-w jednej chwili, sygnał się urwał.

-Wheiljack? Jackie odezwij się-nie było ani chwili do stracenia-Ratchet, odpal most.

-Ale nie wiemy czy…

-Odpalaj, albo ja to zrobię! - ryknęłam, a Ratchet wykonał polecenie. Jeśli jackie ma kłopoty, a cony mają czerwony energon, to będę potrzebowała czegoś naprawdę silnego. Szybko pobiegłam w stronę Gwiezdnego Ostrza, które na razie stało obok głównego komputera. Podniosłam je z wielką łatwością, a ono zaczęło świecić. Gdy most się otworzył, ruszyłam jako pierwsza. Niestety gdy dotarłam na miejsce, Wheiljacka już nie było. Jedyne co zobaczyłam to oddalający się statek conów. Już chciałam do niego polecieć, ale Optimus mnie zatrzymał.

-Nie leć tam sama, proszę-kilka łez wypłynęło z mojego oka.

-Zgoda-ale i tak musiałam coś zrobić. Wzięłam wielki zamach i wypuściłam z ostrza energetyczną falę, która uderzyła w statek conów. To jednak nic nie dało. Po chwili, po statku nie było żadnego śladu. Padłam na kolana i zaczęłam płakać. Dopiero teraz zrozumiałam że Wheiljack był jedyną rzeczą jakiej brakowało mi do szczęścia. Był moją miłością.

 

Mija miesiąc od zniknięcia Wheiljacka. Próbujemy go namierzyć, ale na próżno. Decepticony też się nie pokazują. Nie mamy żadnego śladu.

-Blackstar-przyszła Fly. Tak dawno jej nie widziałam-dobrze się czujesz?

-Jest ok-jest jak najbardziej nie ok.

-Już wiem co się stało. Wybacz że tak długo mnie nie było.

-Masz swoje życie.

-Ale ty jesteś moją przyjaciółką. Powinnam cię wspierać w trudnych chwilach.

-Samo to że tu jesteś mi pomaga. Boty niby pocieszają, mówią że będzie dobrze, ale to tylko przypomina mi o bólu.

-Czasami, pomaga tylko płacz.

-Tobie pomaga?

-Tak. W końcu łzy to słowa, których serce nie potrafi powiedzieć-uśmiechnęłam się do Fly, a ta odwzajemniła uśmiech. Przez ten jeden moment znów czułam się szczęśliwa.

wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział XVIII - Prawdziwy przyjaciel


Czasem warto upaść, by zobaczyć kto cię złapie…

Postanowiłam wyjść. Uznałam że Optimus jednak mówił prawdę. Widziałam to w jego oczach. Wyszłam z celi i ruszyłam w kierunku głównego pomieszczenia bazy. Nie spieszyłam się. Szłam powoli. W pewnym sensie tylko dlatego że przez brak energonu zaczynałam tracić siły.

Doszłam do końca korytarza. W głównym pomieszczeniu były wszystkie boty. Zaraz gdy weszłam wszyscy skupili na mnie wzrok. Nic nie mówili. Patrzeli tylko tak, jakby chcieli przeprosić. Chciałam zrobić jeszcze te kilka kroków i podejść do Ratcheta by zażyć energon, ale nie starczyło mi już sił. Już po pierwszym kroku potknęłam się i zaczęłam upadać. Na szczęście w jednej chwili podbiegł do mnie Wheiljack i złapał.

-Mam cię-powiedział z troską w głosie.

-Dzięki jackie-Wheiljack zaprowadził mnie do Ratcheta, a ten od razu podał mi energon.

-To było bardzo głupie z twojej strony-powiedział doktorek-wiesz że energon trzeba zażywać najlepiej codziennie. Jeszcze trochę i nie skończyło by się tak dobrze.

-A tam, marudzisz doktorku-odpowiedziałam, a Ratchet westchnął.

-Jak poczujesz się lepiej, zabiorę cię gdzieś-zaproponował jackie.

-To bardzo miłe Wheiljack. Z chęcią.

-Dopiero za parę dni-wtrącił się Ratchet.

-Jak zwykle psujesz zabawę-powiedział Wheiljack.

-To nic jackie. Wyjdę kiedy będę chciała-Ratchet ponownie westchnął-a gdzie pojedziemy.

-To niespodzianka-na tych słowach rozmowa się skończyła. Ratchet skończył podawać mi energon, a ja od razu poczułam się lepiej. Nie czekałam ani chwili tylko wzięłam Wheiljacka pod pachę i pociągnęłam za sobą.

-Ratchet odpal mi most, tam gdzie cię prosiłem-wykrzyknął jackie, a Ratchet wykonał polecenie. Po chwili zobaczyłam most. Jacke uśmiechnął się i pobiegł w jego głąb. Moment potem zrobiłam to samo. To co zobaczyłam po drugiej stronie, zaparło mi dech w chłodnicy. Piękne góry w oddali, przepaść pod nami. Wszystko jak z bajki. Podeszłam do przepaści i spojrzałam, najpierw w dół, potem w górę. Naprawdę, widok był olśniewający.

-Podoba się?

-Jeszcze się pytasz? To najpiękniejsze miejsce jakie widziałam.

-Nazywa się Machu Picchu.

-Przepiękne to Picchu.

-Podobno to najlepiej zachowane miasto Inków-popatrzałam na Wheiljacka ze zdziwieniem-tak mówiła mi Fly-no jasne-to naprawdę fajna dziewczynka.

-Ja to od początku wiedziałam.

-Powiedziała mi też że tu, na ziemi, mówi się to tak-odwróciłam się do Wheiljacka - wszystkiego najlepszego Blackstar-jackie naprawdę mnie zaskoczył. Całkiem zapomniałam że mam dziś urodziny. Zrobił mi najlepszy prezent jakiego mogłam sobie życzyć-wiem że nie wypada pytać o wiek ale…

-Mam liczyć moją śpiączkę?

-Nie, w tym czasie byłaś w stanie kryjostazy, nie starzałaś się.

-Brałeś lekcje u Ratcheta czy co?

-Nie, Optimus mi tak powiedział.

-To też wiele wyjaśnia-zrobiłam krótką przerwę. Wzięłam oddech i  odpowiedziałam-w takim razie właśnie kończę 24 lata. Gdybym nie usnęła, kończyła bym już 32 ludzkie lata.

-Nie wiadomo-spojrzałam pytająco na Wheiljacka-w następnej bitwie w jakiej brałabyś udział, zginęłabyś.

-Co?! Dlaczego tak sądzisz?!

-Bo wszyscy w niej zginęli-ponownie spojrzałam na jackiego pytająco-clif został z Bumblebee i był przy jego operacji. W tym samym czasie reszta drużyny pojechała na kolejną misję. Zginęli wszyscy.

-Nie.

-Tak. Przez toksen.

-Toksen? - toksen to taka substancja trująca, taki kamień. W dużych ilościach może zabić w parę minut.

-Cony nawet nie walczyły. Patrzały tylko jak Autoboty ginęły.

-Nie mogę w to uwierzyć. Że nawet Decepticony posunęły się do czegoś takiego?

-Cony są bezwzględne.

-Czekaj chwilę. Do jednostki zawsze kogoś dołączano. Kto to był tym razem-jackie przez moment nie odpowiadał-jackie?

-Część Reckerów. W tym Bulkhead.

-O nie-Bulkhead był partnerem Wheiljacka. Jackie musiał naprawdę ciężko znieść jego stratę.

-Po stracie bulka, odłączyłem się od botów. Wróciłem dopiero wtedy, gdy zabiłem wszystkich, którzy przyczynili się do jego śmierci.

-Tradycyjna zemsta, zawsze pomaga.

-Tak, dokładnie-prze parę minut milczeliśmy-ale co, masz urodziny. Trzeba by się jakoś zabawić. Wstawaj.

-Co chcesz zrobić?

-Ja? Ja skoczyć, ty złapać mnie-zaraz po tych słowach jackie skoczył w przepaść.

-Wheiljack-zawołałam-idiota-wybiłam się i skoczyłam za nim. Szybko do niego doleciałam. Złapałam go i zmieniłam się w samolot. Trochę dziwnie się czułam bo jackie siedział między moimi skrzydłami. Była to dość krępująca pozycja-trzymaj się wariacie-ruszyłam do góry. Nie powiem, Weiljack był dość dużym obciążeniem. Gdy byłam już na szycie, zrzuciłam go z siebie, a idiota nadal się śmiał. Wylądowałam i zmieniłam się w robota. Już chciałam powiedzieć mu co myślę o jego zachowaniu kiedy złapał mnie za nogi i pociągnął do siebie. Potknęłam się i wylądowałam prosto na nim. Przez długi czas wpatrywaliśmy się jeden, w drugiego. Nic nie mówiliśmy. Nic nie robiliśmy, tylko wpatrywaliśmy się w siebie. Poczułam wtedy coś, ale nie wiem co. Myślę jednak, że on też to poczuł. Po paru minutach zeszłam z niego. Oboje usiedliśmy na skraju Machu Picchu i wpatrywaliśmy się w ten niesamowity widok.

-Boję się-powiedziałam

-Czego?

-Że już nigdy nie będę taka szczęśliwa jak teraz.

-Będziesz. Obiecuję ci to-uśmiechnęłam się do niego, położyłam swoją głowę na jego ramieniu, a rękę na jego ręce. Nigdy wcześniej nie czułam się tak dobrze, jak teraz.